Dwie minuty później już sędzia się nie pomylił, w co nie mogli uwierzyć niemal wszyscy widzący całą sytuację. Neves został trafiony w rękę, która znajdowała się niemal nad jego głową, przez swojego kolegę z zespołu. Piłkarze Bayernu natychmiast rzucili się do sędziego, ale on nie zamierzał zmieniać swojej decyzji. Wszyscy więc czekali na VAR, ale ten tylko potwierdził, że rzutu karnego nie będzie. Jak się jednak okazuje, słusznie!

Zobacz sytuację, po której piłkarze Bayernu domagali się rzutu karnego:

Ten przepis uratował PSG

Istnieje przepis, zgodnie z którym rzut karny Bayernowi się nie należał. Neves został trafiony w rękę, ale co kluczowe, przez kolegę ze swojej drużyny, który, co też ważne, wybijał piłkę z pola karnego. I to właśnie ten konkretny przepis uratował w tej sytuacji francuski zespół.

Jest on o tyle absurdalny, że spełnione zostały wszystkie inne kryteria, które nakazywałyby podyktować rzut karny dla Bayernu. Dłoń w momencie zetknięcia z piłką znajduje się ponad głową, ręka w znaczący sposób poszerza obrys ciała, co więcej, kieruje się także do piłki, zamiast od piłki.

Dla wielu ten przepis nie ma żadnego sensu. W ostatnim czasie jednak panuje tendencja do niekarania zespołów w sytuacjach, w których nie bierze udział rywal — tak jak przy zagraniu ręką po odbiciu piłki od ciała czy nabiciu samego siebie. Nie da się ukryć, że promowanie błędów technicznych nie jest kierunkiem, którego oczekują kibice. Niewiele jednak wskazuje na to, by cokolwiek miało się w tej sytuacji zmienić.

Marnym pocieszeniem jest fakt, że w niedalekiej przyszłości VAR będzie mógł sprawdzać także potencjalne drugie żółte kartki, co w sytuacji Mendesa mogłoby uratować sędziów przed popełnieniem tak istotnego błędu. Kolejne mecze udowadniają jednak, że taka zmiana w procedurach VAR jest konieczna. Losów tegorocznej walki o finał Ligi Mistrzów to jednak już nie zmieni. I w Budapeszcie zobaczymy starcie Arsenalu z PSG, w którym Francuzi zrobią wszystko, by obronić tytuł wywalczony przed rokiem.