Największe emocje w kuluarach budzi brak nominacji dla płk. Renarta Skrzypczaka, dowódcy 1. Warszawskiej Brygady Pancernej w Wesołej. Pułkownik — prywatnie syn zmarłego niedawno gen. Waldemara Skrzypczaka, legendy wojsk pancernych i byłego dowódcy wojsk lądowych — to w armii postać ciesząca się ogromnym szacunkiem i autorytetem. Przeszedł całą ścieżkę dowodzenia: od dowódcy plutonu, batalionu, brygady. Weteran misji w Iraku i Afganistanie. Ukończył szereg specjalistycznych kursów w kraju i za granicą, w tym kurs generalski na Akademii Sztuki Wojennej.
Wojsko Polskie
Płk Renart Skrzypczak
Wojsko źle to odebrało
— Renart to typowy „liniowiec”, człowiek, który zna zapach ropy i prochu. Fakt, że nie dostał gwiazdki, mimo pełnienia funkcji dowódcy jednej z najważniejszych brygad w kraju, jest w wojsku bardzo źle odbierany jako sygnał czysto polityczny — mówi nam jeden z wysokich rangą oficerów.
Kolejnym oficerem, który przez ludzi prezydenta Nawrockiego został skreślony z listy nominacji generalskich, jest gen. bryg. Jan Wojno. Choć ten oficer w marcu 2026 r. objął stery nowo formowanej 8. Dywizji Piechoty Armii Krajowej, zwierzchnik Sił Zbrojnych nie zdecydował się na wręczenie mu awansu do stopnia generała dywizji.
Tomasz Gzell / PAP
Gen. bryg. Jan Wojno
Gen. Wojno to bardzo doświadczony żołnierz. Wcześniej był m.in. szefem sztabu „Czarnej Dywizji”. Obecnie buduje nową dywizję, która została powołana do życia decyzją Mariusza Błaszczaka, ministra obrony w rządzie PiS. Pałac Prezydencki uznał jednak, że generał na drugą gwiazdkę jeszcze nie zasłużył.
— Nie chodzi o to, czy zasłużył, czy nie. Zajmuje etat dwugwiazdkowego generała i ten awans po prostu mu się należy. Znowu ktoś chce dzielić oficerów na tych z PiS-u i tych z Platformy. Czasem mam wrażenie, że politycy celowo chcą skłócić armię — mówi generał rezerwy.
Na liście ministra obrony był też płk Piotr Bieniek, który 17 lipca 2025 r. został wyznaczony na stanowisko dowódcy 6. Brygady Powietrznodesantowej, wbrew opiniom środowiska wojskowego. Oficer ten, choć ma duże doświadczenie wojskowe, ma też w życiorysie wyrok za pobicie policjanta i funkcjonariuszki straży miejskiej. Kontrowersje wzbudza również fakt, że jego ojciec, gen. Mieczysław Bieniek, jest doradcą ministra obrony, co budzi podejrzenia o nepotyzm.
Lukasz Gagulski / PAP
Płk Piotr Bieniek
— Minister Kosiniak-Kamysz, wyznaczając płk. Bieńka, musiał się liczyć z tym, że dopóki prezydentem będzie Karol Nawrocki, oficer ten nie zostanie awansowany — mówi nasze źródło zbliżone do BBN.
Pojedynek na wnioski: prezydent dorzuca swoje nazwiska
Choć MON wnioskował do prezydenta Nawrockiego o wręczenie 18 awansów, ostateczna lista, którą ogłoszono, różni się od pierwotnych założeń wicepremiera Kosiniaka-Kamysza. Co ciekawe, na liście znaleźli się dwaj oficerowie, na których szczególnie zależało ośrodkowi prezydenckiemu. Według naszych informacji chodzi o płk. Andrzeja Kupisa, szefa Zarządu Wojsk Rakietowych i Artylerii w Dowództwie Generalnym, oraz płk. Roberta Polaka, zastępcę szefa Zarządu Szkolenia P7 w Sztabie Generalnym.
Lukasz Gagulski, Radek Pietruszka / PAP
Płk Robert Polak (z lewej) i płk Andrzej Kupis (z prawej)
— To są ludzie, którzy nie powinni być awansowani. Pierwszy z nich jest już wiekowy i tak naprawdę dostał ten awans w prezencie. Natomiast, kiedy zastępca szefa zarządu w Sztabie Generalnym dostaje generała, a dowódca dywizji czy brygady nie, to jest naplucie oficerom liniowym w twarz. Tu są rozgrywki personalne, a nie potrzeby sił zbrojnych — komentuje wysoki rangą oficer.
Mimo tych kontrowersji obaj faworyzowani przez Pałac Prezydencki oficerowie zostali przez ministra obrony wpisani na listę i otrzymali gwiazdki generalskie, co sugeruje, że nominacje były wynikiem trudnego kompromisu między Biurem Bezpieczeństwa Narodowego a Ministerstwem Obrony Narodowej.
Żandarm i kadrowiec wciąż „w poczekalni”
Uwagę zwraca jeszcze jeden fakt, mianowicie brak awansów generalskich dla dyrektora Departamentu Kadr MON, zarządzającego tysiącami etatów w armii, oraz szefa Żandarmerii Wojskowej. Ten ostatni przypadek jest szczególnie jaskrawy. Za czasów poprzedniej ekipy rządzącej szef żandarmerii był etatem dwugwiazdkowym, a jego zastępca zajmował etat jednogwiazdkowego generała. Obecny dowódca tej formacji wciąż pozostaje w stopniu pułkownika, co w strukturach NATO jest odbierane jako obniżenie rangi formacji.
Z naszych informacji wynika, że nazwiska tych oficerów nie znalazły się na liście do awansów.
— Zależało nam, by tym razem na liście do awansów było jak najwięcej dowódców liniowych. Oficerów, o których pani pyta, przedstawimy do awansu w sierpniu. Chcę jednak przypomnieć, że wcześniej aż dwukrotnie BBN skreślał ich nazwiska z listy — mówi nasze źródło zbliżone do Departamentu Kadr MON.
Szorstka współpraca na linii MON–Pałac
Nominacje generalskie wręczone przez prezydenta 2 maja pokazują, że mimo zapewnień o jedności w obliczu zagrożenia ze Wschodu relacje na linii Władysław Kosiniak-Kamysz — Karol Nawrocki pozostają napięte. Mechanizm jest prosty: MON proponuje, a BBN selekcjonuje przyszłych generałów.
— To gra o wpływy w wojsku. Prezydent, jako zwierzchnik Sił Zbrojnych, chce mieć realny wpływ na to, kto zostaje generałem. Nie chce być tylko „notariuszem” wniosków ministra — tłumaczy nasz informator z kręgów zbliżonych do Sztabu Generalnego.
Jednak dla wielu oficerów jak gen. Wojno czy płk Skrzypczak, majowe święto było gorzką pigułką do przełknięcia, a do wojskowej strategii ewidentnie wkradała się wielka polityka. W armii mówi się wprost: merytoryka i realne potrzeby sił zbrojnych przegrały z dyplomacją gabinetową.