— Moim zdaniem interwencja Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji w sprawie TVP Wrocław jest pozbawiona podstaw prawnych — tak Tadeusz Kowalski, członek KRRiT, komentuje w rozmowie z Onetem pismo, jakie pod koniec kwietnia KRRiT skierowała do Telewizji Polskiej.
„To nie jest sprawa dla KRRiT”
Sprawa dotyczy wstrzymania przez TVP Wrocław emisji reportażu autorstwa Roberta Jałochy o oskarżeniu prezydenta Wrocławia Jacka Sutryka w sprawie Collegium Humanum i zawieszenia dwojga z piątki wydawców. W e-mailu do kierownictwa wrocławskiego ośrodka TVP pytali oni o granice niezależności dziennikarskiej. Kulisy skandalu opisaliśmy przed tygodniem.
— Zgodnie z art. 13 ustawy o radiofonii i telewizji nadawca kształtuje program samodzielnie. Poza tym w Polsce nie ma cenzury prewencyjnej. KRRiT może się odnieść do materiału dopiero po jego emisji. Kwestia przygotowania materiału, emisji bądź jej braku jest suwerenną decyzją nadawcy. To jest fundament. Nie możemy jako organ konstytucyjny niczego nakazać — podkreśla Tadeusz Kowalski.
— Wiem, że ta sprawa interesuje media, ale w tym momencie to nie jest sprawa dla KRRiT — dodaje.
Dalszy ciąg materiału pod wideo
Kowalski przekonuje też, że kwestia zawieszenia dwojga wydawców TVP Wrocław jest „wewnętrzną sprawą nadawcy”. — On ma od tego swoje organy, procedury i tryb, w jakim materiał zostaje dopuszczony do emisji. Tych kwestii nie reguluje ustawa o radiofonii i telewizji, a przypominam, że KRRiT działa w granicach i na podstawie prawa — tłumaczy.
Jak dotąd TVP nie przesłało wyjaśnień do KRRiT. Ciągle nie odpowiedziało też na nasze pytania o materiał Jałochy, powody zawieszenia wydawców oraz wpływ Agaty Dzikowskiej, rzeczniczki prezydenta Wrocławia, na pracę dziennikarzy wrocławskich „Faktów”.
Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji odpowiada Onetowi
Już po opublikowaniu tego artykułu, otrzymaliśmy oficjalną odpowiedź od Krajowej Rady Radiofonii i Telewizji. „KRRiT podjęła natychmiastowe działania w sprawie wstrzymanego przez TVP3 Wrocław reportażu” — pisze Anna Ostrowska, rzecznik prasowa Rady.
„W tym kontekście należy podkreślić, że cytowana wypowiedź Tadeusza Kowalskiego jest niezgodna z faktami” — czytamy”. Krajowa Rada Radiofonii i Telewizji twierdzi, że „skierowała w trybie pilnym pismo do kierownictwa Telewizji Polskiej S.A. w likwidacji, z prośbą o przekazanie szczegółowych wyjaśnień. Nadawca dostał czas na udzielenie odpowiedzi na pytania KRRiT do czwartku, 7 maja” — czytamy.
KRRiT zwróciła się o kilka szczegółowych informacji, w tym o przyczyny niewyemitowania materiału, procesu akceptacji reportażu przez kierownictwo stacji czy „ewentualnych działań podejmowanych przez pracowników lub współpracowników w związku z emisją materiału oraz możliwych konsekwencji z tego wynikających”.
Rzecznik prasowa KRRiT wyjaśniła, że podstawą działania rady w tym przypadku są przepisy Konstytucji Rzeczypospolitej Polskiej (art. 213 ust. 1) oraz ustawa o radiofonii i telewizji (art. 6 ust. 1).
„Twierdzenie Tadeusza Kowalskiego, że sprawa »nie jest dla KRRiT«, jest nie tylko nieuzasadnione i wprowadza opinię publiczną w błąd. Przedmiotem reakcji KRRiT w sprawie nieprawidłowości w TVP3 Wrocław było wyłącznie wyjaśnienie okoliczności budzących istotne wątpliwości z punktu widzenia standardów wolności słowa i pluralizmu mediów. Brak reakcji w takiej sytuacji oznaczałby zaniechanie ustawowych obowiązków regulatora” — czytamy w oświadczeniu.
„Powinien jak najszybciej zostać wyemitowany”
We wtorek późnym popołudniem z niewyemitowanym materiałem o prezydencie Sutryku chcieli się zapoznać członkowie rady programowej TVP Wrocław.
— Nie mieliśmy szansy obejrzenia tego materiału. Mimo mojego formalnego wniosku, który w poniedziałek wysłałem mailem do pani dyrektor Ewy Wolniewicz, nie otrzymałem na niego odpowiedzi — mówi Onetowi Henryk Koczan, przewodniczący rady programowej TVP Wrocław.
Na posiedzeniu rady programowej nikt z kierownictwa ośrodka się nie pojawił. Powodem ich nieobecności miały być inne obowiązki służbowe.
— Czekamy dalej na odpowiedź dyrekcji na naszą prośbę o możliwość obejrzenia materiału redaktora Jałochy. W zależności od tego, co się w tej kwestii wydarzy, będziemy podejmować kolejne kroki — mówi Onetowi Janusz Gajdamowicz z rady programowej TVP Wrocław.
— Moja prywatna opinia jest taka, że ten materiał powinien jak najszybciej zostać wyemitowany bądź publicznie udostępniony. Telewizja nie ma się przed czym opierać. Z głosów, które do mnie docierają, wynika, że ten materiał jest zgodny z warsztatem dziennikarskim — mówi Henryk Koczan.
Podczas dyskusji członkowie rady debatowali m.in. na temat umów, jakie TVP Wrocław zawiera z miastem, a także na temat rozdzielenia funkcji dyrektora oddziału i redaktora naczelnego. Dziś obie funkcje sprawuje Ewa Wolniewicz. — Te funkcje powinny być w jakiś sposób rozdzielone, żeby uniknąć konfliktów i podejrzeń, które mają miejsce w tej chwili — mówi Onetowi Mirosław Płaczkowski z rady programowej TVP Wrocław.
Zawiadomienie do CBA
Po tym, jak w poniedziałek „Gazeta Wyborcza” ujawniła, że w czasie, gdy Jałocha pracował nad materiałem o oskarżeniu prezydenta Sutryka, miasto zawarło z TVP Wrocław dwie umowy warte 200 tys. zł, dział komunikacji korporacyjnej TVP wydał oświadczenie. W nim zablokowanie materiału Jałochy „z powodów innych niż merytoryczne” przedstawiciele telewizji nazwali „insynuacjami”.
„Nieprawdą jest, że w redakcji TVP3 Wrocław działa motywowana politycznie autocenzura” — pada zapewnienie. W oświadczeniu czytamy też, że na wniosek dyrektor wrocławskiego ośrodka TVP Ewy Wolniewicz „przestrzeganie zasad etyki dziennikarskiej w oddziale TVP3 Wrocław dodatkowo zweryfikuje Komisja Etyki TVP”.
TVP zapowiada też, że będzie bronić wizerunku własnej marki i rzetelności swoich dziennikarzy. Oświadczeniu towarzyszy lista 24 materiałów powstałych od początku ub. r., które miały być nieprzychylne, czy też kłopotliwe dla miasta i prezydenta Sutryka. Jednym z nich ma być materiał o spadku piłkarskiego Śląska Wrocław z Ekstraklasy i związanych z tym politycznych i finansowych rozliczeniach.
— To oświadczenie pokazuje, że nic się nie zmienia, nie ma żadnej refleksji, nadal brną w to samo, nie cofają się ani o krok — mówi Onetowi jeden z informatorów z TVP Wrocław.
To po publikacji „Gazety Wyborczej” posłanka Razem Marta Stożek zawiadomiła CBA o możliwych nieprawidłowościach w sprawie umów miasta z TVP Wrocław. Stożek chce, by CBA sprawdziło, czy pieniądze z wrocławskiego ratusza mogły mieć wpływ na decyzję o braku emisji reportażu Jałochy.
Sądowe zabezpieczenie
Wcześniej biuro prasowe TVP Wrocław podkreślało, że nie mogło pokazać materiału, który wprowadzałby widzów w błąd. W odpowiedzi na mail wydawców, po którego wysłaniu dwoje z nich zostało zawieszonych, kierowniczka programów informacyjnych Elżbieta Sobala odpisała, że „prokuratorski akt oskarżenia to jeszcze nie wyrok”, a także „niech oceni to sąd, nie dziennikarze”.
Pod koniec kwietnia Jałocha, który po niewyemitowaniu jego reportażu zwolnił się z pracy, otrzymał sądowe zabezpieczenie. Decyzją wrocławskiego sądu TVP Wrocław nie może podawać przyczyn niewyemitowania materiału o oskarżeniu prezydenta Sutryka, a w szczególności, że „autor materiału Robert Jałocha został w jakikolwiek sposób poproszony lub zobowiązany do wprowadzenia w tym materiale poprawek”, a także, że „materiał wprowadzał widza w błąd, był nierzetelny, jednostronny” oraz że Jałocha „próbował wymóc jego emisję”.
To zabezpieczenie wygaśnie, jeśli Jałocha w ciągu 14 dni od decyzji sądu nie pozwie TVP Wrocław o ochronę dóbr osobistych. Z ustaleń Onetu wynika, że zrobi to jeszcze w tym tygodniu.
Prokuratura oskarża Sutryka
W swoim ponad sześciominutowym materiale Jałocha, który jako pierwszy uzyskał zgodę sądu na wgląd do aktu oskarżenia w sprawie afery Collegium Humanum, ze szczegółami opisał, jak prezydent Wrocławia Jacek Sutryk, jeden z oskarżonych, tłumaczył się przed prokuratorem ze stawianych mu zarzutów. Jako dowód swojego studiowania na Collegium Humanum Sutryk przedstawił materiały poświadczające, że wypełnił dwa quizy.
W dodatku były rektor Collegium Humanum Paweł Cz., który poszedł na współpracę ze śledczymi, miał wyznać w prokuraturze, że studiowanie Sutryka na uczelni było fikcją, że byli dogadani z prezydentem, że zdobędzie dyplom bez konieczności zdawania egzaminu, a także, że jego (Pawła Cz.) fikcyjne zatrudnienie we Wrocławskim Parku Technologicznym było łapówką za ten dyplom.
Zdaniem śledczych prezydent Wrocławia nie tylko nie uczestniczył w zajęciach, ale też nie zdawał egzaminów, dyplom MBA uzyskał za łapówkę, a potem wykorzystał go, by bezprawnie zasiadać w spółkach miejskich w Tychach, Gliwicach i Kolejach Dolnośląskich, dzięki czemu miał zainkasować ponad 490 tys. zł.
Dotąd Sutryk nie wdawał się w szczegóły na temat swoich wyjaśnień, zapewniał, że przed sądem będzie udowadniał swoją niewinność, a jego jedyny przekaz był taki, że nie zgadza się z zarzutami prokuratury.
Kontakt z autorem: tomasz.pajaczek@redakcjaonet.pl