Wczorajszy wieczór w swoim stylu otworzył Wiktor Waligóra ze swoim bandem. Lokalny support to tendencja, która nieustannie mnie cieszy, zwłaszcza gdy młody artysta potrafi tak pewnie „dźwignąć” koncert na ogromnej hali. Obok hitu „Cztery pory roku”, usłyszeliśmy sporo nowości, jak chociażby niedawno wydane „Chciałbym by kotem”, czy niepublikowaną jeszcze „Terapię dla par”. Mimo tego, że stylem nieco odbiegał od Solera, to po raz kolejny utwierdziłem się w przekonaniu, że polska alternatywa młodymi stoi i ma się świetnie.
Alvaro Soler w Krakowie: wszyscy się tego spodziewali
Alvaro Soler swoje show zaczął od numeru „Distancia”, witając się z krakowską publicznością energetycznym „Buenas Noches Kraków!”. Nie musieliśmy na szczęście długo czekać, by skreślić pierwszy hit z setlisty i już przy drugim numerze,”El mismo sol”, każdy zaczął śpiewać i tańczyć. Gdy chwilę później w górę wystrzeliło konfetti do dźwięków „Regalo”, stało się jasne, że będzie to wieczór pod znakiem naprawdę pozytywnej energii, której każdemu ostatnio może trochę brakować.
Mimo skali obiektu, wczorajsze wydarzenie miało w sobie coś zaskakująco kameralnego, wręcz momentami intymnego. Duża w tym zasługa nietypowego ustawienia sceny, ale przede wszystkim genialnego kontaktu Alvaro z publicznością, który od początku skracał dystans. Już w przerwach między początkowymi numerami Hiszpan dzielił się emocjami związanymi z powrotem do Polski, nie szczędząc przy tym komplementów samemu Krakowowi – w końcu nazwał go jednym z najpiękniejszych miast, jakie kiedykolwiek odwiedził, a to duże słowa.
W dalszej części wieczoru przyszedł czas na utwór, który sam artysta określa mianem swojego ulubionego – „Te Imaginaba”. To kolejny numer z niedawno wydanego krążka „El Camino”, który stanowił wczoraj solidny fundament setlisty. I choć niektórzy mogli odczuć brak „Dicen”, „Con Calmy” czy „Electricidad”, to naprawdę na próżno było szukać tu większych nieobecnych.
Do tego wszystkiego Soler sprawnie potrafił balansować pomiędzy niemal intymnymi brzmieniami „Mejor Que Yo” i „Artificial”, aż po kubańskie rytmy w „Candeli” czy „Buena Vida”. Kulminacja nastąpiła jednak nieco później, gdy Alvaro postanowił dosłownie zejść do publiczności, grając ramię w ramię ze swoimi fanami. W takich warunkach wykonanie „Magii”, „Mañany” i „Lo Que Pasó, Pasó” było czymś genialnym. Wspominałem już coś o jego kontakcie z fanami?
Po powrocie na scenę wybrzmiały „Cero” oraz „Solo Para Ti”, które oficjalnie zakończyły zasadniczą część koncertu. Jednak gdy tylko Soler zszedł ze sceny, wśród krakowskiej publiczności rozległo się wielkie skandowanie „Sofía, Sofía, Sofía”, które jasno pokazało czego domaga się krakowska publiczność. Finałowy set przyniósł nam „El Camino”, „La Libertad” i w końcu tę upragnioną „Sofíę”. Prawdziwą wisienką na torcie okazał się jednak fragment, jakże doskonale znanego polskiej publiczności, „Libre”. Mimo, że utwór nie figurował na setliście, Alvaro zaśpiewał refren wspólnie z fanami a cappella, dorzucając do tego obietnicę, że na kolejny koncert w Polsce zaprosi Monikę Lewczuk. Trzymamy za słowo.
Wczorajszy wieczór upłynął więc tak, jak wszyscy się tego spodziewali – co absolutnie nie jest żadnym zarzutem. Alvaro Soler nieustannie udowadnia, że hiszpański pop w Europie ma się dobrze, dając pełne pozytywnej energii show – i nie, to nie jest pusty frazes.
Alicja Szemplińska przed Eurowizją: Stres i ekscytacjapomponik.tv
Masz sugestie, uwagi albo widzisz błąd? Napisz do nas
