„Ukraina znalazła sposób na powstrzymanie rosyjskiego natarcia” — powiedział austriacki historyk i oficer armii federalnej Markus Reisner w rozmowie z telewizją ntv. Jego zdaniem w środowisku eksperckim mówi się już o „ukraińskim cudzie”.

Według ISW tempo rosyjskich zysków na froncie stale spada już od listopada ubiegłego roku — nie tylko z powodu trwających ukraińskich kontrataków, ale także z powodu blokady terminali internetu satelitarnego Starlink w Ukrainie. Rosjanie również, podobnie jak Ukraińcy, wykorzystywali je do koordynacji własnych jednostek. Do tego dochodzi fakt, że Kreml zablokował platformę Telegram. To pogłębia problemy z komunikacją.

Jest jeszcze jeden kluczowy czynnik, który utrudnia Rosjanom posuwanie się naprzód — i na który nie mają wpływu.

Przez niego Rosjanie dosłownie ugrzęźli, a wojna stała się dla nich bagnem, z którego nie ma ucieczki. Chodzi o zjawisko pogodowe zwane rasputicą. Mowa o okresie w marcu i kwietniu, kiedy topnieje zamarznięta ziemia, a jednocześnie pojawiają się wiosenne deszcze. W konsekwencji pancerne pojazdy grzęzną w błocie, a oddziały zmechanizowane mają trudności z posuwaniem się naprzód.

Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo

Zjawisko to znane jest także z historii. Odegrało m.in. rolę w wyprawie Napoleona na Moskwę, a także podczas II wojny światowej, krzyżując plany niemieckiej armii na froncie wschodnim.

Można się wprawdzie spodziewać, że w maju i czerwcu, gdy ziemia stanie się suchsza, rosyjskim oddziałom znów będzie się łatwiej poruszać. Jednak nawet wtedy wciąż będą musieli mierzyć się z zasadniczymi wyzwaniami.

— Bez Starlinka zostali [Rosjanie] praktycznie cofnięci do komunikacji z czasów zimnej wojny — mówi w rozmowie z serwisem Kyiv Post (partner Onetu) ukraiński żołnierz o pseudonimie Konosz.

— Dało nam to realną przewagę. Potrafiliśmy wykorzystać słabości w momencie, gdy ich system komunikacji był zdestabilizowany — dodaje w wywiadzie dla Kyiv Post ukraiński dowódca kompanii o pseudonimie Luna.

Według analizy „The Wall Street Journal” Ukraina odbiła najwięcej terytorium od dwóch lat, po tym, jak rosyjskie wojska straciły w lutym zdolność do komunikacji i koordynacji działań na polu bitwy.

A to jeszcze nie koniec problemów dla Rosjan. Nie lada kłopot na froncie stanowią dla nich obecnie ukraińskie drony.

50-kilometrowa strefa śmierci

Według eksperta Marcusa Reisnera dzięki masowemu wykorzystaniu dronów ukraińskiej armii udało się stworzyć na froncie „strefę śmierci” o szerokości 50 km. „Mogą one [drony] wykrywać i neutralizować nawet najmniejsze oddziały szturmowe” — twierdzi ekspert. „To bardzo korzystne dla obrońców”.

Tymczasem punkt ciężkości walk przesuwa się — przede wszystkim w kierunku Konstantynówki w obwodzie donieckim.

„W najbliższych tygodniach i miesiącach jeszcze wiele usłyszymy o tym mieście” — prognozuje Reisner na antenie telewizji ntv.de. Konstantynówka jest najbardziej wysuniętym na południe punktem ukraińskiego pasa fortec w kontrolowanej przez Kijów części obwodu donieckiego.

Jego przełamanie jest nadrzędnym celem rosyjskich sił, bowiem umożliwiłoby posunięcie się armii Putina w głąb Ukrainy. Według eksperta Rosjanie zajęli już jedną czwartą miasta. To strategicznie ważne miejsce staje się teraz gorącym punktem na wojennej mapie.

Reisner ostrzega jednak również, że po stronie ukraińskiej nadal istnieją problemy. Kijowowi kłopoty sprawia przede wszystkim brak żołnierzy. Jednak, jak stwierdził ekspert, Ukraina „po raz kolejny zdołała się podnieść, podnieść tarczę i odeprzeć Rosjan”.

To jednak wciąż nie oznacza jeszcze zwycięstwa.