Zgodnie z rynkowymi prognozami, majowe posiedzenie Rady Polityki Pieniężnej nie przyniosło zmiany kosztu pieniądza w Polsce. Stopa referencyjna Narodowego Banku Polskiego została utrzymana na poziomie 3,75 proc.
Decyzja Rady Polityki Pieniężnej wpisała się w analizy, które eksperci publikowali jeszcze przed środowym posiedzeniem. Ekonomiści niemal w pełni zakładali brak zmian – wielu podkreślało też, że marzec kiedy to Rada zdecydowała się na cięcie, argumentując ten ruch pojawieniem się ryzyka zbyt niskiej inflacji, mógł być ostatnim miesiącem cięć w tym roku.
Na początku wystąpienia Adam Glapiński odniósł się do kwestii wyników finansowych osiągniętych w 2025 roku. Strata NBP w 2025 r. wyniosła 35,740 mld zł wobec 13,347 mld zł w 2024 r. – poinformował NBP w sprawozdaniu za ubiegły rok.
„To, co się dzieje w mediach, jest wyjątkową manipulacją”
– O przewidywanej stracie Narodowego Banku Polskiego za 2025 rok mówiliśmy publicznie już w sierpniu ubiegłego roku. Wskazywaliśmy wtedy, że istotne umocnienie złotego wobec walut obcych, szczególnie dolara amerykańskiego, będzie skutkować ujemnym wynikiem finansowym przekraczającym 30 miliardów. Nie ma tu nic nowego – mówił.
– Wynik finansowy głównie zależy od kursu złotego. Kiedy złoty jest mocny, pojawia się strata, a kiedy słabnie, pojawia się zysk. To jest naturalny mechanizm, niezwiązany z zyskami spółek czy księgowymi zapisami. Od początku wskazywaliśmy, że ewentualna wpłata na zbrojenia Polski, na zakup sprzętu zbrojeniowego, mogłaby dotyczyć zysku za rok 2026, a więc środków przekazywanych dopiero w roku 2027. Nie ma to nic wspólnego z wynikiem finansowym ogłoszonym teraz – argumentował szef NBP.
To, co się dzieje w mediach, jest wyjątkową manipulacją, przekłamaniem, kłamstwem albo niezrozumieniem. Chciałbym wierzyć, że jest to wynik niezrozumienia, ale trudno uwierzyć w to – stwierdził Adam Glapiński.
– Pragnę poinformować, że wszyscy mogą odczytać w internecie, że te niezrealizowane przychody z wyceny złota, czyli nadwyżka wartości rynkowej złota nad wartością, którą mamy w księgach, średnią ceną zakupu złota, nadal utrzymuje się na bardzo wysokim poziomie. On się zmienia codziennie, oscylując obecnie w okolicy 160 mld zł. Powtarzam, ta nadwyżka, ten niezrealizowany zysk na złocie, oscyluje w okolicy 160 mld zł. – wskazywał szef banku centralnego.
To, co się pojawia w mediach, mówienie, że to jest zero, że to humbug, że nie ma żadnych pieniędzy w banku, że to było nieprawda, jak się mówiło, że są jakieś pieniądze, które mogłyby być przeznaczone na zbrojenia, nie ma nic wspólnego z rzeczywistością, którą każdy może codziennie sobie odczytać ze strony internetowej – ocenił Adam Glapiński.
Wskazał też, że NBP posiada rezerwy złota na poziomie 595 ton, a dąży do osiągnięcia poziomu 700 ton. – Krążyły pogłoski, […] że jakoby Narodowy Bank Polski zamierza sprzedać wszystkie rezerwy złota. To również przyczyniło się do obniżki cen złota światowych, ale to już nie ma znaczenia i żadnej szkody z tego nie ma. Ceny złota niewątpliwie wrócą do bardzo wysokich, jeśli nie o wiele wyższych niż poprzednio, poziomów. Złoto ma ten walor, że jest dobrym, rzadkim i natychmiast płynnym – ocenił Adam Glapiński.
Rynki reagują na nieoficjalne doniesienia. Ropa, dolar, giełda
RPP nie zmieniła stóp procentowych. Adam Glapiński tłumaczy
W kolejnej części wystąpienia szef banku centralnego odniósł się do majowej decyzji RPP. Podkreślił, że inflacja rośnie. Główny Urząd Statystyczny zaprezentował najnowsze dane o kosztach życia w Polsce. W kwietniu 2026 roku ceny towarów i usług konsumpcyjnych wzrosły o 3,2 proc. w zestawieniu z analogicznym miesiącem poprzedniego roku.
Wskaźnik CPI jest wciąż zgodny z celem inflacyjnym NBP, który wynosi 3,5 proc.. Inflacja wzrosła od początku roku, ale nadal mieści się w granicach naszego celu – mówił Adam Glapiński.
Podkreślił, że wyższa inflacja jest głównie skutkiem wzrostu cen paliw, które są konsekwencją konfliktu na Bliskim Wschodzie i ograniczenia transportu surowców energetycznych.
– Ceny ropy naftowej na rynkach międzynarodowych utrzymują się na wysokim poziomie, przekraczając 100 dolarów za baryłkę. Wysokie ceny paliw to zewnętrzny szok podażowy, który przez jakiś czas będzie podwyższał inflację na świecie, w tym także w Polsce – oceniał Adam Glapiński.
Kolejne tygodnie sugerują, że ten szok jest mniejszy niż ten, z którym mieliśmy do czynienia kilka lat temu. Nie jesteśmy w stanie przewidzieć, jak długo będzie trwał. Co dla nas ważne, skala wstrząsu na europejskim rynku surowców, w szczególności gazu, jest znacznie mniejsza niż w latach 2021-2022. Nieporównywalnie mniejszy jest wzrost cen węgla, co powoduje, że ceny energii elektrycznej na polskim rynku hurtowym są stabilne – wskazywał szef banku centralnego.
– Dzięki temu, że zużywamy nadal dużo węgla do produkcji energii, węgiel stabilizuje naszą cenę energii, nawet w tak krytycznej sytuacji. W innych krajach tak nie jest. Do tego ceny surowców rolnych są nawet niższe niż przed rokiem, co jest dobrą wiadomością dla konsumentów i tych, którzy mierzą inflację – argumentował.
Ponadto nie obserwujemy silnych zakłóceń globalnych sieci dostaw na rynku towarów innych niż surowce i paliwa. To zupełnie inna sytuacja niż przy tym kryzysie związanym z agresją rosyjską. Kurs złotego jest stabilny, co również odróżnia obecną sytuację od tych z przeszłości. Dbamy o to, aby utrzymać stabilność naszej waluty – ocenił Adam Glapiński.
Czy słabszy popyt zatrzyma wzrost inflacji?
– Mimo istniejących ryzyk, silnemu i trwałemu przyspieszeniu inflacji przeciwdziałają czynniki hamujące – ocenił szef Narodowego Banku Polskiego podczas konferencji prasowej. Rezerwy walutowe kraju, zgodne z międzynarodowymi standardami, stanowią bufor bezpieczeństwa. Zauważalny jest jednak wzrost inflacji bazowej, który był do przewidzenia. – To jest szczególnie bolesne – przyznał Adam Glapiński, wskazując jako przykład wzrost cen biletów lotniczych w efekcie drożejącego paliwa.
Głównym hamulcem dla presji inflacyjnej, w ocenie szefa NBP, jest obecnie słabnący popyt konsumencki. Sytuacja ta znacząco różni się od dynamicznego odbicia po pandemii. Dane miesięczne wskazują, że dynamika PKB w pierwszym kwartale mogła nawet wyhamować w stosunku do końca ubiegłego roku. Chociaż jest to zjawisko niekorzystne dla wzrostu gospodarczego, jednocześnie stanowi czynnik ograniczający inflację.
Chcę jednoznacznie podkreślić, że nie bagatelizujemy trwającego szoku podażowego i związanego z tym wzrostu inflacji. Monitorujemy sytuację, analizujemy dane codziennie i w razie potrzeby podejmiemy adekwatne działania – zapewnił szef NBP.
Podkreślił, że głównym źródłem ryzyka pozostaje niepewność, napędzana przez czynniki militarne i polityczne na Bliskim Wschodzie oraz w Stanach Zjednoczonych.
W odpowiedzi na pytanie jednego z dziennikarzy Adam Glapiński zapewnił, że marcowa decyzja o obniżce stóp procentowych była prawidłowa i przemyślana. Nie wykluczył też, że stopy wzrosną – jeśli dalej będzie rosnąć inflacja. – Perspektywa obniżki stóp jest mało prawdopodobna – mówił.