Rzadko się zdarza w głównym cyklu, by najlepsze zawodniczki świata już w pierwszym meczu turnieju rangi 1000 musiały grać z gwiazdami. Te rozstawione, a w Rzymie ów przywilej mają 32 panie, zaczynają zmagania od drugiej rundy, ale na inne zawodniczki „z numerkami” mogą trafić dopiero w kolejnym etapie.
Aryna Sabalenka jest dziś największą gwiazdą w kobiecym tourze, co do tego nie ma wątpliwości. Od stycznia przegrała tylko dwa spotkania – w finale w Melbourne z Jeleną Rybakiną, w zeszłym tygodniu w Madrycie, nieoczekiwanie, z Hailey Baptiste. W obu była o krok od triumfu, na Caja Magica wywalczyła sześć meczboli. Zabrakło jednak pieczątki.
Teraz przyjechała do Rzymu, w którym nigdy dotąd nie podniosła pucharu za końcowy sukces. A to pewnie boli, choć mniej niż podobny scenariusz w Paryżu. Teraz celuje w oba te trofea na kortach, które nie są specjalnie przychylne jej stylowi gry. I już na starcie rywalizacji w Internazionali BNL d’Italia dostała zadanie trudne. Bo takim jest zawsze potyczka z Barborą Krejcikovą, dwukrotną wielkoszlemową mistrzynią.
Czeszka bywa nieobliczalna, nawet wówczas, gdy wraca po kontuzji. A tak jest teraz, pauzowała przez trzy miesiące. Z Sabalenką miała niekorzystny bilans, jedno zwycięstwo w siedmiu spotkaniach. Ale też jest jeszcze inna statystyka. Od 2022 roku Białorusinka siedem razy zaczynała turniej od potyczki z singlową mistrzynią Szlema. I raz taki mecz przegrała – właśnie w Rzymie, trzy lata temu z Sofią Kenin.
Nie zmienia to faktu, że 28-latka z MIńska była zdecydowaną faworytką. Scenariusz awansu Czeszki nie był jednak wcale taki nierealny.
I pokazał to początek spotkania.
WTA 1000 w Rzymie. Hit na Campo Centrale. Aryna Sabalenka kontra Barbora Krejcikova
Sabalenka była skoncentrowana, a tymczasem już na starcie rywalizacji przegrała gema. I to mimo faktu, że serwowała. Zachowywała jeszcze spokój. W drugim gemie już jednak ruszyła do sędziującej to spotkanie Yamili Halle – przeszkadzało jej coś, co świeciło się za linią końcową. A było to tuż po tym, jak Czeszka obroniła break pointa.
Sabalenka miała trzy takie szanse, dwie po podwójnych błędach rywalki. Krejcikova dobrze grała wtedy, gdy toczyły się akcje, ale miała właśnie problem z wprowadzeniem piłki. Trzeci podwójny błąd sprawił, że Sabalenka wyrównała na 1:1. A dwie kolejne takie pomyłki miały miejsce w następnych jej gemach.

Aryna Sabalenka, Rzym 2026FILIPPO MONTEFORTEAFP
Tak jak się można było spodziewać, dwie znakomite zawodniczki potrafiły stworzyć dobre widowisko. A największy tenisowy stadion na Foro Italico niemal się wypełnił, choć przecież na wcześniejszych meczach kobiecych były tu pustki. Był więc „tweener” Aryny, czyli uderzenie tyłem do kortu, między nogami, gdy ratowała się po ataku rywalki. I dała radę przebić piłkę, choć Barbora czekała już z odpowiedzią. I było wreszcie drugie przełamanie na korzyść Białorusinki, na 4:2, dające jej już względny spokój w tym secie.
Aryna zachowywała czujność, miała świadomość, że jej rywalka potrafi „wyczarować” coś nieszablonowego.
Mimo coraz większej przewagi światowej „1”, był to niezły mecz. Sabalenka w pierwszej partii popełniła pięć niewymuszonych błędów, miała za to aż 14 wygrywających ataków. Krejcikova skończyła na minusie – 6/8, ale gdyby wyrzucić te pięć wpadek przy serwisie, byłoby inaczej. Niemniej po 37 minutach było aż 6:2 dla Aryny.

Barbora Krejcikova w meczu z Aryną SabalenkąFILIPPO MONTEFORTEAFP
Drugi set tak naprawdę niewiele się różnił – z jednym drobnym wyjątkiem. To Barbora miała znów szansę na przełamanie rywalki, tym razem na 2:1, choć wcześniej sama się przed takim wybroniła. Tym razem nie dała rady. Albo inaczej – Aryna nie pozwoliła. Świetne serwisy sprawiły, że liderka rankingu objęła prowadzenie. A za moment sama wywalczyła breaka, potężnymi uderzeniami, w swoim stylu. Gdy zaś po następnym serwisowym popisie turniejowej „1” było już 4:1, chyba wszyscy mieli świadomość, że ten mecz dobiega końca.
Czeszka walczyła, ambicji nie można jej odmówić. Miała nawet break point na 3:4, zdołała przerzucić na drugą stronę piłkę po pierwszym serwisie Aryny. A jednak forhend Białorusinki wrócił z taką mocą, że Barbora nawet się nie ruszyła. Po kolejnych dwóch akcjach zrobiło się zaś 2:5, gema zakończył piękny krosowy bekhend Sabalenki.
Liderka rankingu wygrała to spotkanie po 84 minutach 6:2, 6:3. I w sobotę zagra o 1/8 finału z Soraną Cirsteą.
- Szaleństwo w Rzymie. Dziewięć meczboli w meczu Rosjanki. Mistrzyni Wielkiego Szlema na kolanach
- 2:6 na starcie, lekarz na korcie. I jeszcze kłótnia z arbitrem. Show Ostapenko na Pietrangeli

Aryna SabalenkaChristopher PikeAFP

Barbora KrejcikovaMatthew StockmanAFP
Roberto Bautista Agut – Francesco Maestrelli. Skrót meczu. WIDEOPolsat SportPolsat Sport
Masz sugestie, uwagi albo widzisz błąd? Napisz do nas
