Wybrzeże Amalfi w Kampanii to region wpisany na listę UNESCO, który cieszy się dużą popularnością zarówno wśród włoskich turystów, jak i wśród obcokrajowców. Do najchętniej odwiedzanych miast na tym obszarze należą m.in. Amalfi i Positano. Od czerwca do września obie miejscowości przeżywają istne oblężenie. Podobnie sytuacja wygląda na pobliskich wyspach Zatoki Neopolitańskiej – Capri, Ischii, Procidzie.
Chaos na Capri i Ischii. Włosi musieli nocować w Neapolu
W tym roku w kurortach Kampanii tłoczno zrobiło się miesiąc wcześniej. Możliwe, że przyczyniła się do tego wojna na Bliskim Wschodzie – Włochy były wskazywane, jako kierunek, który najwięcej „skorzysta” na konflikcie pod względem ruchu turystycznego.
Jak opisuje lokalny portal z Kampanii Stylo 24, problemy zaczęły się jeszcze przed majówką. Zmotoryzowani mieszkańcy wysp, którzy chcieli dostać się z Neapolu do domu, musieli czekać w kilkugodzinnych kolejkach do przeprawy promowej. Ci, którzy nie wykupili biletów wcześniej, byli odprawiani z kwitkiem z powodu braku miejsc. W nieco lepszej sytuacji były osoby, które wracały bez samochodu – bilety na prom były dostępne, ale ich ceny poszybowały do góry. „Wielu mieszkańców wysp musiało nocować w Neapolu i udało im się wrócić dopiero w piątek rano” – informuje serwis.
- Przymrozki zniszczyły uprawy. Klęska, jakiej sadownicy nie widzieli od dekad
- Tyle zarabia się w Polsce. GUS ujawnił nowe dane o wypłatach Polaków
Na Ischię w majówkę przyjechało 30 tys. turystów, a na Capri 15 tys. Wśród przyjezdnych znaleźli się mieszkańcy Kampanii, zorganizowane wycieczki oraz pasażerowie statków wycieczkowych.
Były burmistrz Praiano domaga się zakazu schodzenia na ląd dla pasażerów wycieczkowców
Na Capri tłumy były tak duże, że burmistrz Paolo Falco musiał wysłać wolontariuszy ze Służby Ochrony Ludności, aby koordynowali ruchem między portem a centrum miasta.
Zalew turystów dał się we znaki także mieszkańcom Amalfi, Positano oraz Praiano. Salvatore Gagliano były burmistrz tego ostatniego miasta, a zarazem właściciel pięciogwiazdkowego hotelu w rozmowie z brytyjskim „The Daily Telegraph” przekonywał, że jednodniowi turyści niszczą ekskluzywny wizerunek wybrzeża. Biznesmen żalił się, że tacy przyjezdni wydają mało pieniędzy i interesują się wyłącznie tanimi pamiątkami.
Mówił również, że przez tłok na uliczkach goście, którzy zatrzymali się w jego hotelu, nie chcą z niego wychodzić. „Potrzebujemy przepisów, które zabronią pasażerom statków schodzenia na ląd” – podkreślał w rozmowie z gazetą Gagliano.
Tymczasem burmistrz Amalfi Daniele Milano w poście na Facebooku, w którym odniósł się do „majówkowo chaosu” przyznał, że „obywatele i przedsiębiorcy mają prawo być zaniepokojeni”. „Właśnie dlatego należy wzmocnić procesy, w ramach których domagamy się specjalnych przepisów regulujących te zjawiska, które mają wpływ na turystykę praktycznie we wszystkich najpopularniejszych miejscowościach” – napisał samorządowiec.
Bosacki w „Graffiti” broni SAFE: To jest świetny programPolsat News