Co do zasady pytanie Polaków o zgodę na europejską politykę klimatyczną to świetny pomysł. Z jednej strony mogłoby przywrócić Polakom wiarę w demokrację i zapobiec dalszemu klimatycznemu backlashowi. Z drugiej – jego wynik stałby się ważnym argumentem dla Polski w przekonywaniu europejskich partnerów do stanowiska Koalicji Obywatelskiej i Rafała Trzaskowskiego z kampanii prezydenckiej, wedle którego „Zielonego Ładu już nie ma”. Fundamentalny problem tkwi jednak w obecnych przepisach o referendum. Dziś to jak zaproszenie Niemców i Rosjan do prowadzenia swojej wojny na polskim terytorium. Bez zmiany prawa prosimy się o katastrofę. 

27 września referendum prawie na pewno nie będzie

7 maja Karol Nawrocki skierował  do Senatu prośbę o zgodę na przeprowadzenie referendum ws. realizacji europejskiej polityki klimatycznej. Zgodnie z koncepcją prezydenta 27 września Polacy mieliby pójść do urn i odpowiedzieć na pytanie: „Czy jest Pani/Pan za realizacją polityki klimatycznej, która doprowadziła do wzrostu kosztów życia obywateli, cen energii i prowadzenia działalności gospodarczej i rolniczej?”.

Zacznijmy od kwestii podstawowej: Senat, w którym koalicja rządząca dysponuje wyraźną większością, zgody na referendum nie wyrazi. Głowa państwa zdaje sobie z tego sprawę, a w pewnym sensie nawet na to liczy.

Karol Nawrocki będzie mógł razem z opozycją i „Solidarnością”, która jest inicjatorem idei tego referendum, krytykować rządzących za niechęć do pytania o opinię Polaków. Zadziałać miałoby to podobnie jak odrzucone w kadencji 2011-2015 inicjatywy referendalne ws. wieku emerytalnego (też projekt historycznego związku zawodowego) czy wysłaniu sześciolatków do szkół – jako ustawienie rządzących w kontrze do demokratycznych oczekiwań obywateli.

W kampanii wyborczej dzisiejszy prezydent zapowiedział złożenie tego wniosku i podpisał w tej sprawie porozumienie z „Solidarnością”. Inicjatywa nie powinna więc nas zaskakiwać. Również jej temat nie powinien budzić oburzenia przeciwników Nawrockiego – wszak to nie kto inny, jak jego konkurent Rafał Trzaskowski mówił w kampanii, że europejskiego „Zielonego Ładu już nie ma”. W czym więc problem, by swój brak zgody na tę politykę potwierdzili wyborcy?

Trudno uwierzyć jednak, że rządzący zgodzą się na propozycję Nawrockiego. Choć nie wykluczam próby „rozszerzenia” referendum o alternatywne, niewygodne dla prawicy pytania w Sejmie (choć od prawno-organizacyjnej strony to bardzo skomplikowane przedsięwzięcie), to sądzę, że 27 września do urn nie pójdziemy. Z powodów, o których dalej – to niestety bardzo dobrze.

Ten temat zasługuje na referendum

Sama idea poddawania demokratycznej ocenie reform transformacji energetycznej to bardzo dobry pomysł. Niekonsultowana z europejskimi demosami polityka klimatyczna to jeden z tych obszarów, który najskuteczniej podkopuje fundamenty zachodnich demokracji.

Jest głównym źródłem poparcia dla AfD w Niemczech, słabości prezydenta Macrona we Francji („żółte kamizelki”!), z pewnością będzie odgrywać coraz większą rolę także w polskiej polityce.

To zresztą nic dziwnego. Nie brak badań, które przekonująco dowodzą, że w największym stopniu to biedniejsza większość społeczeństwa – klasa ludowa i ubożejąca na Zachodzie dotychczasowa klasa średnia – ponosi koszty tej polityki, choć odpowiada za niszczenie środowiska w mniejszym stopniu niż bogate elity i wielki biznes.

Kilka miesięcy temu przekonywałem na tych łamach, że bez demokracji nie będzie żadnej transformacji ekologicznej. Zwracałem uwagę, że jeśli chcemy jakichkolwiek transformacyjnych reform, to akceptować je trzeba w demokratycznych procedurach, a nie ustanawiać w sojuszu biznesowo-urzędowej merytokracji.

Promuję od lat koncepcję „zielonego trylematu”. Spośród trzech wierzchołków możemy połączyć dwa, ale nie sposób zrealizować wszystkie trzy. Sojusz kapitalizmu regulacyjnego i ochrony środowiska ponad głowami obywateli – to przepis na ostateczne załamanie się zachodnich demokracji.

Jeśli chcemy zielonej transformacji – musi mieć ona demokratyczną legitymację.

Trudno chyba o lepszy przykład budowania tej demokratycznej legitymizacji niż referendum ws. europejskiej polityki klimatycznej. Europejski Zielony Ład budzi wielkie emocje, oznacza konkretne koszty i wyrzeczenia, pozostaje miękkim podbrzuszem i źródłem utraty zaufania zarówno do całej polityki transformacji energetycznej, jak i integracji europejskiej.

Co więcej, ewentualne odrzucenie przez Polaków tej polityki w referendum mogłoby być mocnym argumentem dla polskiego rządu – również pod przywództwem Donalda Tuska – by dużo skuteczniej negocjować z innymi państwami i europejskimi instytucjami wyłączenia dla Polski z przyjętej już polityki, w imię doktryny „Zielonego Ładu już nie ma”.

To zresztą dokładnie sugeruje w swoim wniosku Karol Nawrocki. Prezydent proponuje, by do pytania referendalnego dodać wyjaśnienie, wedle którego głosowanie „na nie” oznaczać miałoby zobowiązanie właściwych organów państwa do „aktywnego działania w ramach Unii Europejskiej na rzecz zablokowania regulacji klimatycznych, których koszty są zbyt wysokie dla polskich obywateli, polskiej gospodarki oraz polskiego rolnictwa”.

W tej logice organy państwa powinny dążyć do „wynegocjowania dla Polski, z właściwymi organami Unii Europejskiej, wyjątków i zwolnień, które ochronią polski przemysł i obywateli przed obciążeniami polityki klimatycznej”.

W dzisiejszym stanie prawnym to przepis na katastrofę

To referendum jest jednak obarczone poważniejszym problemem niż sprzeciw rządzących. Dzisiejsze polskie prawo o referendach sprawia, że ta inicjatywa to przepis na katastrofę. Dlaczego?

Bo napisano je na początku tysiąclecia tak, by możliwe było w nich prowadzenie nieprzejrzystej i niekontrolowanej przez nikogo kampanii referendalnej finansowanej ze środków zagranicznych.

Obóz liberalno-lewicowy świadomie  na to pozwolił, bo chciał wykorzystać obce pieniądze do osiągnięcia frekwencji w referendum akcesyjnym. O długofalowych tego konsekwencjach, które zresztą zobaczyliśmy w całej okazałości w nieszczęsnym referendum 15 X 2023 roku, nikt nie chciał wówczas słuchać.

Możemy być pewni, że referendum ws. unijnej polityki klimatycznej stałoby się festiwalem wykorzystywania tych przepisów przez ośrodki, którym na interesie Polaków bynajmniej nie zależy.

Wśród agitujących „za” unijną polityką klimatyczną zobaczylibyśmy dziesiątki organizacji finansowanych przez zachodnie, w tym niemieckie, lobby przemysłowe opowiadające się za takim kształtem polityki transformacji, by to ono było głównym beneficjentem unijnej polityki. Dziesiątki milionów euro na propagandę mogłoby płynąć do polski bez żadnych ograniczeń, limitów, kontroli i przejrzystości.

Z drugiej strony, swoją grę mogłyby chcieć też w Polsce rosyjskie służby specjalne i wschodnie ośrodki manipulacji. W ich interesie jest sklejanie poglądów prawicy i większości europejskich demosów z poglądami skrajnie antyunijnymi, na granicy teorii spiskowych i poza granicami zdrowego rozsądku. Zrobiłyby wiele, by kampania agitująca „na nie” była jak najgłupsza i jak najbardziej prymitywna.

Rosjanie konsekwentnie podważają w ten sposób spójność zachodnich wspólnot. Zachęcają polityków do „rzucania ruską onucą”. Oddalają Zachód od konieczności rozsądnej transformacji z uwzględnieniem interesu obywateli oraz odpowiedzialnej korekty, a nie destrukcji, projektu europejskiego. Również setki milionów rubli w kampanii referendalnej mogłyby trafić do Polski zgodnie z prawem.

W dzisiejszym stanie prawnym organizacja referendum o europejskiej polityce klimatycznej to jak zaproszenie Niemców i Rosjan do prowadzenia wyniszczającej wojny na polskim terytorium. Znamy to z historii zbyt dobrze. Najwięcej zyskaliby na tym wrogowie Polski, najwięcej straciła polska demokracja w krótszej, a polska suwerenność – w dłuższej perspektywie.

Dlatego w Polsce nie powinniśmy przeprowadzać żadnych referendów ogólnokrajowych tak długo, jak to prawo nie zostanie poprawione. Po raz pierwszy apelowałem o działania w tej sprawie na łamach Klubu Jagiellońskiego… 9 lat temu, w październiku 2017 roku.

Świadomość zewnętrznych ingerencji w procesy demokratyczne od tego czasu tylko rośnie. Gotowość polityków do podjęcia działań zapobiegawczych i zmiany prawa – nie wzrosła nawet o milimetr.

Pytanie powinno być neutralne

Poza szczelnymi przepisami o finansowaniu kampanii referendalnej potrzeba też wielu innych, mniejszych i większych, korekt. Dobrze to też widać na przykładzie wniosku Karola Nawrockiego.

Dobrym kierunek powinno być choćby wypracowanie procedury tworzenia czy korygowania referendalnych pytań. To proponowane dziś przez prezydenta nie jest neutralne. Fragment dotyczący „wzrostu kosztów życia obywateli, cen energii i prowadzenia działalności gospodarczej i rolniczej” czyni je tendencyjnymi i nie świadczy o poważnym traktowaniu Polaków.

Dzisiejsze przepisy nie pozwalają na parlamentarną debatę nad konkretnym brzmieniem pytań zawartych we wniosku, nie mówiąc o włączeniu w ich sformułowanie np. panelu obywatelskiego, co moim zdaniem byłoby metodologicznie najlepszym rozwiązaniem.

Na pochwałę zasługuje z kolei wykorzystanie przez Karola Nawrockiego ustawowej możliwości uzupełnienia pytań o „wyjaśnienia dotyczące przedmiotu referendum”. Jakkolwiek nie czuję się kompetentny, by w gorącym komentarzu ocenić, czy prawidłowo i realistycznie zrekonstruowano w nich konsekwencje poparcia Polaków dla polityki klimatycznej (to m.in. wprowadzenie systemu ETS2, wejście w życie dyrektywy budynkowej czy ograniczenie sprzedaży aut z silnikiem spalinowym), to sama praktyka zasługuje na pochwałę.

***

Polska potrzebuje więcej demokracji bezpośredniej. Od ponad dekady promujemy w naszym środowisku ideę „dnia referendalnego”. Zielona transformacja to jeden z tematów, w których opinia obywateli powinna wybrzmieć najgłośniej i jest najbardziej potrzebna.

Nim jednak do tej rewolucji dojdzie potrzebujemy wielu zmian. Począwszy od tych prawnych, a skończywszy na mentalności klasy politycznej, która z jednej strony powinna stać się otwarta na demokratyczne procedury przewidziane przez polską konstytucję, a z drugiej – proponując referendalne pytania, powinna z szacunkiem podchodzić do inteligencji Polaków, których pytają o opinię.

Obawiam się, że do pierwszego naprawdę sensownego i udanego referendum czeka nas jeszcze długa droga.

Publikacja nie została sfinansowana ze środków grantu któregokolwiek ministerstwa w ramach jakiegokolwiek konkursu. Powstała dzięki Darczyńcom Klubu Jagiellońskiego, którym jesteśmy wdzięczni za możliwość działania.

Dlatego dzielimy się tym dziełem otwarcie. Ten utwór (z wyłączeniem grafik) jest udostępniony na licencji Creative Commons Uznanie Autorstwa 4.0 Międzynarodowe. Zachęcamy do jego przedruku i wykorzystania. Prosimy jednak o podanie linku do naszej strony.