Gdańsk: Narodowe Muzeum Morskie zaprezentowało skarb wydobyty z dna Bałtyku.

Bałtyk oddał kolejną tajemnicę po latach i tym razem zrobił to w wyjątkowo nieoczekiwanym miejscu. Kilkusetletnia drewniana beczka, prawdopodobnie wypełniona bryłkami średniowiecznego żelaza, wyłoniła się z dna morskiego podczas podwodnych prac przy budowie pierwszej polskiej elektrowni jądrowej i w środę zaprezentowana została w Ośrodku Kultury Morskiej. Zalegała metr pod osadami, nienaruszona od co najmniej pięciuset lat. Dla naukowców beczka z osmundem, to potencjalny klucz do lepszego zrozumienia świata, w którym Bałtyk był autostradą handlową łączącą północną Europę, a Gdańsk jednym z jej najważniejszych węzłów.

Na dnie Bałtyku czekała kilkaset lat

tak, są fascynujące
100%

Podczas podwodnych prac przygotowawczych związanych z budową pierwszej polskiej elektrowni jądrowej natrafiono na drewnianą beczkę liczącą kilkaset lat. Obiekt, wstępnie datowany na okres między XV a XVII wiekiem, wyłonił się z dna morskiego w trakcie prac nad systemem doprowadzenia wody chłodzącej.

Eksperci są zgodni: znalezisko może okazać się cennym źródłem wiedzy o bałtyckich szlakach handlowych epoki późnego średniowiecza i wczesnej nowożytności.

– Odnaleziona beczka to cenny zabytek, który doskonale wpisuje się w znany nam kontekst bałtyckiego handlu żelazem. Pomimo braku części klepek zachowały się dennice ze znakami własnościowymi, których forma i sposób wykonania wykazują wyraźne analogie do oznaczeń znanych z badanych przez muzeum wraków XV-wiecznego statku handlowego tzw. „Miedziowca” czy wraku XVII-wiecznego „Rudowca”. Obydwa statki przewoziły niegdyś m.in. beczki z osmundem – mówi dr Anna Rembisz-Lubiejewska z Narodowego Muzeum Morskiego w Gdańsku.

Beczka trafiła już do Narodowego Muzeum Morskiego w Gdańsku, gdzie czekają ją szczegółowe badania i konserwacja. Wydobyli ją nurkowie pod nadzorem archeologa podwodnego z głębokości około 19 metrów, a właściwie spod dna, bo zalegała metr pod osadami morskimi. Sam obiekt robi wrażenie: 70 centymetrów wysokości, 40 centymetrów średnicy i 216 kilogramów wagi.

W środku najprawdopodobniej bryłki osmundowego żelaza, a na denku coś, co dla historyków może okazać się równie cenne co sama zawartość – zachowane znaki kupieckie, zwane merkami. Te charakterystyczne symbole własnościowe były standardowym sposobem znakowania towarów ładowanych na statki aż do końca XVII wieku i mogą pomóc ustalić, do kogo należał ładunek i skąd pochodził.

Beczka najpewniej zbudowana została z drzewa iglastego, ale więcej na temat znaleziska odpowiedzą dokładne ekspertyzy.

Szwedzkie żelazo i gdański port

Zdaniem badaczy beczka była prawdopodobnie częścią ładunku jednego z późnośredniowiecznych lub wczesnonowożytnych statków, które niegdyś przemierzały Bałtyk i które z jakiegoś powodu nigdy nie dotarły do celu. Osmund produkowano głównie w Szwecji, skąd spławiano go do Gdańska, gdzie lokalne hamernie przerabiały go w gotowe wyroby żelazne.

To żelazo w stanie surowym, czekające na kowala i właśnie dlatego tak interesujące dla historyków. Podobne znaleziska odkryte w ostatnich latach na wodach szwedzkich i niemieckich pozwoliły naukowcom lepiej zrozumieć, jak organizowano transport morski, jak znakowano ładunki i jakimi trasami płynęły towary między największymi portami Bałtyku. Gdańska beczka z osmundem może być kolejnym puzzlem w tej układance.Szukali niewybuchów. Znaleźli skarb

Beczka wypłynęła na światło dzienne niejako przy okazji – podczas kampanii badań UXO, czyli poszukiwań niewybuchów i niewypałów, która ruszyła w marcu 2026 roku. Jej właściwym celem było wykrycie i neutralizacja wszystkiego, co mogłoby zagrozić budowie elektrowni: odpadów ferromagnetycznych, pozostałości po dawnych konfliktach zbrojnych i innych potencjalnie niebezpiecznych obiektów zalegających na dnie w rejonie planowanej inwestycji. Znaleziona została na terenie gminy Choczewo.

Dodaj reakcję
Dodaj reakcję

– Jednym z wyzwań przy realizacji projektu budowy pierwszej polskiej Elektrowni Jądrowej jest identyfikacja, bezpieczne wydobycie i zabezpieczenie spoczywających na dnie Bałtyku zabytkowych obiektów. Jesteśmy przygotowani na różne ewentualności. Przede wszystkim w tym obszarze dbamy o ochronę dziedzictwa kulturowego.

Prowadzimy wiele monitoringów, zatrudniamy doświadczonego archeologa, współpracujemy z wykonawcami, którzy wspierają nas w zarządzeniu znaleziskami. Ponadto dopełniamy wymaganych działań względem służb konserwatorskich, a także pozostajemy w kontakcie z Narodowym Muzeum Morskim w Gdańsku – mówi dr hab. Grzegorz Matusik, dyrektor Pionu Zgód Inwestycyjnych Polskich Elektrowni Jądrowych.

Prace prowadzą wyspecjalizowane zespoły, które łączą badania geofizyczne z analizami historycznymi, a jeśli zajdzie potrzeba, zajmują się też fizycznym usuwaniem niebezpiecznych znalezisk. Tym razem zamiast niewybuchu trafili na historię.