Marlena Dietrich była ikoną światowego kina, słynącą nie tylko z wybitnych ról, ale też z niesamowitego apetytu na życie i licznych, głośnych romansów. Wśród jej partnerów znaleźli się m.in. piosenkarz Frank Sinatra, prezydent USA John F. Kennedy, a także Zbigniew Cybulski, jeden z najpopularniejszych powojennych polskich aktorów. Nazywano go nad Wisłą „polskim Jamesem Deanem”, a międzynarodową sławę przyniosła mu rola w filmie Andrzeja Wajdy „Popiół i diament”.

Drogi tych dwojga artystów przecięły się wiosną 1966 r., gdy 65-letnia wówczas amerykańska gwiazda przyjechała do Polski na serię koncertów. Dietrich już wcześniej widziała Cybulskiego na ekranie kinowym i była nim absolutnie oczarowana. Z tego powodu bardzo zależało jej, aby osobiście poznać charyzmatycznego odtwórcę głównej roli z „Popiołu i diamentu”.

Do spotkania doszło w jednym z wrocławskich hoteli. Cybulski czekał tam na nią z bukietem róż i dołączoną karteczką, na której szczerze wyznał po polsku (aby uniknąć błędów we francuskim): „Jestem niezmiernie szczęśliwy, że mogę panią tu powitać. To nie jest banał, ale najszczersza prawda”. Polak przywitał wielką gwiazdę prosto i bez zbędnych ceregieli, wręczając jej kieliszek wódki ze słowami: „Masz, pij!”. Ten bezpośredni styl przełamał lody i para spędziła ze sobą namiętną noc.

Niedługo później polski gwiazdor pojechał za swoją nową fascynacją aż do Paryża. Miał wielką nadzieję nie tylko na kontynuację gorącego romansu, ale też na rozmowy o wspólnym projekcie filmowym. Ku jego ogromnemu zaskoczeniu, Marlena Dietrich całkowicie go zignorowała i nie zgodziła się na żadne spotkanie. Powód tego nagłego ochłodzenia relacji wynikał wyłącznie z bariery językowej.

Tajemnicę rozstania wyjaśnił reżyser Jerzy Gruza, przywołując słowa Bogumiła Kobieli, najbliższego przyjaciela Cybulskiego. Aktor miał w zwyczaju witać się z przyjaciółmi bardzo bezpośrednim i pieszczotliwym zwrotem: „Cześć, Starenia!”. Kiedy ktoś przetłumaczył to wyrażenie na język francuski, 65-letnia, niezwykle wyczulona na punkcie swojego wieku i urody aktorka, odebrała aluzję do starości jako osobistą zniewagę. Urażona, natychmiast odcięła się od Polaka.

Ta słodko-gorzka historia nie doczekała się już żadnego wyjaśnienia. W styczniu 1967 r. Zbigniew Cybulski zginął tragicznie pod kołami pociągu. Marlena Dietrich, mimo dawnych urazów, była głęboko wstrząśnięta tą wiadomością. Córka gwiazdy zapisała w jej biografii poruszające słowa aktorki: „Nigdy przed nim nie było aktora, który potrafiłby grać bez użycia oczu i wiem, że nigdy więcej takiego nie będzie”.