Niektóre rewolucje nie przychodzą z wielkim hukiem. Zaczynają się cicho, niemal niezauważalnie, i przejawiają się w niewielkich zmianach. Potem jednak proces przyspiesza i w pewnym momencie dochodzi do punktu, w którym to, co znane, ulega przewartościowaniu. Nagle gołym okiem widać, że świat już dawno się zmienił. Najlepszymi przykładami tego są rewolucja przemysłowa i cyfrowa.
I właśnie taki moment może się zbliżać w globalnym systemie finansowym. Dowodem na to są zmiany, które widać przede wszystkim na rynku złota. Na pierwszy rzut oka są one dość prozaiczne. Kto jednak przyjrzy się im bliżej, dostrzeże w nich coś więcej niż tylko wahania cen. Chodzi o zaufanie, siłę geopolityczną — oraz pytanie, na ile stabilny jest jeszcze obecny porządek walutowy.
Na początku tego roku cena złota osiągnęła szczyt, wynosząc prawie 5600 dol. (20,2 tys. zł) za uncję trojańską (31,1 gr). Potem jednak spadła i obecnie sięga około 4600 dol. (16,6 tys. zł), co stanowi spadek o 18 proc. Nie jest to jednak koniec długoterminowego trendu.
Od czasu kryzysu finansowego z lat 2008/09 cena złota wzrosła pięciokrotnie. Początkowo była to reakcja na bezpośredni kryzys, a następnie również na wieloletnią fazę zerowych stóp procentowych. Ostatnio jednak pojawił się kolejny istotny czynnik: banki centralne.
„Udział złota w rezerwach banków centralnych podwoił się w ciągu ostatnich czterech lat do około 30 proc.” — piszą Mallika Sachdeva i Michael Hsueh w najnowszym badaniu Deutsche Banku.
Jednocześnie znacznie spadł udział dolara. Na początku wieku sięgnął on 60 proc. i utrzymywał się na tym poziomie przez około dwie dekady. Od około ośmiu lat widać jednak tendencję spadkową. Obecnie udział ten wynosi nieco ponad 40 proc. „Ważne jest przy tym, że spadek udziału dolara w rezerwach banków centralnych nie nastąpił na korzyść innych walut fiducjarnych, ale na korzyść złota” — twierdzą eksperci Deutsche Banku. Banki centralne dokonują relokacji, odchodząc od dolara na rzecz złota.
— Banki centralne są ważnym motorem popytu na złoto — dodaje Imaru Casanova, zarządzająca portfelem złota i metali szlachetnych w firmie inwestycyjnej VanEck. Nie może tego przesłonić fakt, że niektóre kraje ostatnio ponownie sprzedawały złoto. Tak zrobiła na przykład Turcja, która w ten sposób chciała wesprzeć swoją walutę. Również państwa Zatoki Perskiej, które w ostatnich latach należały do największych nabywców złota, będą prawdopodobnie w najbliższym czasie bardziej powściągliwe — z powodu kryzysu na Bliskim Wschodzie nie są w stanie budować dodatkowych rezerw.
— Gdy tylko jednak warunki się ustabilizują, popyt ze strony banków centralnych prawdopodobnie wróci do normy — mówi Casanova. Ponadto ostatnio inne państwa wykazały zwiększony popyt na złoto, na przykład Indonezja, Gwatemala czy Malezja. — Ogólna tendencja do dywersyfikacji rezerw, zwłaszcza w kierunku odejścia od dolara amerykańskiego, pozostaje nienaruszona — dodaje.
Skutki polityki Trumpa
Dlaczego jednak złoto znów zyskuje na znaczeniu — i to właśnie teraz? Przez długi czas wyjaśnienie to uznawano za oczywiste: w systemie walut papierowych, które teoretycznie można rozszerzać w nieskończoność, złoto odgrywa rolę naturalnej kotwicy wartości. To spojrzenie może być jednak zbyt wąskie. „Wbrew powszechnej opinii uważamy, że udział złota w rezerwach banków centralnych nie jest determinowany przez globalny system walutowy, ale przez globalne otoczenie geopolityczne” — piszą ekonomiści Deutsche Banku. Spojrzenie na historię potwierdza tę tezę.
Cena złota wzrosła wprawdzie po upadku systemu walutowego z Bretton Woods opartego na złocie, który funkcjonował od zakończenia II wojny światowej do 1973 r. W latach 80. trend ten ponownie się jednak odwrócił i przez około dwie dekady cena złota pozostawała w stagnacji. Był to czas, w którym Stany Zjednoczone stały się jedyną superpotęgą.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
Podobnie wygląda sytuacja w przypadku rezerw banków centralnych. „Spadek udziału złota w rezerwach nie nastąpił wraz z upadkiem systemu z Bretton Woods w latach 70., ale wraz z upadkiem muru berlińskiego i ustanowieniem hegemonii USA w latach 90.” — twierdzą Sachdeva i Hsueh. Ta faza kończy się najpóźniej teraz — a wraz z nią hegemonia dolara. „Płyty tektoniczne geopolityki ponownie się przesuwają, udział dolara amerykańskiego w rezerwach banków centralnych znów maleje” — dodają.
Status supermocarstwa, jakim cieszą się Stany Zjednoczone, nie jest już niekwestionowany. Istotnym czynnikiem napędzającym ten proces jest rosnąca fragmentacja geopolityczna. Konflikty handlowe, sankcje i nowe bloki władzy zmieniają otoczenie międzynarodowe. Ostatnio tendencja ta uległa znacznemu wzmocnieniu w wyniku nieprzewidywalnej polityki administracji amerykańskiej pod przewodnictwem Donalda Trumpa.
W rezultacie wzrosły obawy dotyczące stabilności porządku politycznego i finansowego na świecie — twierdzi Thu Lan Nguyen, analityk z Commerzbanku. — W obliczu nieustannych ataków Trumpa na Rezerwę Federalną niektórzy obawiają się o jej niezależność. To w połączeniu z agresywną polityką celną USA, może podważyć status dolara amerykańskiego jako bezpiecznej inwestycji — dodaje.
Zwrot ku złotu
Już przed dojściem Trumpa do władzy można było jednak zaobserwować na świecie rosnącą tendencję do tworzenia się bloków, z Zachodem po jednej stronie oraz Chinami i Rosją po drugiej — skupiającymi wokół siebie wszystkich, którzy krytycznie podchodzą do Stanów Zjednoczonych. — Ten megatrend skłania nie tylko inwestorów prywatnych i instytucjonalnych do strategicznego zwiększania udziału złota w portfelach, ale przede wszystkim motywuje banki centralne do powiększania rezerw złota jako kotwicy w coraz bardziej niepewnym systemie walutowym — mówi Thomas Kulp, analityk w DZ Bank.
W ostatnich latach złoto kupowały jednak przede wszystkim banki centralne z krajów wschodzących, w szczególności z bardzo konkretnej ich grupy. Zgodnie z analizą Deutsche Banku kraje wschodzące, które ponad 30 proc. swojego sprzętu wojskowego pozyskują z Chin lub Rosji, utrzymują obecnie około jednej trzeciej swoich rezerw w złocie — w przypadku wszystkich pozostałych państw jest to nieco ponad 15 proc. Złoto staje się coraz bardziej preferowaną walutą rezerwową bloku antyamerykańskiego.
Jeśli ten trend się utrzyma, może w pewnym momencie doprowadzić do przełomu w globalnym systemie finansowym. „Od czasu upadku systemu z Bretton Woods złoto nie odgrywa już formalnej roli w międzynarodowej architekturze walutowej” — piszą eksperci Deutsche Banku. Historia od zawsze charakteryzowała się jednak zmianami między fazami pieniądza fiducjarnego a pieniądza zabezpieczonego aktywami rzeczowymi. „Byłoby zgodne — a nie sprzeczne z historią — oczekiwać, że złoto w pewnym momencie powróci”.
Jak dokładnie mogłoby to wyglądać? To pozostaje kwestią otwartą. Możliwe, że powstaną nowe waluty zabezpieczone złotem, na przykład z inicjatywy krajów BRICS. Albo konstrukcje cyfrowe, takie jak stablecoiny powiązane ze złotem. Jedno jest jednak pewne — zmiana już się rozpoczęła.
Jeśli ten trend się utrzyma, będzie dalej napędzać cenę złota. Nawet jeśli udział w globalnych rezerwach wzrośnie tylko z obecnych 30 do 40 proc., cena tego metalu szlachetnego mogłaby wzrosnąć do 14 tys. dol. (50,4 tys. zł) za uncję trojańską — obliczyli eksperci Deutsche Banku. Uważają jednak za bardziej prawdopodobny poziom 8000 dol. (28,8 tys. zł) w ciągu najbliższych pięciu lat. A to oznacza, że są nawet ostrożni w swoich prognozach. UBS spodziewa się już w tym roku cen złota na poziomie 6200 dol. (22,3 tys. zł), a JP Morgan — 6300 dol. (22,7 tys. zł).
Ostatecznie wszystko sprowadza się do jednego fundamentalnego pytania: czy globalny porządek, a wraz z nim rola dolara, ustabilizuje się, czy też jego fragmentacja będzie postępować? W pierwszym przypadku złoto prawdopodobnie straci na znaczeniu. W drugim może ponownie stać się centralną kotwicą międzynarodowego systemu finansowego, co będzie miało odpowiednie konsekwencje dla jego ceny. Co jest bardziej prawdopodobne — każdy może ocenić sam.