Restrykcje wprowadzono w 1955 r. po tragicznej katastrofie podczas legendarnego 24h Le Mans. W wyniku dramatu zginęło ponad 80 osób, co wywołało szok w całej Europie. Francja, Niemcy i Hiszpania czasowo wycofały wyścigi z kalendarzy, jednak po poprawie standardów bezpieczeństwa szybko do nich wróciły. Szwajcaria poszła znacznie dalej — całkowicie zakazała organizacji wyścigów torowych i utrzymywała ten przepis przez ponad siedem dekad.

Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo

Teraz to się zmienia. Finalną zgodę na zniesienie zakazu wydała 6 maja Rada Federalna, kończąc proces rozpoczęty przez parlament już cztery lata temu.

Szwajcaria — kraj zakazów, który wychował wielu kierowców

Szwajcaria przez lata pozostawała jednym z najbardziej restrykcyjnych krajów wobec sportów motorowych. Co ciekawe, zakaz nie obejmował wszystkich dyscyplin — możliwe były m.in. rajdy, wyścigi górskie czy motocross. Kraj mimo ograniczeń wychował jednak wielkie gwiazdy motorsportu. Jo Siffert i Clay Regazzoni wygrywali wyścigi Formuły 1, a Sebastien Buemi, Marcel Fassler i Neel Jani triumfowali w słynnym Le Mans.

Na razie trudno powiedzieć, czy to oznacza powrót Formuły 1 do Szwajcarii, ale nic nie jest przesądzone. Od 2026 r. decyzje dotyczące organizacji imprez będą należały do poszczególnych kantonów. Lokalne władze mają oceniać wydarzenia pod kątem bezpieczeństwa, ochrony środowiska oraz poziomu hałasu.

Pierwsze sygnały zmian pojawiły się już wcześniej. W 2015 r. Szwajcaria dopuściła wyjątek dla samochodów elektrycznych, dzięki czemu w Zurychu i Bernie odbyły się rundy Formuły E. Dziś wiadomo już, że był to początek końca historycznego zakazu.

Po 71 latach motorsport wraca do Szwajcarii. I wszystko wskazuje na to, że dla fanów wyścigów to dopiero początek nowego rozdziału.