Stopa referencyjna NBP – zgodnie z oczekiwaniami ekonomistów – będzie nadal wynosić 3,75 proc. Poprzednia obniżka o 25 punktów bazowych miała miejsce w marcu. Jednakże w związku z atakiem Izraela i USA na Iran podrożały paliwa, co przełożyło się na wzrost inflacji do 3,2 proc. w ujęciu rocznym, w związku z czym potencjalne obniżki stoją pod znakiem zapytania. Celem banku jest bowiem utrzymywanie inflacji na poziomie 2,5 proc. +/- 1 pp., a dalsze obniżki mogłyby to utrudnić. 

 – Biorąc pod uwagę niepewność dot. dalszego przebiegu konfliktu [na Bliskim Wschodzie – red.] oraz jego skutków dla polskiej gospodarki, w tym przede wszystkim inflacji, uzasadnione w pełni jest utrzymanie stóp procentowych na niezmienionym poziomie – stwierdził Glapiński. 

Zobacz wideo Magiczne myślenie Glapińskiego przy ratowaniu Nawrockiego

Jednocześnie prezes NBP zapytany, czy zgadza się ze stwierdzeniem, że od ostatniego posiedzenia RPP prawdopodobieństwo podwyżek stóp procentowych wzrosło, odpowiedział krótko: – Tak. 

Glapiński dodał, że uzależnia kolejne ruchy od danych, jeśli prognozy będą wskazywać dalszy wzrost inflacji. – Perspektywa obniżki wydaje się mało prawdopodobna, bo kiedy mogłaby nastąpić? – powiedział i wytłumaczył, że wymaga to najpierw zakończenia konfliktu, a następnie odbudowy zniszczonej infrastruktury.  

Adam Glapiński o sile polskiej gospodarki i skróceniu czasu pracy

– Gdyby w Polsce było euro, mielibyśmy o wiele wyższą inflację. (…) Bardzo bogaci ludzie, którzy przelewają środki finansowe ponad granicami państwowymi i lokują pieniądze na całym rynku światowym, oczywiście by tego chcieli. Ale przeciętny Polak bardzo korzysta ze złotego, z tego że szybko rośnie poziom życia i nasze PKB – mówi. 

Dodał jednak, że obecny kryzys spowoduje spowolnienie wzrostu PKB z prognozowanych wcześniej 4 do 3,5 proc.

To wydaje się niedużo, ale to jest cenne 0,5 proc., bo zbliżamy się do poziomu takich krajów jak Anglia, Francja i już tam łapiemy ich za nogi i chcielibyśmy tę pozycję umocnić

– mówił Glapiński. 

– Coś katastrofalnego albo głupiego musiałoby się wydarzyć z naszej strony, żebyśmy nie osiągnęli poziomu dochodu Anglików i Francuzów za 7-8 lat czy 10. Ale oczywiście Anglicy, Francuzi, mają nagromadzone w domach, w rodzinach, różne zasoby z setek lat z grabieży świata. My byliśmy grabieni, a oni grabili, to jest ta różnica pozycji – stwierdził prezes NBP. 

Szef banku centralnego uważa, że przegonimy gospodarczo te dwa kraje, ale pod warunkiem, że „w Polsce nie będą rozwijane jakieś pomysły skracania czasu pracy, mnożenia urlopów, dni wolnych od pracy itd.  

To jest za wcześnie. (…) Polska nie jest na etapie zmniejszania czasu pracy. Jak będziemy już naprawdę bogaci, to będzie się można rozsiąść

– stwierdził.  

Prezes NBP na temat rezerw złota i zakupów zbrojeniowych

Adam Glapiński na konferencji wyjaśniał też kwestię strat, jakie wykazał NBP za 2025 rok i tego, jak ma się to do finansowania wydatków zbrojeniowych. Tłumaczył, że wynik – 35,7 mld zł na minusie – jest zależny od kursów walut oraz że przekazanie zysku w ramach prezydenckiej kontrpropozycji wobec europejskiego programu SAFE dotyczy możliwego zysku za 2026 rok. Zysk miałby być efektem wykorzystania różnicy cen między ceną zakupu złota a jego obecną wyceną. Niezrealizowany zysk na złocie NBP ocenia na 160 mld zł (stan na koniec kwietnia). Udało się to dzięki zgromadzeniu 595 ton złota o wartości 322 mld zł. 

Glapiński powiedział, że o możliwości wykorzystania „prawie 200 mld zł” z niezrealizowanego zysku na złocie NBP informował zarówno otoczenie prezydenta, jak i rządu. Dodał, że rząd nic z tym nie zrobił, w przeciwieństwie do obozu prezydenckiego. Glapiński odciął się jednak od całego zamieszania politycznego wokół sprawy. 

Co zrobimy z tą nadwyżką, jeśli politycy nie dojdą do porozumienia? Możemy odbudować rezerwę walutową, możemy wzmocnić kapitał banku, możemy też nic nie zrobić i realizować cel zakupu 700 ton złota

– powiedział Glapiński.