Trwa śledztwo w opisanej przez Onet bulwersującej sprawie zatrzymania czterech policjantów, którzy sześć lat wcześniej obezwładnili wyjątkowo brutalnego zabójcę na plebanii kościoła św. Augustyna w Warszawie. W lipcu ub.r. funkcjonariusze ci (w tym jeden już były) zostali zakuci w kajdanki przez działających na zlecenie prokuratury mundurowych z Biura Spraw Wewnętrznych Policji.
Skuci kajdankami na oczach kolegów, rodziny i sąsiadów
Następnie zostali zabrani sprzed komendy i ze swoich mieszkań na oczach kolegów, rodziny i sąsiadów, wsadzeni do radiowozów i siłą doprowadzeni do prokuratury, gdzie usłyszeli zarzuty przekroczenia uprawnień podczas obezwładniania wspomnianego zabójcy. Chodzi m.in. o to, że mieli zastosować wobec niego tzw. kołyskę, czyli założyli mu nogi za unieruchomione już ręce (co jest niedozwolone), powodując u niego znaczny uszczerbek na zdrowiu.
Obrońcy funkcjonariuszy złożyli zażalenie na sposób ich zatrzymania. We wrześniu ubiegłego roku Sąd Rejonowy dla Warszawy Mokotowa uznał, że było ono „bezzasadne i nieprawidłowe”. To otworzyło im drogę do ubiegania się o odszkodowanie od Skarbu Państwa. Obrońcy dwóch z nich złożyli takie wnioski. Jak dowiedział się Onet, właśnie zapadła decyzja dotycząca pierwszego z nich.
Dalszy ciąg materiału pod wideo
Sąd Okręgowy w Warszawie uznał, że nie było obawy utrudniania postępowania ze strony policjanta. Doszedł też do przekonania, że czynność zatrzymania i przymusowego doprowadzenia funkcjonariusza była nieproporcjonalna do okoliczności.
ZOBACZ RÓWNIEŻ: Policjanci zatrzymani za skucie zabójcy. Jest orzeczenie sądu w głośnej sprawie
„Można było wezwać wnioskodawcę (podejrzanego) do stawiennictwa, bowiem przez cały okres od zdarzenia pełnił służbę w Policji. Ponadto przed zatrzymaniem, dokonujący zatrzymania funkcjonariusze BSW, skontaktowali się telefonicznie z wnioskodawcą, który poinformował, gdzie aktualnie przebywa i bezzwłocznie na ich prośbę przybył, by się z nimi spotkać. Biorąc zatem te okoliczności pod uwagę, zasadnym jest przyjęcie, że zatrzymanie wnioskodawcy w dniu 16 lipca 2025 r. było niewątpliwie niesłuszne” — czytamy w uzasadnieniu sądu.
Sąd: interwencja była ekstremalnie trudna i niebezpieczna
I dalej: „Sąd uwzględnił w tym zakresie, iż wnioskodawca to osoba wcześniej niekarana, o nieposzlakowanej opinii, prawidłowo wykonujący swoje obowiązki zawodowe funkcjonariusz Policji, któremu nota bene postawiono zarzut i dokonano niewątpliwie niesłusznego zatrzymania w związku z wykonywaniem obowiązków zawodowych w dniu 11 kwietnia 2019 r., tj. ujęciem i zatrzymaniem de facto na gorącym uczynku sprawcy zabójstwa i spowodowania obrażeń ciała innej osoby.”
Sędzie dodawał, że interwencja ta była ekstremalnie trudna i niebezpieczna, a policjant przeprowadzał ją z narażeniem swego życia i zdrowia. Okoliczności te nie mogły być pominięte przy wydawaniu decyzji.
„Pozbawienie wolności — w związku z niewątpliwie niesłusznym zatrzymaniem — w sposób oczywisty naruszyło przede wszystkim dobro osobiste wnioskodawcy w postaci prawa do wolności osobistej. (…) Ponadto niewątpliwie niesłuszne zatrzymanie wywołało u wnioskodawcy znaczny dyskomfort psychiczny (….) powodując poczucie krzywdy, utraconego poczucia bezpieczeństwa oraz dobrego imienia w odbiorze współpracowników oraz rodziny wnioskodawcy.” — czytamy w uzasadnieniu sądu, który przyznał mu za to pięć tys. zł zadośćuczynienia.
— Mój klient jest usatysfakcjonowany tą decyzją. Mimo że sąd obniżył kwotę zadośćuczynienia z wnioskowanych przez nas 10 tys. zł o połowę. Dla mego klienta ważniejsze od pieniędzy było samo przyznanie mu racji i sam fakt, że sąd uznał niejako, że należą mu się przeprosiny za to, że został potraktowany jak pospolity bandyta, czyli zakuty w kajdanki, wyprowadzony z jednostki, w której służy i doprowadzony tak aż do gabinetu prokuratora — komentuje w rozmowie z Onetem mec. Tomasz Demzała, obrońca policjanta, chcącego zachować anonimowość.
Obrońca policjanta: to poważnie obniżyło jego morale
— Takie potraktowanie go po kilkunastu latach pracy w policji, w której był wielokrotnie nagradzany, nigdy nie miał żadnej nagany ani postępowań karnych, mocno uderzyło w jego poczucie zaufania do organów państwa, którym tak naprawdę służy. To, że codziennie pomagał ludziom, społeczeństwu, że obezwładnił sprawcę, który brutalnie zabił człowieka i prawdopodobnie uratował życie kolejnej zaatakowanej przez niego osobie, a teraz musi się z tego tłumaczyć, poważnie obniżyło jego morale — dodaje prawnik.
Dodatkową okolicznością, która poważnie wpłynęła na funkcjonariusza, był fakt, że to zdarzenie odbiło się tak szerokim echem nie tylko w policyjnym środowisku, ale i w całej Polsce.
— To mogło podważyć zaufanie do mego klienta ze strony jego przełożonych, jak również ze strony opinii społecznej. Spotkały go negatywne konsekwencje, zwłaszcza jeżeli chodzi o sferę mentalną, powodując u niego duży dyskomfort. W jego środowisku zawodowym było wiadomo, że to on był uczestnikiem tego zdarzenia, dowiedziała się też o tym jego rodzina i znajomi — zaznacza radca prawny.
— Dlatego uznaliśmy, że należy mu się zadośćuczynienie za ten wyjątkowo trudny okres w jego życiu, który nadal trwa, bo wciąż odczuwa skutki tego działania. Musiał się przyzwyczajać do różnych dziwnych spojrzeń, szeptów, uśmiechów i komentarzy, z którymi się do dziś spotyka. To wszystko mogło też mieć wpływ na jego służbę. Gdyby sąd nie stanął po jego stronie, przy każdej poważniejszej interwencji mógł mieć blokadę przed zdecydowanym działaniem, obawiając się, że znowu ktoś będzie miał o to pretensje — tłumaczy mec. Tomasz Demzała.
Śledztwo w sprawie obezwładnienia zabójcy idzie własnym torem
Dlaczego ostateczna kwota zadośćuczynienia była niższa od wnioskowanej? — Sędzia wziął pod uwagę krótki okres tego zatrzymania, które miało miejsce od godz. 7.47 do godz. 14.48 oraz okoliczności, w tym m.in. że nie był w tym czasie w mundurze, kajdanki założono mu po wejściu do nieoznakowanego radiowozu, nie doznał ostracyzmu ze strony współpracowników i środowiska, w którym funkcjonuje. Najważniejsze, że sąd uznał, że jakieś zadośćuczynienie mu się należy — tłumaczy adwokat.
O odszkodowanie za doznane krzywdy wnioskował również drugi z policjantów. W jego przypadku decyzja jeszcze nie zapadła. — My również złożyliśmy wniosek o zadośćuczynienie za bezzasadne zatrzymanie. Czekamy na rozstrzygnięcie sądu — potwierdza nam adwokat drugiego policjanta.
Pozostali dwaj funkcjonariusze, w tym jeden już były, nie składali takich wniosków. Niewykluczone jednak, że to jeszcze uczynią. Zgodnie z prawem, mają jeszcze na to czas.
Trzeba zaznaczyć, że postępowanie związane z przekroczeniem uprawnień przy zatrzymaniu wspomnianego zabójcy 65-latka wciąż trwa. Postępowanie przygotowawcze w tej sprawie toczy się w prokuraturze oddzielnym torem.