– Jesteśmy gotowi, ale wiemy, że Bayern też może strzelić gola i wrócić do rywalizacji. Nie przyjechaliśmy do Monachium, by się bronić. Żadna z drużyn nie zaakceptuje, że przeciwnik jest lepszy i tak ten mecz będzie wyglądał. W każdym meczu mamy tylko jeden cel. Zawsze chcemy wygrać, bo to jest nasza mentalność. Nie musimy grać na konkretny wynik, bo przede wszystkim zależy nam na wygranej – mówił przed meczem w Monachium trener PSG, Luis Enrique.

Zobacz wideo Probierz uratował karierę Koseckiego? „Będę mu za to na zawsze wdzięczny”

Mimo że obrońcy Ligi Mistrzów przed tygodniem wygrali z Bayernem tylko jedną bramką (5:4), to na rewanż nie przyjechali z defensywnym nastawieniem i po to, by czekać na kontry. To nie natura PSG. Wiedzieli o tym wszyscy czekający na to spotkanie kibice, wiedział też Vincent Kompany. A mimo to Bayern i tak szybko stracił gola.

Zanim gospodarze w ogóle zabrali się za odrabianie strat i pierwszy raz weszli w pole karne PSG, już przegrywali 0:1. Tak samo jak w pierwszym meczu na lewej stronie błysnął Chwicza Kwaracchelia, w polu karnym Bayernu znalazł się grający w środę na prawej obronie Warren Zaire-Emery, ale bramkę zdobył Ousmane Dembele.

Pozytywne nastawienie Bayernu pękło jak mydlana bańka. W kolejnych minutach piłkarze Kompany’ego nie byli sobą. Błąd za błędem popełniał Michael Olise, niedokładni byli Jamal Musiala i Luis Diaz, momentami można było zapomnieć, że na boisku jest Harry Kane. Paraliż największych gwiazd Bayernu był wodą na młyn PSG.

Ale to – mimo zapowiedzi Enrique – było drużyną zupełnie inną niż w pierwszym meczu. I inną, niż ta, którą zobaczyliśmy w trakcie poprzednich meczów wyjazdowych fazy pucharowej w Londynie (3:0) i Liverpoolu (2:0). PSG postawiło przede wszystkim na kontrolę gry i szacunek do wyniku. Obrońcy tytułu nie chcieli, by wynik w Monachium uciekł im tak jak tydzień wcześniej, kiedy prowadzili już przecież 5:2.

Dość powiedzieć, że do przerwy Bayern oddał tylko jeden celny strzał na bramkę Matwieja Safonowa. Z jednej strony to efekt braku skuteczności gospodarzy (dobra okazja Musiali), ale przede wszystkim dobrej organizacji defensywnej PSG. Przed rewanżem Enrique zdradził, że zwykle na analizę rywala przeznacza co najwyżej kilkanaście minut. Przed meczem w Monachium Bayern analizował ponad cztery godziny. Warto było.

Imponujący występ PSG

W drugiej połowie – mimo reakcji Kompany’ego w szatni – Bayern nie był w stanie wejść na normalne obroty. PSG zamknęło ten mecz i sprawiło, że tylko do trzeciej minuty przypominał on to, co działo się w Paryżu. Enrique analizą, ale i doświadczeniem przechytrzył Kompany’ego i jego drużynę, która do tej pory w Monachium była morderczą maszyną. Przed rewanżem z PSG Bayern w tym sezonie zagrał u siebie 23 mecze, w których strzelił aż 85 goli. Ale w środę Bawarczycy byli bezradni.

PSG broniło imponująco. O ile przed tygodniem Paryżanie imponowali indywidualną jakością w ataku, o tyle w środę w defensywie byli jak wzorowo funkcjonujący organizm. Każdy harował bez piłki, co w czasach, gdy w tym klubie grali Lionel Messi, Neymar i Kylian Mbappe było nie do pomyślenia. Enrique zbudował najsilniejszy i najlepszy zespół bez największych gwiazd. Z nimi Bayernu w ten sposób na pewno by nie ograniczył i wyeliminował. Nawet w środę, kiedy uznał, że tak będzie najlepiej dla drużyny, nie wahał się zdjąć z boiska największej obecnie gwiazdy, czyli Dembele.

PSG było przygotowane niemal na każdy atak Bayernu. Kiedy było trzeba, wychodziło na połowę gospodarzy i szukało szans po przechwycie i szybkim ataku. Kiedy indziej piłkarze Enrique całą drużyną stawali przed własnym polem karnym. Mimo że goście z premedytacją zostawiali odkryte skrzydła, to kiedy Bawarczycy zagrywali tam piłkę, momentalnie doskakiwali i podwajali. Na kwadrans przed końcem Enrique jeszcze bardziej utrudnił zadanie Bayernowi: zdjął z boiska skrzydłowego – Desire Doue – i środkowego pomocnika – Fabiana Ruiza, a w ich miejsce wpuścił obrońców: Lucasa Hernandeza i Beraldo. Hiszpan chciał trzymać Bayern na dystans.

I mimo że w doliczonym czasie bramkę na 1:1 zdobył Kane, to mu się udało. PSG zatrzymało maszynę, która wydawała się nie do powstrzymania. Ale drużyna Enrique znów zachwyciła. Tym razem nie porażającym atakiem, a różnorodnością stylów i niezwykłą defensywną harówką. PSG i Enrique mogą przejść do historii. W końcu tylko wielki Real Madryt Zinedine’a Zidane’a jako jedyny skutecznie bronił zwycięstwa w Lidze Mistrzów (2016, 2017, 2018). Szansa dla Paryżan już 30 maja w Budapeszcie