Korona nie wygrała żadnego z ostatnich pięciu spotkań. Po ostatnim meczu z Piastem Gliwice, w Kielcach zagrzali się chyba wszyscy. Kibice, którzy przeprowadzili negatywnie odebraną rozmowę wychowawczą. Trener, który ruszył na sędziego, a później stwierdził na konferencji prasowej, że jeden z piłkarzy został uderzony, choć nic takiego nie miało miejsca. I wreszcie właściciel, który wskutek tych wydarzeń zwolnił po meczu dyrektora sportowego. Zapraszamy na kulisy ostatnich nerwowych dni w Koronie Kielce.

Złocisto-krwiści podobnie jak kilka innych zespołów są realnym kandydatem do spadku. Pod koniec całkiem spokojnego sezonu eskalowały w Kielcach ogromne nerwy.

Ekstraklasa. Kulisy zwolnienia Pawła Tomczyka z Korony Kielce

Zaczęło się od kontrowersyjnej decyzji Patryka Gryckiewicza, który w pierwsze tempo zagwizdał faul Antonina na Juande Rivasie, nie dając sobie szans na podpowiedź VAR-u. To dlatego po ostatnim gwizdku na sędziego ruszył niezwykle zagotowany Jacek Zieliński. Gdyby arbiter puścił akcję, Korona prawdopodobnie strzeliłaby gola na 2:1. Weryfikacja mogłaby później rozsądzić, czy trafienie należy uznać, czy nie.

Zieliński dostał wskutek tych wydarzeń czerwoną kartkę.

Furia Jacka Zielińskiego. Odciągnięto go od arbitra [WIDEO]

Swoją wściekłość zaprezentowali też kibice, których przedstawiciele przeprowadzili z drużyną tzw. rozmowę wychowawczą. Czuli się oni tak pewnie, że w kilkadziesiąt osób zeszli do zawodników na murawę. Z informacji Weszło wynika, że sprawie przygląda się Komisja Ligi, która ma ukarać Koronę za naruszenie zasad bezpieczeństwa. Agresywni kibice na murawie i bierność ochrony oraz próby zasłaniania osób filmujących zajście – nie świadczy to dobrze o zabezpieczeniu meczu w Kielcach.

Niektórzy piłkarze, zwłaszcza obcokrajowcy, byli zażenowani całą sytuacją. Najmocniej na celownik kibice wzięli obrońcę Slobodana Rubezicia, który uciekł do szatni, by nie eskalować nerwowości i wychowanka Wiktora Długosza, który rozgrywa najlepszy sezon w karierze. W przeszłości tzw. kumatym z Kielc zdarzały się nawet wizyty w szatni.

Kilkadziesiąt minut później Jacek Zieliński zaszokował dziennikarzy obecnych na konferencji prasowej stwierdzeniem, że w trakcie tej rozmowy wychowawczej… doszło do rękoczynów.

– Skandal, po prostu (…). Jeden z piłkarzy został uderzony. A zaczyna się od tych ścianek płaczu, wyzywania, obrażania, a później eskalacja idzie dalej – pieklił się szkoleniowiec, ewidentnie wyprowadzony z równowagi.

Po chwili klub wydał komunikat, z którego wynika, że trener przekazał nieprawdę.

Nie istnieje żadne potwierdzenie na to, by miało dojść do uderzenia któregokolwiek z zawodników. Skąd więc te słowa Zielińskiego? I dlaczego posadą przypłacił za nie Paweł Tomczyk? Już tłumaczymy.

Dlaczego Paweł Tomczyk stracił pracę?

Żeby zrozumieć całą sytuację, należy nakreślić szerszy kontekst. Dyrektor sportowy miał pod górkę od samego startu w Koronie. Już kilka tygodni po rozpoczęciu pracy był mocno obrażany przez trybuny. W trakcie meczu z Motorem w sierpniu 2024 roku, kibice z Kielc i Lublina intonowali wspólne przyśpiewki.

– Paweł Tomczyk!
– Co?
– Ty ku***!

 

Na sektorze kibiców Motoru pojawił się wtedy transparent o treści: „Paweł Tomczyk – Kapusiu. Pozwałeś własny klub”. Fanatycy z Kielc przyjechali natomiast z płachtą z hasłem: „Paweł Tomczyk konfidencie wypierdalaj”. Obelgi mają związek ze scysją z Goncalo Feio, po której ówczesny prezes Motoru został zaatakowany fizycznie, a następnie zwolniony. Kibice Motoru stanęli wówczas za trenerem, dopiero po czasie, gdy ten opuścił klub w fatalnej atmosferze, orientując się, że nie był takim niewiniątkiem, na jakie się kreował.

Działacz walczył o swoje na drodze prawnej, co nie spodobało się nie tylko kibicom z Lublina, ale także tym z Kielc. Środowisko fanatyków uznaje, że nie powinno załatwiać się takich spraw w prokuraturze. Dodatkowo kibicom Korony nie przypadło do gustu szybkie zwolnienie ich ulubieńca – Kamila Kuzery.

To dlatego fani ucieszyli się, że zmiana właścicielska może oznaczać w Koronie nowe rozdanie. Łukasz Maciejczyk, który kupił klub od miasta na początku 2025 roku, postanowił jednak nie robić personalnej rewolucji, zwłaszcza że szybko znalazł z dyrektorem wspólny język. W miarę upływu czasu, relacje obu panów się jednak ochłodziły. I już od kilku tygodni pewne było to, że Tomczyk odejdzie wraz z końcem kontraktu, po sezonie 25/26.

Władze klubu nie były zadowolone z jakości transferów przeprowadzanych przez dyrektora. Ma on na koncie kilka mocnych strzałów takich jak Tamar Svetlin czy Konstantinos Sotiriou. Znacznie dłuższa jest jednak lista tych, którzy się nie sprawdzili. Żaden z trzech napastników ściągnięty przez dyrektora nie okazał się skuteczny – ani Mariusz Stępiński, ani Władimir Nikołow, ani Antonin. Rozczarowaniem jest także drugi z dużych zimowych ruchów, czyli Simon Gustafson, który miał być gwarancją jakości, ale wciąż nie może się odnaleźć. Warto wspomnieć, że Korona po raz pierwszy od czasów Kolportera zaczęła ściągać piłkarzy za gotówkę. Nie przyczyniło się to jednak do wzrostu jakości sportowej. W zeszłym sezonie było pewne utrzymanie, w tym zapowiada się walka do ostatniej kolejki.

Mimo że Tomczyk formalnie dalej pracował przy Ściegiennego, zarząd negocjował przedłużenie umów niektórych piłkarzy bez jego obecności. Równolegle działacze prowadzili też rozmowy z Pawłem Golańskim, który może wrócić do Kielc na stołek dyrektora (o tym w dalszej części artykułu). Tomczyk doskonale wiedział więc, jaki los czeka go po sezonie.

Z jego perspektywy, to też była trudna współpraca. Nowy właściciel klubu, co zupełnie naturalne, chce mieć finalne zdanie przy każdej ważniejszej decyzji personalnej. Współpraca z Maciejczykiem jest jednak niezwykle chaotyczna. Biznesmen często zmienia zdanie, nie trzyma się ustaleń i jest podatny na podszepty różnych osób. W skrócie – ciężko za nim nadążyć, zwłaszcza w meczowe weekendy.

Wiadome było więc, że obie strony się rozstaną. Doszło do tego jednak nie po sezonie, jak planowano, a wcześniej, po meczu z Piastem Gliwice. Los Tomczyka przesądzony był w zasadzie od razu po spotkaniu.

Po słowach Zielińskiego na konferencji prasowej, wśród kibiców zawrzało jeszcze mocniej niż na murawie po meczu. Fanatycy domagali się natychmiastowego zwolnienia szkoleniowca, który miał szerzyć nieprawdę na ich temat. Maciejczyk generalnie jest osobą, która trzyma się blisko z kibicami i chętnie wsłuchuje się w ich głos. Zarządzający Koroną nie ugiął się jednak pod naciskami i postanowił rzucić na pożarcie Tomczyka, którego przyszłość i tak była przesądzona. Brak dyrektora sportowego w ostatnich kolejkach nie będzie odczuwalny, za to zmiana na ławce mogłaby drastycznie odbić się na zespole.

W międzyczasie z otoczenia Korony zaczęły wypływać absurdalne pogłoski, według których to… Tomczyk celowo miał wprowadzić Zielińskiego w błąd w sprawie uderzenia jednego z piłkarzy. Według tej teorii, dyrektor miałby chcieć wbić na odchodne kij w mrowisko, żeby odegrać się na kibicach, z którymi miał trudną relację. Zarzuty brzmią absurdalnie i wiele wskazuje na to, że to teoria puszczona w eter, by wskazać kozła ofiarnego całej historii i szybko wygasić negatywne nastroje. A że kumaci nieszczególnie przepadali za dyrektorem, to taka wersja wydarzeń szybko została podłapana. Faktem jest, że Zieliński zobaczył w szatni roztrzęsionych i wściekłych piłkarzy. Jeden z nich mówił o tym, że kibole ich zaatakowali, mrożąc sobie rękę. Być może to wtedy trener uznał, że to efekt konfrontacji z fanami, a nie urazu z boiska.

Warto dodać, że chwilę po publikacji naszego tekstu, Zieliński podał tę wersję wydarzeń na konferencji prasowej.

 

Trzy dni po meczu z Piastem klub poinformował oficjalnie o zwolnieniu. Zarówno Tomczyk, jak i Zieliński, odmawiają komentarza. Obaj zaznaczają, że Koronie potrzebny jest teraz spokój.

Zmiany personalne w Koronie Kielce. Paweł Golański nowym dyrektorem?

Spokoju nie ma natomiast w gabinetach. Według naszych informacji mocno niepewna jest też pozycja Jacka Zielińskiego. Właściciel Korony ma duże wątpliwości, czy chce kontynuować współpracę w przyszłym sezonie. Klub wstępnie sonduje rynek i rozgląda się za nowymi szkoleniowcami. Wszystko zaledwie rok po tym, jak Maciejczyk – zamiast skorzystać z opcji przedłużenia kontraktu o rok na koniec poprzedniego sezonu – dał trenerowi nową umowę, do 2027 roku z opcją prolongaty, zachwycając się nim i snując długofalowe wizje współpracy.

Z kolei najpoważniejszym kandydatem do stołka dyrektora sportowego jest Paweł Golański, który w październiku stracił pracę w Motorze. Według naszych źródeł decyzja w kwestii nowego dyrektora jeszcze nie zapadła, władze klubu dają sobie czas na sprawdzenie innych kandydatur. Faktem jest jednak, że Golański rozmawiał już z osobami zarządzającymi Koroną.

Dla klubowej legendy byłby to powrót na stanowisko, które piastował… przed Pawłem Tomczykiem. Można przypuszczać, że jednym z pomysłów Golańskiego na nowego trenera byłby Robert Kolendowicz, z którym Korona za rządów tego dyrektora była już dogadana. 45-letni szkoleniowiec miał rozpocząć pracę w Kielcach od sezonu 24/25. Nie doszło do tego, bo władze miasta zwolniły w międzyczasie Golańskiego i pozostawiły na stanowisku Kamila Kuzerę. Kolendowicz nie wyszedł na tym źle – kilka tygodni później po niespodziewanej ofercie dla Jensa Gustafssona został pierwszym szkoleniowcem Pogoni. Od września jest bez pracy.

To jednak scenariusze, o których w Kielcach będą decydować za kilka tygodni. Klub skupiony jest na razie na walce o utrzymanie. Przed drużyną Jacka Zielińskiego kluczowe mecze: z Rakowem (wyjazd), Widzewem (dom) i Cracovią (wyjazd). Zespół, który nie wygrał żadnego z pięciu ostatnich spotkań, ma trzy punkty przewagi nad strefą spadkową.

Sam Tomczyk pewnie liczy na znalezienie klubu, z którego nie będzie musiał odchodzić w dziwacznych okolicznościach.

WIĘCEJ O KORONIE KIELCE NA WESZŁO:

Fot. newspix.pl