Prawdziwe dziennikarstwo. Niezależna redakcja. ZA DARMO.

Zapowiedziana umowa z Brytyjczykami będzie podobna do tej, podpisanej z Francuzami w Nancy w maju 2025 roku. Najatrakcyjniejsze dla Polski są jednak brytyjskie doświadczenia w obronie przed zagrożeniami hybrydowymi ze strony Rosji. Zjednoczone Królestwo jako jedno z nielicznych państw na świecie w swojej doktrynie obronnej ma prawo do odpowiedzi wobec tych, którzy stosują przeciwko niemu techniki poniżej progu wojny.

Wojna bez wojny

To efekt użycia przez Rosję w przeszłości materiałów rozszczepialnych i chemicznych na Wyspach, m.in. przeciwko Aleksandrowi Litwinience i Siergiejowi Skripalowi. Tamte doświadczenia doprowadziły do wypracowania rozwiązań, które pozwalają używać np. brytyjskich sił specjalnych pod każdą szerokością geograficzną bez nadmiernego wikłania się w procedury parlamentarne. Stąd między innymi tak silna obecność żołnierzy jednostek specjalnych SAS, SRR i SBS na Ukrainie. Wspólne zabijanie Rosjan do pewnego stopnia jest odpowiedzią na ataki z użyciem materiałów rozszczepialnych na terenie Wielkiej Brytanii. To rodzaj represji i forma odstraszania.

Co dalej z NATO? Trump uderza w sojusz – Marek Magierowski, Zbigniew Parafianowicz | BEZ DOKTRYNY #2 

Brytyjska koncepcja w wojnie poniżej progu to tzw. fusion doctrine. Brytyjczycy zagrożenia hybrydowe umieścili na pierwszym miejscu listy wyzwań dla państwa. Dopuszczają walkę z nimi za pomocą siły militarnej, służb specjalnych, presji ekonomicznej, dyplomacji, dezinformacji i obszaru cyber równocześnie i w każdej części globu.

Fusion doctrine duży nacisk kładzie na tzw. prewencję w szarej strefie. Czyli neutralizowanie wrogiej propagandy, dywersji czy ataków w sieci, zanim do nich dojdzie.

Dla porównania Polska wciąż posługuje się Strategią Bezpieczeństwa Narodowego z 2020 roku. Czyli dokumentem przyjętym dwa lata przed rosyjską inwazją na Ukrainę w lutym 2022 r. Umowa z Brytyjczykami, której podpisanie zapowiedział w Erywaniu przed kilkoma dniami premier Donald Tusk, miałaby pomóc w dostosowaniu państwa do zagrożeń poniżej progu wojny. Od dawna naciskają na to przede wszystkim środowiska związane z siłami specjalnymi. Chodzi o uwolnienie ich potencjału w prowadzeniu „wojny bez wojny” w szarej strefie bezpieczeństwa.

Kontynuacja polityki

– Podjęliśmy decyzję ostateczną z panem premierem Starmerem, że dojdzie do podpisania traktatu między Polską a Wielką Brytanią już 27 maja. Będzie to traktat realnie wzmacniający naszą współpracę, szczególnie w dziedzinie obronności, ale nie tylko – mówił Tusk w Erywaniu. – Długo negocjowaliśmy ten traktat, ale w tym czasie (…) jest rzeczą bardzo ważną, żeby szukać realnych partnerów z dużym potencjałem, którzy są gotowi do stałej współpracy militarnej i w szeroko pojętej dziedzinie obronności – dodał.

W ten sposób Donald Tusk kontynuuje politykę rządu Mateusza Morawieckiego, który w lipcu 2023 r. podpisał deklarację o polityce obronnej między Polską a Wielką Brytanią. Jak przekonują nasi rozmówcy w rządzie, porozumienie, które zostanie podpisane pod koniec maja przez Tuska, ma zawierać wiele punktów z tamtej deklaracji, pod którą widnieją podpisy Mariusza Błaszczaka (ówczesnego ministra obrony) i Zbigniewa Raua (ówczesnego szefa MSZ) z polskiej strony oraz Bena Wallace’a (ówczesnego sekretarza bezpieczeństwa) i Jamesa Cleverly’ego (ówczesnego szefa dyplomacji) ze strony brytyjskiej.

Tamten dokument jest podzielony na działy tematyczne: m.in. NATO, Rosja i Europa Środkowa, Ukraina, Cyber czy wspólne ćwiczenia wojskowe. Umowa Tuska będzie jego rozwinięciem i aktualizacją. W porównaniu z zapowiadanym dokumentem deklaracja Błaszczaka i Raua miała niższą rangę w porządku prawnomiędzynarodowym. Była wyrażeniem woli politycznej, a nie umową międzyrządową, jaką ma podpisać premier Tusk.

„Czerwona lampka” u patriotów

W kontekście wycofujących się z Europy (przede wszystkim z Niemiec) wojsk USA, rośnie również znaczenie planowanego porozumienia wojskowego z Berlinem. Niemcy od ubiegłego roku, jeszcze przed traktatem z Nancy, naciskali na Warszawę, aby umowa z nimi została podpisana jak najszybciej. Najlepiej równolegle z francuską lub tuż po niej.

Tysiące żołnierzy USA. "Z dnia na dzień to się nie stanie"

Tysiące żołnierzy USA. „Z dnia na dzień to się nie stanie”

Z racji wewnętrznej polaryzacji w Polsce (narracja prawicy o „agencie Berlina i Brukseli Donaldzie Tusku”), ale też niechęci Niemiec do współpracy w kwestii odszkodowań za II wojnę światową (nawet w ograniczonym zakresie proponowanym przez obecny rząd), Warszawa nie spieszyła się z podpisywaniem czegokolwiek. Doniesienia, jakoby Tusk przynaglał do negocjacji z kanclerzem Friedrichem Merzem, nie są prawdziwe. Rozmowy ciągną się od dawna. Prace nad dokumentem prowadzą resorty obrony Polski i Niemiec. Z naszej strony pilotuje je wiceszef MON Paweł Zalewski.

Jak podawał portal wpolityce.pl, planowane podpisanie umowy Warszawa – Berlin to 17 czerwca, 19 dni po umowie z Wielką Brytanią. Portal zwrócił uwagę na art. 2 dokumentu, w którym jest mowa o współpracy wywiadowczej i wymianie informacji z RFN. Uznano go za niebezpieczny. „Analiza projektu wskazuje na dwa szczególnie wrażliwe punkty, które powinny zapalić czerwoną lampkę u każdego patrioty” – czytamy na portalu wpolityce.pl.

Tyle że o wiele dalej posunięte są już dziś zobowiązania wynikające ze współpracy w ramach NATO. Art. 2 umowy z Niemcami nie idzie dalej w stosunku do istniejących rozwiązań w ramach Sojuszu, z których od lat korzystają zarówno Niemcy, jak i Polska.

Żółte znaki na mostach

Portal wpolityce analizuje również art. 3 pkt 5 umowy z RFN. Dotyczy on logistyki i transportu realizowanego przez Niemcy na terenie Polski. „Umowa kładzie ogromny nacisk na tzw. mobilność wojskową i wsparcie logistyczne. Czy oznacza to niekontrolowany tranzyt niemieckich wojsk przez terytorium RP? Dokument wprost mówi o współpracy w obszarze 'infrastruktury wojskowej'” – czytamy.

Znaki wojskowej klasy obciążenia mostu Znaki wojskowej klasy obciążenia mostu © gov.pl | GDDKiA

Należy jednak pamiętać, że co najmniej od aneksji Krymu w 2014 r. – również za rządów PiS – nasze siły zbrojne i Bundeswehra prowadziły prace inżynieryjne na rzecz udrożnienia szlaków na linii wschód-zachód przez – jak to określa wojsko – „cieki wodne”. Tak, aby można było w razie wojny realizować plany obrony zarówno Polski, jak i państw bałtyckich.

Na drodze od Odry do Tallina płynie co najmniej kilkaset „cieków wodnych”. Należało ustalić, które przeprawy będą w razie czego bezpieczne dla ciężkiego sprzętu. Żółte znaki z rysunkami czołgów na polskich mostach i wiaduktach, określające ich nośność, to efekt tamtych prac. Z punktu widzenia Polski sprawdzanie i oznaczanie tras przejazdu wojsk NATO jest korzystne. I będzie kontynuowane po podpisaniu porozumienia z Niemcami w połowie czerwca.

Kulisy resetu Trump-Łukaszenka. Na Białoruś ma płynąć wenezuelska i azerska ropa od Amerykanów

Kulisy resetu Trump-Łukaszenka. Na Białoruś ma płynąć wenezuelska i azerska ropa od Amerykanów

Tak porozumienie z Brytyjczykami, jak i z Niemcami oraz francusko-polski traktat z Nancy to dziś konieczność. Niepewna polityka USA, resety z Rosją i Białorusią oraz przenoszenie uwagi Waszyngtonu do Azji to ostatni moment, kiedy można wzmocnić współpracę obronną z najważniejszymi sojusznikami w Europie.