KreatorTreść pochodzi od naszego partnera i została opublikowana w ramach programu WP Kreator

„Czy jest pan/pani za realizacją unijnej polityki klimatycznej, która doprowadziła do wzrostu kosztów życia obywateli, cen energii i prowadzenia działalności gospodarczej i rolniczej” – tak miałoby brzmieć pytanie referendalne skierowane do Polek i Polaków.

Karol Nawrocki jeszcze w kampanii wyborczej zobowiązał się do złożenia w Senacie wniosku o przeprowadzenie referendum ws. polityki klimatycznej UE, obejmującej m.in. Zielony Ład czy system ETS. „W takich właśnie sprawach głos powinien należeć do narodu” – mówił prezydent w opublikowanym w czwartek oświadczeniu. Wniosek ma zostać rozpatrzony na posiedzeniu Senatu 20-21 maja. Jeśli uzyska bezwzględną większość głosów przy obecności co najmniej połowy ustawowej liczby senatorów – referendum odbędzie się 27 września.

Eksperci, komentując decyzję prezydenta, mówią o politycznym performansie i przypominają, że Polska nie jest pasywnym odbiorcą unijnych regulacji – dużo zależy od tego, jak zostaną w naszym kraju wdrożone.

Zbudował wielomiliardowy biznes. Mówi, co stawia pierwszym miejscu

Adam Traczyk, dyrektor zarządzający More in Common Polska, fundacji prowadzącej badania nt. kluczowych współczesnych wyzwań społecznych, uważa, że cel polityczny tej najnowszej prezydenckiej inicjatywy jest jednoznaczny. – Chodzi o wskazanie kozła ofiarnego ewentualnych wzrostów cen energii poza swoim obozem politycznym – ocenia.

Mam problem z traktowaniem tej propozycji prezydenta poważnie. Nawet gdyby na niego odpowiedziano w głosowaniu i to jeszcze twierdząco, nie wiadomo by było, co z tym wynikiem zrobić.

Zdaniem Traczyka polska prawica przestała traktować swoich wyborców serio.

– To za jej czasów, z dużym poparciem społecznym, zaczęły się wielkie inwestycje w odnawialne źródła energii. Dziś dostajemy „OZE-sroze” bis – nielogiczną, niespójną i nieprzekonującą narrację polityczną zastępującą realne rozwiązania. Zamiast szukać sposobów utrzymania niskich rachunków i przyspieszenia inwestycji w energetyce, mamy kolejną odsłonę politycznego teatru. Tymczasem prawdziwe pytania są następujące: jak rozwijać energetykę wiatrową przy przyzwoleniu społecznym, jak wzmocnić polską suwerenność energetyczną i ograniczyć import paliw kopalnych, jak zadbać o upadające ciepłownie w miastach i jak pomóc obywatelom utrzymać w ryzach koszty życia – wymienia.

"OZE-sroze"? Przecież wielki boom na fotowoltaikę miał miejsce za rządów PiS

„OZE-sroze”? Przecież wielki boom na fotowoltaikę miał miejsce za rządów PiS

„Jałowy performans polityczny”

– Ostatnie kilkanaście lat doświadczeń z referendami w Polsce pokazuje, niestety, że zamiast rzeczywistego narzędzia rozstrzygania ważnych dylematów stają się one w coraz większym stopniu jałowym performansem politycznym – ocenia z kolei Aleksander Śniegocki, prezes Instytutu Reform, think tanku, który zajmuje się monitorowaniem i oceną polityk publicznych w Polsce.

Wystarczy przypomnieć sobie referendum o JOW z 2015 roku czy cztery pytania z tezą z 2023 roku. Tak jest i tym razem: zamiast konkretnej propozycji z wiążącym skutkiem prawnym mamy ogólnikowe pytanie o to, czy Polacy chcą kosztownej polityki klimatycznej. Nic z takiego pytania nie wynika. Poza tym sama Kancelaria Prezydenta przyznaje, że referendum miałoby być głównie bodźcem dla rządu do negocjowania lepszych rozwiązań na poziomie unijnym.

Domański o referendum prezydenta: PiS już próbował tego numeru

Domański o referendum prezydenta: PiS już próbował tego numeru

Śniegocki podkreśla, że proponowane pytanie referendalne opiera się na błędnym założeniu, że Polska jest pasywnym odbiorcą unijnych regulacji.

– W rzeczywistości to, w jaki sposób polityka klimatyczna wpłynie na obywateli i firmy, zależy od sposobu wdrożenia unijnych ram na poziomie krajowym. Dobrym przykładem jest ETS – Polska nadal nie stworzyła uporządkowanego systemu wydatkowania przychodów z tego systemu. Innym przykładem jest blokowanie części naturalnego potencjału pozyskania taniej energii z wiatru przez zbyt sztywne zapisy ustawy wiatrakowej. Zamiast jałowej dyskusji wokół referendum potrzebujemy więc rzetelnej pracy nad dobrymi rozwiązaniami pozwalającymi Polakom na skorzystanie z trwającej transformacji – uważa ekspert.

Wyjście z ETS i co dalej? O tym, że Polska korzysta na systemie mało się mówi

Wyjście z ETS i co dalej? O tym, że Polska korzysta na systemie mało się mówi

„1,5 miliona polskich prosumentów wybrało transformację i OZE”

Zdaniem Michała Hetmańskiego, prezesa i współzałożyciela Fundacji Instrat, think tanku, którego celem jest wspieranie polityk publicznych otwartymi danymi i badaniami, prezydencki pomysł to klasyczne odwracanie uwagi od realnych problemów.

– Jakby ekipa prezydenta chciała coś zmienić, to by jeździła do Brukseli. Zadajmy pytanie o to, ile razy urzędnicy prezydenta i on sam byli w Brukseli, ile razy złożyli swoje uwagi w konsultacjach publicznych, tak jak to robią inne państwa. Zwykły obywatel może to zrobić, tym bardziej pan prezydent. Jak chcemy zmieniać europejską politykę, to musimy aktywnie ją współtworzyć – jak przystało na szósty największy kraj w UE i 20. największą gospodarkę na świecie – komentuje Hetmański.

Wskazuje, że prawdziwy kryzys ma twarz wojny celnej i globalnego chaosu handlowego – nie transformacji energetycznej. – Na tę pierwszą nie mamy wpływu. Na drugą – mamy. Minister finansów Andrzej Domański mógłby, wzorem Niemiec, oddać wpływy z ETS z powrotem do przemysłu. Gotowy projekt ustawy leży w szufladzie Ministerstwa Klimatu. Może prezydent Nawrocki zamiast referendum złożyłby ten projekt w Sejmie? – pyta ekspert.

Zwraca uwagę, że ponad 1,5 miliona polskich prosumentów już wybrało transformację i OZE zamiast węgla. – Fotowoltaika na co piątym polskim domu zmniejszyła rachunki za prąd o ponad połowę. Polska bez europejskiej polityki klimatycznej to Polska bez unijnych środków na transformację, która kupuje coraz droższe paliwa kopalne z innych państw, bo sama ich nie produkuje. To jest właśnie przepis na porażkę – uważa Hetmański.

Aleksandra Majda, vice president ESG Impact Network, ekspertka ds. zrównoważonego rozwoju