Jesienią 2022 r. zaczęliśmy ujawniać w Onecie kulisy afery upadłościowej. Opisaliśmy działalność warszawskiego adwokata Krzysztofa G. Uchodził za specjalistę od upadłości, w wielu sprawach pełnił rolę syndyka. W imieniu sądów zarządzał majątkiem upadłych firm. Z czasem stał się najbardziej aktywnym syndykiem w kraju — różni sędziowie dawali mu do prowadzenia głośne upadłości majętnych firm.

Jednak wiele osób zgłaszało zastrzeżenia, że przy bierności sędziów akceptujących jego zastanawiające wydatki, Krzysztof G. zamiast wyprowadzać firmy na prostą, zamiast spłacać licznych wierzycieli, najbardziej dbał o pomnażanie własnego majątku. Sposobem na zarabianie przez niego wielkich pieniędzy miało być przedłużanie upadłości i generowanie wielkich kosztów na dyskusyjne analizy prawne i księgowe, na wynajem zbędnych powierzchni, na paliwo do samochodów albo na sprzęt biurowy.

Gdy w 2022 r. zaczęliśmy pisać o działalności Krzysztofa G., rządy sprawowała Zjednoczona Prawica. Ówczesny wiceminister sprawiedliwości Marcin Warchoł mówił Onetowi, że ujawnione przez nas patologie do złudzenia przypominają głośną tzw. aferę reprywatyzacyjną. Wskazywał na rolę sędziów, którzy przez lata akceptowali wydatki Krzysztofa G.

Nietykalni mecenasi, mozolne śledztwo i audyt za milion złotych

Ministerstwo i prokuratura ścigają syndyka

Jesienią 2022 r., po naszych tekstach, wszczęto wielką kontrolę działalności syndyka Krzysztofa G. Za rządów PiS Ministerstwo Sprawiedliwości zawiesiło jego licencję, ale potem tę decyzję zakwestionował sąd administracyjny.

Potem do sprawy wróciło nowe kierownictwo resortu, w tym nadzorujący syndyków wiceminister Arkadiusz Myrcha z KO. W październiku 2024 r. wiceminister pozbawił syndyka Krzysztofa G. prawa wykonywania zawodu. Ministerstwo, po analizie 75 postępowań, zarzuciło adwokatowi liczne nieprawidłowości, nadmierne koszty postępowań, a de facto wprowadzanie w błąd nadzorujących go sędziów komisarzy.

Z kolei w maju 2025 r. Prokuratura Okręgowa Warszawa Praga postawiła syndykowi zarzuty karne na ponad 13 mln zł. Najwięcej szkód, na ok. 10,7 mln zł, miał wyrządzić złożonej głównie z emerytów Śródmiejskiej Spółdzielni Mieszkaniowej w Warszawie. Prokuratura uznała, że jako syndyk bezproduktywnie przedłużał upadłość spółdzielni.

Emeryci z Warszawy i podejrzany adwokat, który działał pod nadzorem sądu

Prezeska ŚSM i jej mieszkańcy mówili Onetowi, że Krzysztof G. z pieniędzy zwykłych ludzi bezkarnie finansował sobie „zabawę w upadłość” i mnożył zbędne wydatki. Przykładowo, gdy ktoś uszkodził jednemu z mieszkańców samochód pod blokiem i poszkodowany chciał dostać nagrania z monitoringu, Krzysztof G. miał zlecać opinię prawną, czy aby na pewno może wydać zapis z kamer. Takich kontrowersyjnych wydatków miało być mnóstwo, o czym zresztą już pisaliśmy w Onecie. Przypomnijmy również, że bardzo krytycznie o działalności syndyka wypowiadała się była Rzecznik Praw Obywatelskich prof. Ewa Łętowska, swego czasu należąca do warszawskiej spółdzielni. Wprost mówiła, że syndyk żerował na majątku spółdzielców.

Mieszkańcy podkreślali również, że zawiadamiali warszawski sąd upadłościowy, że Krzysztof G. ma dopuszczać się licznych nadużyć, ale sędziowie mieli nie dostrzegać oczywistych ich zdaniem nadużyć. Zdaniem części naszych rozmówców być może dlatego, że w przeszłości część warszawskich sędziów od upadłości, po odejściu z sądu, znajdowało pracę w kancelarii Krzysztofa G. lub przy prowadzonych przez niego upadłościach. Miałby więc powstać specyficzny układ relacji zawodowo-towarzyskich.

Sędziowie się zgadzali? To nie ma tematu

Podejrzany adwokat Krzysztof G. nigdy nie pogodził się ani z zarzutami prokuratury, ani z decyzją Ministerstwa Sprawiedliwości o cofnięciu mu prawa wykonywania zawodu syndyka. Tę kolejną niekorzystną dla siebie decyzję zaskarżył do Wojewódzkiego Sądu Administracyjnego. I w lutym 2026 r., choć na razie nieprawomocnie, wygrał z ministerstwem.

W swoich niedawnym wyroku WSA w Warszawie stwierdził, że resort „w niedostateczny ustalił i wyjaśnił kwestię nadmierności i niecelowości generowanych kosztów”. Sąd dodał, że skoro wydatki syndyka aprobowali w przeszłości sędziowie-komisarze, to „zachodzi domniemanie zgodności z prawem i nienaruszenia interesu publicznego oraz interesu wierzycieli”.

Sędziowie od upadłości uciekają z pracy. Sędzia ujawnia kulisy sprawy

WSA uchylił więc decyzję ministerstwa o odebraniu u licencji, a Krzysztof G. zyskał argument do budowania swojej narracji, że zawsze działał zgodnie z prawem, bo przecież jego decyzje aprobowali sędziowie.

Jak orzeczenie WSA komentuje Krzysztof G., który nadal jest podejrzany w śledztwie warszawskiej prokuratury? Przysłał nam oświadczenie pełne personalnych wycieczek pod adresem autora tekstu. Domagał się, by opublikować w całości jego poniższe stanowisko:

„Od kilku lat redaktor Łukasz Cieśla prowadzi krucjatę przeciwko mnie. Napisał 11 artykułów i zamieścił je w portalu Onet. Artykuły te opisywały moje rzekome nadużycia. Podjęte przeze mnie dotychczasowe próby wyjaśnienia autorowi kwestii merytorycznych dotyczących moich obowiązków jako syndyka masy upadłości i podejmowanych czynności opisanych w Onecie sprawach, nigdy nie spotkały się z jego zrozumieniem i zainteresowaniem.

Stanowisko, które zajmowałem, było prawie zawsze pomijane i zbywane. Każdy kolejny artykuł powielał i utrwalał nieprawdziwe informacje i tezy na mój temat, mimo iż wielokrotnie je prostowałem i wyjaśniałem, opierając się na przedstawianych dokumentach.

Wskazuje na całkowity brak obiektywizmu i szczególne negatywne nastawienie redaktora Cieśli do mojej osoby. Obawiam się, że podobnie będzie i tym razem.

Redaktor Cieśla nie przyjmuje do wiadomości treści wyroku WSA, zatytułuje artykuł w sposób dla mnie obraźliwy, powtórzy stare tezy i zarzuty i nie zastanowi się przez chwilę nad jego uzasadnieniem i znaczeniem (o sprostowaniu nawet nie wspomnę).

Cieszę się z wyroku WSA — to już kolejny w tej sprawie. Moje argumenty zaprezentowane w skardze od decyzji MS okazały słuszne i zostały potwierdzone przez Sąd. Po raz kolejny zapadło korzystne dla mnie orzeczenie potwierdzające całkowitą bezpodstawność oskarżeń kierowanych wobec mnie przez redaktora Cieślę. Mam nadzieję, że kolejne toczące się postępowanie zakończy się tak samo pomyślnie — niezależnie od tego, co będzie pisał i robił redaktor Cieśla.”

Dalszy ciąg materiału pod wideo

„Nadzór sędziów był iluzją”

Kilka lat temu, po naszych pierwszych publikacjach z 2022 r., Krzysztof G. pozwał nas do sądu. Teraz, po wyroku WSA z lutego tego roku, zapewne zachęcony tym orzeczeniem, rozszerzył swoje powództwa przeciwko Onetowi i domaga się od nas już 1 mln złotych. Twierdzi, że w publikacjach szargaliśmy jego dobre imię. Dodajmy jednak, że zastrzeżenia naszych rozmówców potwierdziła później m.in. prokuratura, stawiając mu zarzuty wielomilionowych nadużyć.

— Za chwilę wszyscy będziemy przepraszać pana syndyka, a Skarb Państwa wypłaci mu wielkie odszkodowanie za to, że pozbawiliśmy go pracy przy „tłustych” upadłościach — ironizuje jeden z syndyków, który od lat przygląda się praktykom Krzysztofa G.

Pod nazwiskiem nie chce się wypowiadać, bo sam na co dzień współpracuje z sędziami i musi zyskiwać ich aprobatę. Nasz rozmówca dodaje:

— Wcześniej nadzór sędziów nad wydatkami syndyków był iluzoryczny. Sędziowie akceptowali ich sprawozdania finansowe czasami po kilku miesiącach albo nawet po roku od złożenia dokumentów. Nie wnikali w szczegóły, w setki faktur, a syndycy wykorzystywali tę fikcyjną kontrolę nad ich działalnością, maskując przy tym różne swoje finansowe zagrywki. Teraz, po waszych tekstach w Onecie i głośnej sprawie Krzysztofa G., sędziowie zaczęli zdecydowanie bardziej patrzeć nam wszystkim na ręce i pytać o nasze poszczególne wydatki. Dobrze, że tak się stało, bo może to ukrócić samowolę części naszego środowiska.

Afera upadłościowa. Upadek wielkiej sieci sklepów Go Sport pod lupą prokuratury

Mimo korzystnego dla siebie orzeczenia WSA Krzysztof G. na razie nie został odwieszony. Ciążą na nim prokuratorskie zarzuty. Jak słyszymy, zgodnie z ustawą, skoro jest podejrzany o popełnianie przestępstw, nie może wykonywać zawodu.

Ponadto Ministerstwo Sprawiedliwości zapowiada, że nie składa broni w sprawie Krzysztofa G. Nadal uważa, że nie powinien wracać do zawodu, a WSA błędne uznał, że skoro wcześniej sądy akceptowały jego wydatki, to wszystko było w porządku. Ministerstwo przekazało nam, że złoży kasację do Naczelnego Sądu Administracyjnego wskazując, że doszło do rażącego naruszenie prawa przez syndyka, co przecież potwierdziła prokuratura, stawiając mu zarzuty karne.

Śledztwo warszawskiej prokuratury trwa. Jej rzeczniczka Karolina Staros przekazała Onetowi, że nic się zmieniło, prokuratura swoje zarzuty podtrzymuje, postępowanie wyjaśniające się toczy.

Sędziowie i adwokat na podsłuchu CBA. W tle miliony złotych z upadłości

Kłopoty innych syndyków. Aż 480 postępowań

Po pierwszych tekstach Onetu z 2022 r. ruszyły kontrole dotyczące także innych syndyków, których wydatki budziły rozmaite kontrowersje.

Jak podaje w najnowszym komunikacie Ministerstwo Sprawiedliwości, pod lupę wzięło wielu specjalistów od upadłości.

„Minister Sprawiedliwości od 2024 roku cofnął licencję 25 doradcom i zawiesił 6 licencji. Dotychczas prowadzono czynności nadzorcze wobec ponad 100 doradców restrukturyzacyjnych w 480 postępowaniach nadzorczych. Z czego tylko w 2026 r. wszczęto już 121 postępowań nadzorczych” — czytamy w komunikacie.

Za tymi postępowaniami kryją się często prawdziwe ludzkie dramaty. Upadłość firmy oznacza bowiem problemy jej pracowników oraz kłopoty licznych wierzycieli, których pieniądze znikają albo są „przejadane” przez syndyków i zatrudnianych przez nich „armię” prawników, księgowych, a czasami nawet specjalistów od PR.

Afera upadłościowa. Po tekstach Onetu prawnicy z Warszawy zatrzymani przez CBA

Kara dla syndyka Kubiczka

Wśród syndyków, których działalność wciąż jest badana, znajdują się bardzo znane nazwiska. Ministerstwo od wielu miesięcy weryfikowało m.in. liczne skargi na syndyka Marcina Kubiczka, znanego ze sprawy upadłości dewelopera HREiT oraz upadłości banków Leszka Czarneckiego.

Jak słyszymy nieoficjalnie, sprawa się ciągnęła, bo Kubiczek przedstawiał „tony” dokumentów na swoją obronę, składał obszerne wyjaśnienia, a ministerstwo ma dość skromny zespół osób do badania tak złożonych spraw. Nie pomagają przepisy, które nie sprzyjają sprawnemu prowadzeniu tego rodzaju postępowań. Jeszcze w zeszłym tygodniu ministerstwo informowało Onet, że „sprawa Marcina Kubiczka znajduje się na końcowym etapie. Przeprowadzono dowód z opinii biegłej i wizytację kancelarii doradcy restrukturyzacyjnego. Sprawa liczy ponad 100 tomów akt”.

W poniedziałek 4 maja ministerstwo postanowiło zawiesić mu licencję doradcy restrukturyzacyjnego, wskazując, że do tej pory Kubiczek lub spółka, której jest prezesem, prowadzi ponad 100 postępowań upadłościowych i restrukturyzacyjnych. Zastrzeżenia resortu, które doprowadziły do zawieszenia mu licencji, dotyczą m.in. wspomnianych banków Leszka Czarneckiego oraz spraw frankowiczów.

„W odniesieniu do postępowań Getin Noble Bank i IDEA Bank stwierdzono m.in. poważne nieprawidłowości w rozliczaniu i wysokości wydatków w prowadzonych przez doradcę postępowaniach upadłościowych, w tym w szczególności w zakresie obsługi prawnej i wydatków o charakterze public relations. Zgromadzony materiał dowodowy wskazuje także na nieprawidłowości (…) w postępowaniach sądowych przeciwko frankowiczom. (…) Decyzja ma charakter zabezpieczający i nie przesądza o ostatecznym wyniku postępowania w przedmiocie cofnięcia licencji” — informuje ministerstwo.

„Afera większa niż Amber Gold”. Wiemy, kto wyłożył pieniądze na interesy podejrzanego dewelopera

Syndyk Kubiczek odniósł się już do decyzji ministerstwa. W swoim oświadczeniu zaznaczył, że jest niewinny i będzie starał się na drodze sądowej o uchylenie zawieszenia.

„W czasie swojej działalności wielokrotnie stawałem się stroną sporów inicjowanych przez podmioty, których interesy były bezpośrednio dotknięte moimi działaniami (…). Spory te były rozstrzygane na moją korzyść na drodze sądowej, co potwierdza, że moje działania podlegały skutecznej kontroli prawnej i były zgodne z przepisami” — stwierdził w oświadczeniu.

Jego zdaniem decyzja MS została wydana „bez prawidłowego ustalenia stanu faktycznego” i „wyprowadzono jaskrawie mylne wnioski”, a wiceminister Arkadiusz Myrcha zawieszając mu licencję, „kwestionuje prawomocne orzeczenia sądowe”.