W poniedziałek 4 maja rosyjskie Ministerstwo Obrony ogłosiło „rozejm” na okres 8-9 maja z okazji „zwycięstwa narodu radzieckiego” (nad hitlerowskimi Niemcami) w II wojnie światowej. Prezydent Ukrainy Wołodymyr Zełenski oświadczył, że nie było żadnego oficjalnego oświadczenia ze strony Moskwy.
Nie tylko on jest sceptyczny wobec proponowanego przez Moskwę zawieszenia broni. — Uważam, że wszystkie te propozycje Kremla [dotyczące zawieszenia broni przed Dniem Zwycięstwa obchodzonym w Rosji 9 maja] to farsa. Rosja, począwszy od 2014 r., ani razu nie przestrzegała tego reżimu ciszy, który sama proponowała lub próbowała narzucić. Dlatego uważam, że tym razem też nic z tego nie będzie — twierdzi pułkownik Sił Zbrojnych Ukrainy Dmytro Kaszczenko w rozmowie z twórcami „Ukraiński fokus. Poranek”, wspólnego projektu serwisu Espreso i Slawa.tv.
— Niemniej jednak myślę, że wiem, po co [Rosja] to robi. Putin chce pokazać, że „mamy święto, zaproponowaliśmy zawieszenie broni, a proszę spojrzeć, Ukraina nie zareagowała”. I jestem więcej niż pewien, że pojawią się prowokacje, i to takie, na które nie będziemy mogli nie odpowiedzieć. A to już będzie swego rodzaju pretekstem, aby pokazać: „patrzcie, to oni naruszają [zawieszenie broni] jako pierwsi”. Dlatego uważam, że to farsa — kontynuuje pułkownik.
Wojskowy odpowiedział też, czy martwi się o konsekwencje potencjalnych fałszywych ataków ukraińskich dronów na cele w Moskwie (przed i podczas obchodów Dnia Zwycięstwa). — [Takie prowokacje] są możliwe. Ukraina już wielokrotnie udowodniła, że sięga aż do samej Moskwy. I widzimy, ile środków obrony przeciwlotniczej jest teraz skoncentrowanych wokół niej — mówi, dodając, że paradoksalnie Ukraina może wykorzystać tę sytuację.
— To może być dla nas przydatne, jeśli się tym właściwie posłużymy. W związku z tym, że Rosja przeniosła w okolice Moskwy dość dużą liczbę systemów obrony przeciwlotniczej, pozostawiła pewne obszary bez ochrony. Myślę, że obecnie w linii obrony Federacji Rosyjskiej jest dość poważna luka, i to niejedna. Możemy w ciągu najbliższych kilku dni, podczas przygotowań do parady i samej parady, zadać kilka ciosów w jakieś punkty dowodzenia, a także w magazyny zaopatrzenia i tak dalej. Aby znacząco zachwiać logistykę przeciwnika i wyłączyć z działania jego system dowodzenia. A przynajmniej go zakłócić — wyjaśnia.
Jednocześnie pułkownik Sił Zbrojnych Ukrainy nie widzi potrzeby intensywnego atakowania samej Moskwy. Według niego lepiej wykorzystać broń i amunicję w inny sposób, bo Ukraina nie ma ich zbyt wiele.
— Cóż, gdybyśmy mieli taką liczbę środków rażenia, jaką ma na przykład sama Rosja, to moglibyśmy atakować choćby Plac Czerwony [w Moskwie opodal Kremla]. Ale mamy ograniczone środki, dlatego uważam, że z wojskowego punktu widzenia rozsądniej byłoby je wykorzystać w precyzyjny sposób. To znaczy, jeśli mamy rakiety, to powinny one uderzać w punkty dowodzenia, stacje radarowe, magazyny amunicji, kluczowe obiekty infrastruktury. To właśnie te obiekty należy niszczyć — uważa wojskowy.
Mimo to Dmytro Kaszczenko nie wyklucza przeprowadzenia podczas parady 9 maja ataków dronami, aby pokazać, że Siły Zbrojne Ukrainy docierają do Moskwy.
— Taka parada to skupisko ludzi i kamer, a co za tym idzie, transmisja na cały świat. Można by to ograć tak, jak to robiliśmy, wjeżdżając do obwodu kurskiego, aby pokazać światu, że jesteśmy w stanie to zrobić i że w Rosji nie wszystko idzie tak gładko, jak twierdzi. To znaczy można by przeprowadzić nalot dronami po to, aby te tysiące kamer i aparatów fotograficznych, które będą nagrywały paradę, pokazały „Patrzcie, Ukraina zbliża się do was i w każdej chwili może zniszczyć zarówno prezydenta Rosji [Władimira Putina], jak i ministra obrony [Andrieja Biełusowa]” — podsumowuje.
Dowiedz się więcej: