Pożar zaczął się wtorkowego popołudnia. W suchym jak pieprz lesie rozprzestrzeniał się błyskawicznie.

Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo

Black Hawki na niebie, mieszkańcy Józefowa i okolic zadzierają głowy. Boją się ognia

— Mam tam 10 ha lasu. Właśnie płonie. Chciałem podjechać, zobaczyć, ale strażacy nie wpuszczają, bo za duże zagrożenie. Patrzę więc z daleka. Drzewa odrosną za jakiś czas, najważniejsze, żeby ludziom się nic nie stało — mówił „Faktowi” Andrzej Witkowski, jeden z mieszkańców okolic Józefowa.

Już od samego początku, w walkę z żywiołem zaangażowane zostało lotnictwo. Na miejscu jako pierwsze pojawiły się samoloty Dromader. Niestety doszło do katastrofy, jeden z nich rozbił się, zginął doświadczony pilot.

W środę na niebie nad Roztoczem pojawiły się zmasowane siły lotnicze. Przyleciały dwa ogromne policyjne śmigłowce Black Hawk. Wspomagały je trzy mniejsze helikoptery i dwa samoloty Dromader.

Śmigłowce stacjonowały na wielkim boisku, w pobliżu szkoły i cmentarza. Obsługa lotnicza bardzo chwaliła to miejsce, tłumacząc, że jest tu komfortowo, bo mają wystarczająco miejsca na lądowanie, tankowanie, uzupełnienie zapasów.

Przylot sił powietrznych od początku elektryzował ludzi z Józefowa i okolic. Na początku nie było człowieka, który nie podniósłby głowy, słysząc nadlatujący śmigłowiec. Ale ten widok, niestety, szybko spowszedniał, bo Black Hawki i mniejsze maszyny zaczęły kursować niczym metro. Z ogromną regularności pojawiały się w miasteczku, z gracją i zegarmistrzowską precyzją czerpiąc wodę z kilku miejskich stawów. Ta czynność przez cały dzień przyciągała prawdziwe tłumy. Ludzie stali w bezpiecznej odległości, obserwując i nagrywając pracę lotników. A ci nabierali wodę, zrzucali ją kilka kilometrów dalej i wracali po kolejną porcję.

W samym Józefowie, który na co dzień jest wyjątkowo spokojnym miejscem, z godziny na godzinę widać było coraz większe zdenerwowanie. Potęgował je silny wiatr, który nawiewał popiół i fragmenty spalonych kawałków drzew i ściółki leśnej. Było tego tak dużo, że ludzie musieli bardzo uważać na oczy, do których dostawały się zanieczyszczenia niesione przez wiatr.

Podobnie było z dymem, który w zależności od kierunku wiatru zasnuwał całe niebo. Momentami był tak gęsty, że przysłaniał niebo i słońce. W takich chwilach wyglądało, że mamy do czynienia…. z zaćmieniem.

Czy mieszkańców Józefowa i okolic czeka ewakuacja?

— Będą nas ewakuować? Podobno ogień pojawia się w nowych miejscach. Straszne to wszystko, szkoda zwierząt, lasu, przyrody i ludzi. Wszyscy tylko o tym rozmawiają, boimy się — mówiła „Faktowi” spotkana tuż przy fontannie, na rynku w Józefowie kobieta.

— Zbieram najpotrzebniejsze rzeczy, dokumenty, pieniądze i jadę w bezpieczniejsze miejsce. Jest źle, ale mam nadzieję, że strażacy sobie z tym poradzą. Tak ciężko pracują — nie ukrywał właściciel domków letniskowych znajdujących się na obrzeżach miejscowości.

Jeszcze kilka dni wcześniej miał pełno gości. Był weekend majowy i turystów przyjechało mnóstwo. Niektórzy zostali na dłużej. I mieli zdecydowanie popsuty wypoczynek. Grupa rowerzystów, zamiast jeździć po leśnych trasach, siedziała w serwującej pyszne obiady pierogarni w centrum Józefowa i zastanawiała się, czy już wracać do domów w innej części Polski, czy jeszcze zostać.

W czwartek służby kontynuowały walkę z żywiołem. Na Roztoczu pojawili się strażacy z całej Polski. Ogień objął już około 500 ha lasu. Na szczęście pogoda zaczęła „współpracować”. Silny wiatr osłabł i zaczął padać niewielki, przelotny deszcz.

Nie żyje copywriter Robert Kubicki. „Dziś sami szukamy słów”

Blaszane ekrany pod oknami. Mieszkańcy Warszawy wściekli na urzędników

/5

Górny Jarosław / newspix.pl

Wielki pożar lasu w okolicach Biłgoraja.

/5

Górny Jarosław / newspix.pl

Wielki pożar lasu w okolicach Biłgoraja.