Dariusz Ostafiński, Interia: Jakub Bednaruk, ekspert Polsatu Sport mówi, że nie wie, co się stało z Wartą Zawiercie. Może pan mi to wyjaśni?
Jakub Popiwczak, libero Aluronu CMC Warty: Ja myślę, że tu nie ma wielkiej fizyki kwantowej. Dwa mecze przegraliśmy. Jeden w takim stylu, że walczyliśmy, że byliśmy blisko, a potem pluliśmy sobie w brodę, że nie wyszło.
Gorzej z tym drugim przegranym meczem.
– W tym drugim sami siebie zawiedliśmy. Kibiców też. Nie ma jednak, co płakać nad rozlanym mlekiem. Trzeba w środę wygrać w Lublinie.
Czy to w ogóle możliwe? Wciąż mam przed oczami pana kolegów, jak tłumaczą, że zjadła ich presja. Tak na marginesie, to Bednaruk też zachodził w głowę, zastanawiając się, jak to możliwe, że siatkarze grający w największych imprezach mogli powiedzieć coś takiego.
– Na pewno jest to niepokojące, że potrafiliśmy po pierwszym meczu wygranym 3:0 tak zjechać z poziomem. I to się stało w kilka dni. Każdy z nas zastanawia się głośno, jak to możliwe i próbuje szukać odpowiedzi. Natomiast cała ta sytuacja pokazuje istotę, piękno sportu. Jednego dnia możesz grać najlepszą siatkówkę, a za kilka dni zmieniasz się nie do poznania, a rywal gra najlepszy mecz. Mnie w tym wszystkim najbardziej martwi to, że po porażce w Lublinie nie potrafiliśmy zareagować we właściwy sposób. Jestem też jednak zdania, że to rozdrapywanie ran nic nam nie pomoże.
– To, co Lublin po pierwszym meczu. Graliśmy w tym sezonie wiele świetnych spotkań, tych złych o wiele mniej, więc trzeba wyjść w środę na parkiet z nastawieniem zagrania kolejnego dobrego, czy bardzo dobrego meczu, w których nie pozostawimy złudzeń co do tego, kto był lepszy.
A co jeśli koledzy mają rację. Warta trzeci raz z rzędu gra o złoto. Dwa razy przegrała i teraz chce tak bardzo to zmienić, że kiedy pojawiają się problemy, to wszystko zaczyna się sypać.
– Zdecydowanie nie szedłbym w tę stronę. Z jednej strony my zagraliśmy poniżej oczekiwań i możliwości, a z drugiej był przeciwnik, który marzy o tym samym. Lublin też chce. Oni ciężko pracowali na to, żeby zdobyć mistrza Polski. Jeśli sięgną finalnie po ten tytuł, to znaczy, że zasłużenie. Jeśli nas ograją, to znaczy, że byli lepsi, a nie, że nam się coś w głowach poprzestawiało.
Rozumiem jednak, że na razie chcecie to odwrócić?
– Tak. Chcemy mieć przeświadczenie, że zrobiliśmy wszystko i daliśmy z siebie 110 procent. Oczywiście wierzę w drużynę i w to, że po dwóch porażkach i dwóch słabych meczach jesteśmy w stanie to odwrócić. Moment nie jest łatwy, bo oni grają u siebie, ale nie ma się co rozwodzić, tylko trzeba zakasać rękawy i wygrać. Najlepiej teraz i w kolejnym meczu. Dorabianie ideologii nie ma sensu.
Warto jednak wiedzieć, dlaczego się przegrało.
– Myślę, że mieliśmy gorszy dzień, że zawiodły siatkarskie umiejętności.
– Jakby to był sport indywidualny, to bym mógł wyłożyć, co mi w głowie siedzi i moglibyśmy to jakoś przeanalizować. To jest jednak sport zespołowy. Mamy sztab i czternastu zawodników, gdzie każdy ma jakieś inne przeżycia, w każdym też siedzą inne emocje. Jasne, że byliśmy przed tymi finałami w trudnej sytuacji, że byliśmy pod presją, bo dwa poprzednie finały były przegrane, ale zapewniam, że jesteśmy gotowi, żeby to dźwigać i w Lublinie każdy zrobi wszystko, żeby ten finał trwał. Jak polegniemy, to spróbujemy znów za rok, ale najpierw zrobimy wszystko, żeby cieszyć się ze złota już teraz.
Bo dobrze byłoby jechać na Final Four mając już jedno trofeum na koncie.

Jakub Popiwczak.Piotr Matusewicz East News

Siatkarze Aluron CMC Warty Zawiercievolleyballworld.commateriały prasowe

Aaron Russell, przyjmujący Wartyvolleyballworld.commateriały prasowe
Mateusz Malinowski: Zagraliśmy swoją siatkówkę. WIDEOPolsat SportPolsat Sport
Masz sugestie, uwagi albo widzisz błąd? Napisz do nas
