— Z jednej strony UE daje Ukrainie pieniądze, abyśmy walczyli z rosyjską agresją, a wy uważacie ten krok za ogromne zwycięstwo dla nas, a z drugiej strony subsydiuje Rosję, aby kontynuowała tę wojnę. Jak to możliwe!? To przecież schizofrenia — mówi Portnikow.
— Europa jest w stanie osiągnąć niezbędny rezultat, ale tylko pod warunkiem, że rok 2026 stanie się rokiem praktycznej realizacji, a nie kolejnym rokiem strategicznych dyskusji — podsumowuje pułkownik rezerwy, członek Stowarzyszenia Pułkowników Litwy Vaidotas Malinionis w programie „Eurointegracja” w Slawa TV i Espreso.
Po latach spokoju dziś Europa zmienia nastawienie i obawia się dwóch czynników, które mogą zdecydować o tym, jak będzie wyglądać przyszłość — „okna możliwości” Putina oraz kolejnych niespodziewanych ruchów Donalda Trumpa. Wyjaśniamy, krok po kroku, w którym miejscu jest Zachód.
Po zakończeniu zimnej wojny Europa świadomie wybrała drogę „dywidend pokoju”. Koniec konfrontacji ze Związkiem Radzieckim pozwolił znacznie ograniczyć wydatki wojskowe i przekierować zasoby na dobrobyt społeczny, rozwój gospodarczy oraz poprawę warunków życia. Dlatego posiadanie wielu czołgów i rakiet już nikogo nie interesowało, ponieważ pojawiła się możliwość posiadania dobrego samochodu i wielu tanich towarów w supermarkecie. W ten sposób kształtowało się coraz szersze społeczeństwo konsumentów, którego głównym zainteresowaniem było uzyskanie większego zysku.
W ten sposób większość krajów UE znacznie zmniejszyła budżety obronne, liczebność armii i zapasy uzbrojenia, polegając na strategicznym „parasolu” USA w ramach NATO.
Stany Zjednoczone ze swojej strony wspierały ten model swojej dominacji. W końcu amerykańskie wojska w Europie (zwłaszcza w Niemczech, gdzie do niedawna stacjonowało około 40 tys. amerykańskich żołnierzy) służyły jako gwarancja powstrzymania Rosji, pozwalając jednocześnie Europie oszczędzać na obronności. Jak zauważa wielu analityków, doprowadziło to do chronicznego niedofinansowania europejskich armii, niedoboru amunicji, przestarzałej techniki i słabej bazy przemysłowej do szybkiego zwiększenia produkcji uzbrojenia.
Nawet po rażącej aneksji Krymu w 2014 r. zmiany były kosmetyczne i miały raczej charakter symboliczny. Dopiero wojna Rosji w Ukrainie na pełną skalę zaczęła zmieniać priorytety Europejczyków. Jednak i tutaj istnieją niuanse w podejściu do własnego bezpieczeństwa w chaotycznym świecie.
Bo, jak pokazuje przykład Niemiec, gdzie młodzież masowo odmawia służby w armii nawet pomimo poprawy warunków, gdy chodzi o wybór między pieniędzmi a karabinem, ludzie skłaniają się ku wolności, a nie wojnie. Niemieccy politycy rozumieją starożytną rzymską strategię: „jeśli chcesz pokoju, przygotuj się do wojny”, dlatego w Berlinie rozważa się przywrócenie pełnego poboru.
Z drugiej strony, na przykład we Francji obserwuje się obecnie ogromne zainteresowanie młodzieży służbą w armii. Zmiana sposobu myślenia następuje więc stopniowo i zależy od konkretnych doświadczeń historycznych każdego kraju (po II wojnie światowej w Niemczech ukształtowały się silne nastroje pacyfistyczne).
Szok wywołany sytuacją w Ukrainie i „czynnik Trumpa”
Rzeczywiście, pełna inwazja Rosji w 2022 r. była szokiem dla Europy. Zburzyła ona główną iluzję: że wielka wojna na kontynencie jest niemożliwa. Europejscy przywódcy zaczęli zwiększać wydatki na obronę, wzmacniać wsparcie dla Kijowa i dyskutować o strategicznej autonomii, obawiając się nowej agresji. Jednak pomimo piątego roku wojny Europa nadal nie weszła na tory militarne.
Co roku znacznie zwiększa jednak swoje możliwości wojskowe, przygotowując się planowo, a nie w pośpiechu, jak niestety musiała to zrobić Ukraina na początku 2022 r. Dlatego Europejczycy nieustannie sugerują, że potrzebują, aby Ukraina walczyła jeszcze przez kilka lat, dając im w ten sposób czas na przygotowania.
UE przeznacza dla Ukrainy 90 mld euro (ponad 380 mld zł według obecnego kursu walut) pomocy w formie kredytu. To pomoc na dwa lata. Z drugiej strony Rosja nadal sprzedaje ropę Słowacji i Węgrom, a to miliardy euro. Kreml może zarabiać na sprzedaży ropy jeszcze więcej, biorąc pod uwagę, że sytuacja energetyczna na świecie będzie się pogarszać. To znaczy, z jednej strony UE daje Ukrainie pieniądze, abyśmy walczyli z rosyjską agresją, a wy uważacie ten krok za ogromne zwycięstwo dla nas, a z drugiej strony subsydiuje Rosję, aby kontynuowała tę wojnę. Jak to możliwe!? To przecież schizofrenia
— zauważa tę dwuznaczną sytuację dziennikarz Witalij Portnikow.
W rzeczywistości największą niepewność w życiu Europy wprowadziły nie wojna Rosji w Ukrainie, ale działania i oświadczenia Donalda Trumpa podczas jego drugiej kadencji prezydenckiej, które doprowadziły stosunki transatlantyckie do ruiny. Lider USA nieustannie krytykuje Europę i sugeruje wyjście swojego kraju z NATO, nazywając Sojusz „papierowym tygrysem” bez Amerykanów, co podważa artykuł 5 dotyczący zbiorowej obrony. Nic dziwnego, że na Kremlu odbierają to jako zaproszenie, bo jeśli USA nie staną w obronie Europy, NATO rozpadnie się w ciągu doby.
Nawet sojusznicy Trumpa, a są to republikańscy politycy (senator Roger Wicker i kongresman Mike Rogers) ostrzegli, że wysyła to „niewłaściwy sygnał do Putina”.
— Kreml przekształca wewnętrzne spory w USA w strategiczną broń przeciwko Sojuszowi Północnoatlantyckiemu — zauważa politolog Wiktor Kaspruk.
Ostatni charakterystyczny przypadek — w maju tego roku Pentagon ogłosił wycofanie 5000 amerykańskich żołnierzy z Niemiec (z możliwością dalszej redukcji).
Powód jest banalny — Trump obraził się na kanclerza Niemiec Friedricha Merza, który publicznie stwierdził, że Iran „poniża” Stany Zjednoczone, ponieważ Waszyngton przystąpił do wojny „bez jasnej strategii”. Ponadto Trump zagroził zmniejszeniem obecności Amerykanów również we Włoszech i Hiszpanii z powodu ich stanowiska w sprawie wojny w Iranie. Dzieje się to w kontekście anulowania lub odłożenia dostaw rakiet dalekiego zasięgu (Patriot, Tomahawk) do Europy.
Międzynarodowi eksperci podkreślają, że takie kroki podważają samą możliwość realizacji idei amerykańskiego powstrzymywania. A właśnie ta doktryna z czasów II wojny światowej była nieugięta w porządku międzynarodowym, a teraz wisi na włosku i dlatego w stolicach Europy panuje tak wielki niepokój.
W rezultacie Europa znalazła się w niepewnej sytuacji, w której tradycyjny gwarant bezpieczeństwa wykazuje chęć zmniejszenia zobowiązań, a europejska obrona nie jest jeszcze gotowa wypełnić tej luki.
Tym bardziej że przedłużająca się wojna Rosji w Ukrainie potęguje niepewność: nie wiadomo, kiedy się zakończy, czy w ogóle się zakończy, czy też tlący się konflikt będzie jeszcze przez wiele lat wyczerpywał obie strony i stanowił potencjalne zagrożenie. Daje to Putinowi pole do manewru, gdy jego gospodarka już dawno została przestawiona na tory wojskowe, czyli czerpie zyski z wojny pomimo sankcji i ograniczeń.
Możliwości Putina, cele i ramy czasowe
Podczas gdy Europa dopiero planuje coraz większe rozbudowywanie produkcji wojskowej (zgodnie z planem EU Defense Readiness Roadmap — do 2030 r.), u Putina pojawia się „okno możliwości” w najbliższych dwóch latach, dopóki Stanami Zjednoczonymi rządzi kontrowersyjny Donald Trump, który sympatyzuje z reżimami autorytarnymi.
Oznacza to, że jest to okres, w którym Trump może maksymalnie zdystansować się od Europy, a potencjał UE nie działa jeszcze na pełnych obrotach.
„Najbliższe dwa lata mogą dać Rosji idealną okazję do sprawdzenia lojalności Zachodu wobec NATO. Chociaż rosyjska wojna w Ukrainie pokazała granice potęgi Moskwy, rosyjski prezydent od dawna sygnalizuje chęć zajęcia kolejnych terytoriów. Jednak niektóre rządy, a także sam sojusz, uważają to zagrożenie za przesadzone” — zauważa POLITICO, dodając, że poprzez swoje potencjalne działania Putin może próbować „uniknąć upokarzających negocjacji z Ukrainą”.
Rosja zdobyła doświadczenie w Ukrainie, ale poniosła również znaczne straty i ograniczyła swoje możliwości.
Pełna inwazja na dobrze przygotowane kraje NATO jest mało prawdopodobna, dlatego bardziej realistyczne są operacje hybrydowo-konwencjonalne o ograniczonych celach, mające na celu zasianie wątpliwości i strachu (od dronów po inne prowokacje), przy jednoczesnym ciągłym przypominaniu, że Rosja posiada największy arsenał broni jądrowej. To ostatnie — największa i najskuteczniejsza „straszakowa taktyka” Kremla wobec Europejczyków, którą stosują od początku wojny na pełną skalę.
Na początku roku analitycy Atlantic Council opisali kilka scenariuszy potencjalnej rosyjskiej agresji — od najmniej ryzykownych do wysoce ryzykownych. Najbardziej prawdopodobne cele to kraje bałtyckie (zwłaszcza rosyjskojęzyczne obszary przygraniczne w Estonii, na przykład Narwa), strategiczny korytarz suwalski jako lądowa droga do Kaliningradu, klucz do Morza Bałtyckiego — szwedzka wyspa Gotlandia, a nawet okupacja odległego norweskiego archipelagu Spitsbergen na Oceanie Arktycznym.
Jednak niezależnie od tego, czy działania będą aktywne, czy nie, cel byłby ten sam — przetestować art. 5 NATO, aby rozbić sojusz. Bo jeśli USA nie będą interweniować, wówczas Europejczycy będą musieli sami walczyć lub dogadać się (część z nich jest już gotowa na to). Właściwie dla Putina ważna jest ta druga opcja, aby przywrócić większą strefę wpływów Rosji i zmusić Europejczyków do ograniczenia pomocy dla Ukrainy.
Tak więc obecnie Europa znalazła się w sytuacji, w której dziesięciolecia „dywidend pokoju” i nadmierna zależność od USA zderzyły się z rzeczywistością rewizjonistycznej Rosji i imperialnych planów Putina. Trump przyspieszył uświadomienie sobie tej wrażliwości, zmuszając kontynent do pilnego wzmacniania własnych sił. Sukces zależy od tego, czy Europejczykom uda się wypełnić luki, zanim Putin wykorzysta swoją „szansę”. Historia pokazuje, że powstrzymywanie działa tylko wtedy, gdy potencjalny agresor jest przekonany o wysokiej cenie agresji. Obecnie ta pewność uległa zachwianiu.
Kluczowe pytanie nie brzmi, czy Europa rozumie zagrożenie — ona je rozumie. Jeszcze kilka lat temu trudno było przekonać polityków, że zagrożenie się zbliża. Ale teraz wszyscy zdają sobie z tego sprawę. Teraz kluczowe pytanie brzmi: czy Europa będzie w stanie działać wystarczająco szybko, zanim zagrożenie ponownie się ujawni? To właśnie szybkość ma decydujące znaczenie. Moja prognoza jest ostrożna. Europa zmierza we właściwym kierunku. […] Jest w stanie osiągnąć niezbędny rezultat, ale tylko pod warunkiem, że rok 2026 stanie się rokiem praktycznej realizacji, a nie kolejnym rokiem strategicznych dyskusji
— podsumowuje pułkownik rezerwy, członek Stowarzyszenia Pułkowników Litwy Vaidotas Malinionis w programie „Eurointegracja” w Slawa TV i Espreso.