„Czy jesteś za realizacją unijnej polityki klimatycznej, która doprowadziła do wzrostu kosztów życia obywateli, cen energii i prowadzenia działalności gospodarczej i rolniczej?” – tak ma brzmieć pytanie, które w ramach ogólnokrajowego referendum 27 września chce zadać Polakom prezydent Karol Nawrocki.
– Sformułowanemu przez prezydenta pytaniu duchem bliżej do krymskich i donbaskich plebiscytów niż sprawiedliwych referendów – słychać w rządzie.
Kuriozalny nokaut! „Pierwszy raz widziałem coś takiego”
Referendum miałoby się odbyć 27 września, a wniosek w sprawie jego organizacji prezydent wyśle jeszcze dziś do Senatu, który musi wcześniej wyrazić na to zgodę. Odpowiedź poznamy dość szybko, bo izba wyższa powinna to rozpatrzyć już na kolejnym posiedzeniu. Najbliższe planowane jest na 20-21 maja.
Pytanie z tezą
– To inicjatywa, do której Karol Nawrocki zobowiązał się jeszcze w kampanii wyborczej – podkreśla rozmówca z Pałacu. Można się jednak spodziewać, że Senat, w którym karty rozdaje obóz rządzący, po prostu nie wyrazi zgody na taki plebiscyt, tym bardziej że treść pytania zawiera klarowną tezę, skupiającą się wyłącznie na negatywnych aspektach unijnej polityki klimatycznej.
SAFE rusza. Czy uda się na czas dozbroić?
Wówczas zapewne i prezydent, i PiS zyskają argumenty do uderzania w rząd, że ten nie liczy się ze zdaniem Polaków i godzi się na coraz większe obciążenia finansowe wynikające m.in. z unijnych regulacji klimatycznych.
– Mamy realne efekty tej polityki klimatycznej w postaci wyższych kosztów energii. Wiemy też, jak to funkcjonuje i ile będzie kosztowało w przyszłości. W ramach referendum Polacy dowiedzą się, co się z czym wiąże. To, co miało dać przewagi Europie, przyniosło odwrotne skutki i chcemy, by w Polsce o tym rozmawiać – przekonuje współpracownik Karola Nawrockiego.
Kolejny rozmówca z Pałacu zapewnia, że w inicjatywie prezydenta nie chodzi o dyskusję o Polexicie. – Chodzi o korektę polityki UE, że gdzieś w Europie musi pojawić się źródło kategorycznego sprzeciwu wobec działań, które nie przynoszą efektów. Cały świat zwiększa emisje, a my się dekarbonizujemy poprzez dezindustrializację – podkreśla.
Argumenty za referendum
Pałac argumentuje, że polityki klimatycznej UE w obecnym kształcie nie da się kontynuować, bo oznacza rosnące koszty utrzymania dla obywateli i firm i rosnące ceny energii, zmniejszanie produkcji przemysłowej w Europie, a jednocześnie udział UE w światowej emisji się systematycznie zmniejsza, więc maleje wpływ UE na zmiany klimatu na globie. Jeszcze w dekadę temu udział emisji UE w światowych emisjach wynosił kilkanaście proc., a obecnie jedynie 6 proc. a obecnie jedynie 6 proc.
Bogucki zareagował na decyzję ETPCz. Sędzia TK mu odpowiada
Współpracownicy prezydenta podkreślają, że referendum nie dotyczy pytań o zmiany klimatyczne, koszty dla środowiska czy Polexit, a tego, czy polityka UE jest skuteczna, jej koszty są uzasadnione i czy obywatele akceptują dalsze ponoszenie takich kosztów.
Te koszty w oparciu o rządowe i unijne dokumenty wyliczają na 3,5 bln zł dla Polski, jeśli ma być zrealizowany cel redukcji emisji o 90 proc. Zmniejszenie emisji o 1 proc. ma kosztować Polską gospodarkę 57 mld zł.
Podkreślają, że trzymanie się obecnej ścieżki redukcji emisji oznacza w kolejnych latach szereg działań, które mają wpłynąć na koszty życia i działalności gospodarczej. Ponieważ od tego rok miałby być ograniczone darmowe emisje, co kosztować miałoby przemysł energochłonny 8 mld zł. Od 2028 r. miałby wejść w życie ETS 2, co oznacza podwyżki cen paliw dla transportu, ale także gazu do ogrzewania budynków, a także wdrożenie w życie tzw. dyrektywy budynkowej, która wymusza termomodernizację budynków.
Jak wyliczają autorzy wniosku średni koszt doprowadzenie budynku jednorodzinnego do standardów dyrektywy to .od 130 do 300 tys. zł. Kolejne etapy polityki klimatycznej oznaczają, że żeby osiągnąć cel 90 proc. redukcji emisji do 2040 r trzeba średnie tempo redukcji podnieść trzykrotnie.
Plan na konstytucję: Rada, pomysły, a na końcu referendum
Co jeśli referendum okaże się skuteczne, a Polacy zanegują unijną politykę klimatyczną? Pałac mówi tu o trzech konsekwencjach.
Pierwsza to zielone światło do „aktywnych negocjacji w UE”, czyli działanie na rzecz zablokowania lub modyfikacji regulacji, których koszty są zbyt wysokie dla polskich obywateli, gospodarki czy rolnictwa. Pałac podkreśla, że wiele krajów UE robi to samo, tzn. deklaruje brak wdrożenia niektórych przepisów.
Druga konsekwencja to negocjowanie wyjątków i zwolnień chroniących Polskę. Chodzi o uzyskanie od organów UE wyjątków i okresów przejściowych dla polskiego przemysłu i obywateli. – Polska wielokrotnie skutecznie korzystała z takich możliwości w przeszłości – słyszymy w Pałacu.
Trzecia konsekwencja skutecznego referendum to możliwość wprowadzenia mechanizmów ochrony finansowej dla gospodarstw domowych, przedsiębiorców, w szczególności przemysłu i rolnictwa, przed kosztami polityki klimatycznej UE.
Rząd: kompromitacja idei referendum
Rządzący nie reagują z entuzjazmem na inicjatywę Karola Nawrockiego. – Nie zamierzam stawiać się w roli obrońcy polityki klimatycznej UE, która wymaga naprawy. Tak sformułowane pytania kompromitują jednak ideę referendum, które powinno być najważniejszym narzędziem demokracji. Sformułowanemu przez prezydenta pytaniu duchem bliżej do krymskich i donbaskich plebiscytów niż sprawiedliwych referendów – ocenia Jan Szyszko, wiceminister funduszy i polityki regionalnej.
Nasz rozmówca przypomina, że kurs polityki klimatycznej został wyryty w kamieniu w latach 2019-2021 przy udziale rządu PiS. – Jeśli prezydent chce ją recenzować, niech się umówi na kawę z kolegami z partii – wskazuje Szyszko.