– Nie należę do osób, które narzekają – zaznacza na początku rozmowy sadownik Adrian Palus.
Bracia Palus prowadzą gospodarstwo sadownicze od 11 lat. Gospodarstwo liczy 90 hektarów, na których bracia hodują m.in. jabłka i czarne porzeczki, które są następnie eksportowane do Indii i Libii. Trafiają również do obecnych w Polsce sieci handlowych.
W tym roku bracia mają problemy z realizacją umów. – Straty są ogromne. Takich anomalii nie było od 40 lat. Po raz ostatni całe drzewa na plantacjach wymroziło podczas tzw. zimy stulecia 1986/87 – przyznaje sadownik.
Rolnicy uderzają w PSL. Tak odpowiada im resort
Straty? Nawet 100 proc.
W ubiegłych latach pogoda także nie była łaskawa dla sadowników. Adrian Palus mówi, że tak częstych przymrozków, w zasadzie rok po roku, nie pamięta. Wspomina, że region Wyżyny Lubelskiej zazwyczaj był oszczędzany przez anomalie pogodowe. Jeżeli pojawiały się tu wiosenne przymrozki, to zwykle na jedną noc. Straty, o ile w ogóle się pojawiały, były więc mocno ograniczone.
Podobnie miało być we wcześniejszych latach, które pan Adrian zna z opowieści rodziców. – Przymrozki występowały cyklicznie, ale raz na 3-5 lat. Teraz mamy piąty taki rok, ale z rzędu. Pogoda zmieniła się diametralnie – zauważa.
Tegoroczna wiosna wyjątkowo daje się jednak sadownikom we znaki. – Jeżeli chodzi o dwie odmiany jabłek, które mamy na dość dużym areale, już teraz można stwierdzić, że straty sięgną 90-100 proc. Drzewa są zielone. Praktycznie nie mają kwiatów, a te, które się ostały, są czarne w środku. Pojedyncze jabłko nie ma natomiast szans utrzymać się na gałęzi. Jeżeli drzewo pompuje wszystkie soki w jeden owoc, nie ma szans – musi pęknąć albo spaść – słyszymy.
Jak mówi Adrian Palus, to samo tyczy się porzeczki. – Odwiedziliśmy plantacje w tym tygodniu. Pod wpływem niskiej temperatury grona zamarły. Przetrwały głównie owoce na wzniesieniach – opowiada.
Sadownik dodaje, że nawet, gdy owoce przetrwają wiosenne przymrozki, nie oznacza to jeszcze pełni sukcesu. – Rok temu ujemne temperatury ograniczyły nam zbiory jabłek do 60 proc. I co się stało? W czerwcu przyszła burza z gradem i zbiła pozostałe owoce – wspomina sadownik.
Nikt się nie spodziewał, żeby na przełomie pięciu ostatnich lat pogoda się nagle tak diametralnie zmieniła. To nie jest normalne. Nikt nie jest w stanie przystosować swojego gospodarstwa w ciągu kilku lat – zauważa nasz rozmówca.
Rolnik dodaje, że nie chodzi tu wyłącznie o okolice Lublina. Podobne obserwacje mają jego znajomi z Grójca i z Sandomierza.
Straty w gospodarstwie braci Palus © mat. pras.
Agencja Restrukturyzacji i Modernizacji Rolnictwa podała na początku roku, że za wiosnę 2025 r. spłynęło do niej ponad 20 tys. wniosków o odszkodowania, w większości z województwa mazowieckiego. Próg przyznania pieniędzy jest dość wysoki – straty w sadzie muszą sięgnąć co najmniej 70 proc. W zależności od skali rolnicy mogą liczyć na kwoty od 800 zł do 2400 zł od hektara.
Zmiany klimatu zmorą rolników
Ostatnie lata uzmysłowiły właścicielom gospodarstw domowych, że ich metody działania wymagają zmian. W raporcie opublikowanym przez Instytut Spraw Publicznych 60 proc. rolników przyznało, że zmiany klimatu mają wpływ na kondycję sektora. Aż 3/4 ankietowanych obawiało się gwałtownych zjawisk pogodowych, które mogłyby zniszczyć ich plony.
Zaniepokojeni są również eksperci, wskazując, że obawy rolników nie są bezpodstawne. Jak mówi WP Finanse klimatolog dr Tomasz Śnieżek, zmiany klimatu powodują, że coraz częściej pojawiają się okresy, gdy dominują układy wysokiego ciśnienia. Zachmurzenie jest wtedy niewielkie, przez co energia słoneczna z Ziemi jest wypromieniowana. – Przymrozki, które obserwujemy wiosną, nie są zwykle związane z napływem mroźnego powietrza – zastrzega dr Śnieżek.
Naukowcom sen z powiek spędza także susza. – Suma opadów w okresach długoletnich się nie zmienia, inny jest jednak ich charakter. Dawniej mówiliśmy o „trzydniówkach”, podczas których deszcz nasączał ziemię. Dzisiaj podobna ilość wody spada w ciągu 1-2 godzin. Ekosystem nie jest w stanie jej wchłonąć, woda spływa, wypłukując i wyjaławiając przy okazji glebę – opowiada klimatolog.
Coraz częściej pojawiają się także pomysły, by kapryśną pogodę ujarzmiać za pomocą technologii. Bracia Palus zamierzają zainwestować w zraszanie nadkoronowe. Metoda polega na ustawieniu nad koronami drzew zraszaczy, które spryskują je wodą zamieniającą się pod wpływem mrozu w lód. Ten ostatni tworzy na roślinie warstwę izolacyjną.
Straty sięgają 100 proc. Jest apel plantatorów. Minister odpowiada
– Tylko czy wystarczy do tego wody? – zastanawia się sadownik. To zresztą niejedyny problem. Pan Adrian dodaje, że w trakcie mrozów rolnikom wysadzało transformatory, zawodziły ich generatory prądu.
Zawodne bywają także piecyki, którymi rolnicy starają się dogrzewać uprawy. – To droga inwestycja, szczególnie gdy przymrozki utrzymują się przez parę nocy. I co zrobić, gdy zacznie wiać i znosić ciepło? Ile byśmy nie wydali, gwarancji sukcesu nie będzie – mówi Adrian Palus.
– Z analiz Instytutu wynika, że na skutek zjawisk ekstremalnych jak powodzie, podtopienia, susze czy przymrozki wiosenne, Polska traci rocznie średnio około 6 miliardów złotych, a ponad połowa wszystkich strat gospodarczych w latach 2001–2019 dotyczyła rolnictwa – zauważył w ubiegłym roku dr hab. Marcin Stoczkiewicz, dyrektor Instytutu Ochrony Środowiska-PIB.
Rząd szacuje straty
Minister rolnictwa Stefan Krajewski zapowiedział wsparcie dla rolników, na które MRiRW zabezpieczyło pieniądze w swoim budżecie. Wojewodowie mają powoływać komisje do szacowania strat.
– We wszystkich samorządach będą komisje tak, żeby jak najszybciej oszacować poziom strat i móc wystąpić wzorem lat ubiegłych do Komisji Europejskiej o nadzwyczajną pomoc – powiedział minister.
– W niektórych gospodarstwach możemy mówić o stratach stuprocentowych – przyznał Stefan Krajewski.
Resort zauważył również potrzebę wprowadzenia szerszych rozwiązań na poziomie rządowym i parlamentarnym. Chodzi m.in. o utworzenie funduszu składkowego, który miałby być zasilany z opłat obszarowych. Sadownicy zwracali wcześniej uwagę, że firmy ubezpieczeniowe nie chcą ubezpieczać ich upraw. – Na pewno przygotujemy takie rozwiązanie w tym roku – zapowiedział Krajewski.
Adam Sieńko, dziennikarz WP Finanse i money.pl