W grudniu ubiegłego roku Jarosław Kaczyński ogłosił, że PiS przygotował projekt zmian w ochronie zdrowia. Zaproponował wtedy m.in. „całkowite oddzielenie” pracy w publicznej i prywatnej ochronie zdrowia. To według Prawa i Sprawiedliwości miałoby skłonić wielu lekarzy do wyboru sektora publicznego.
Partia nie odpuszcza tematu, wróciła do niego pod koniec kwietnia. Przemysław Czarnek, kandydat PiS na premiera, zapowiedział wówczas powołanie zespołu, który ma ustawowo oddzielić te dwa sektory.
Pomysł rozdzielenia publicznej i prywatnej ochrony zdrowia nie jest ani nowy, ani nie jest domeną tylko jednej partii politycznej. Dlatego w pierwszej kolejności zapytaliśmy polityków, czy mają jakiekolwiek dane na temat tego, jak takie rozwiązanie odbiłoby się na zdrowiu Polaków, gdzie mogłyby powstać 'białe plamy’. Nie doczekaliśmy się odpowiedzi ze strony rządowej, w związku z tym zapytaliśmy samych lekarzy, jak podchodzą do tego pomysłu – mówi prezes Naczelnej Izby Lekarskiej, Łukasz Jankowski.
„Żeby nie być biednym”. Twórca giganta tłumaczy, dlaczego wybrał karierę w biznesie
Izba zaprezentowała właśnie swój najnowszy raport „Perspektywa ’27”. Autorzy opracowania twierdzą, że to największe tego typu badanie w ramach organizacji – na przełomie kwietnia i maja na pytania zdecydowało się odpowiedzieć w sumie 2243 lekarzy. Jednocześnie podkreślają, że wyniki badań ankietowych nie są reprezentatywne dla całej populacji zawodowej, ale stosunkowo duża grupa pytanych pozwala na wyciągnięcie pewnych wniosków.
„Nie” dla pełnego zakazu
– To nie jest prosta historia i samo badanie nie skupiało się na tym, czy lekarze są po prostu za lub przeciwko rozdziałowi (publicznej i prywatnej ochrony zdrowia – red.) – zaznacza Artur Białoszewski, ekspert Naczelnej Rady Lekarskiej ds. badań i analiz.
Problematykę raportu podzielono więc na trzy części: zapytano w nim o potencjalny zakaz łączenia sektorów, ale też o transparentność takiego systemu oraz o warunki pracy w sektorze publicznym.
– Ogólny wniosek jest taki, że respondenci nie popierają pełnego zakazu, ale dostrzegają to, że system trzeba uporządkować – dodaje Białoszewski. Z badania wynika, że twardy podział na publiczną i prywatną ochronę zdrowia popiera 15,1 proc. pytanych lekarzy. Przeciwko takiemu rozdzieleniu praktyk jest z kolei 67,7 proc. respondentów. 22,9 proc. badanych uważa natomiast, że lekarz wykonujący dany zakres świadczeń w ramach NFZ nie powinien udzielać ich prywatnie.
Limity zarobków lekarzy. Minister: nie wiem, czy jesteśmy gotowi
Co ciekawe, ponad połowa uczestników badania dopuszcza pracę tylko na rzecz publicznego szpitala lub przychodni, ale po spełnieniu określonych warunków. Taki scenariusz jest „raczej lub zdecydowanie” prawdopodobny zdaniem 56,8 proc. pytanych lekarzy.
O jakie warunki chodzi? Na pierwszym miejscu znalazły się oczekiwania płacowe: 67,1 proc. medyków oczekuje „gwarantowanych, wysokich wynagrodzeń”. Ankietowani wskazują też na konieczność zmniejszenia biurokracji i uproszczenia dokumentacji (49,2 proc.), zapewnienie minimalnych norm obsady i rozsądnej liczby pacjentów (48,8 proc.) oraz na wprowadzenie jasnych i dobrze płatnych zasad dotyczących dyżurów i nadgodzin.
W raporcie czytamy też, że 71,9 proc. ankietowanych lekarzy chce rozdzielenia kolejek, harmonogramów, a także jasnych rozliczeń w ramach publicznego i prywatnego systemu ochrony zdrowia. – Poparcie dla przejrzystości jest kilka razy wyższe niż poparcie dla pełnego zakazu łączenia obu sektorów – zaznacza Artur Białoszewski.
Polityka akcyzowa wymaga poprawy. Dostępność używek jest za duża [OPINIA]
Mniej lekarzy, więcej kolejek?
Czy skutkiem ewentualnego, bezwzględnego rozdzielenia systemów – bez wprowadzenia żadnych, dodatkowych zmian – będzie odpływ znacznej części lekarzy do prywatnych placówek? Tak uważa 74,8 proc. badanych. Lekarze przewidują, że to przełoży się na wydłużenie kolejek do specjalistów w ramach publicznej ochrony zdrowia (58,9 proc. odpowiedzi). Najpoważniejsze problemy mogłyby się pojawić przede wszystkim na poziomie powiatowym i w mniejszych ośrodkach.
W scenariuszu twardego podziału „najwięcej respondentów nie deklaruje natychmiastowego przejścia do jednego sektora” – czytamy w raporcie. Uczestnicy badania wskazują na warunki finansowe, prawne i organizacyjne związane z podjęciem takiej decyzji.
Prezes Naczelnej Izby Lekarskiej nie wyklucza przy tym, że zakaz łączenia praktyk mógłby objąć tylko osoby decyzyjne, czyli np. kierowników oddziałów, otrzymujących za to odpowiednie wynagrodzenie.
Szpitale w tym regionie zadłużone po uszy. Oto przyczyny
Najpierw pilotaż, później decyzje
Naczelna Izba Lekarska deklaruje, że jest gotowa przygotować modele kilku różnych wariantów uporządkowania sytuacji: od pełnego zakazu po wyłącznie sektorowy zakaz, ograniczający się np. do wybranych specjalizacji.
W raporcie są też rekomendacje skierowane do Ministerstwa Zdrowia i Narodowego Funduszu Zdrowia. Ich zadaniem mogłoby być przygotowanie pilotażu (np. w ramach jednego województwa), połączonego z oceną skutków takich rozwiązań dla kolejek, dyżurów i dostępności lekarzy. Podmioty lecznicze byłyby z kolei odpowiedzialne za „wymodelowanie lokalnego rozdzielenia ścieżek pacjentów, harmonogramów, zasobów i rozliczeń” i przygotowanie „jasnych informacji dla pacjenta”.
Tomasz Setta, dziennikarz money.pl