Poprzednią pożyczkę w wysokości 5,9 mln zł Jarosław Królewski częściowo umorzył (2,9 mln), a częściowo przekonwertował na akcje o wartości nominalnej 100 zł każda. Wiemy, jak sytuacja ma wyglądać tym razem.

Dzięki zastrzykowi gotówki zaległości, jakie istniały wobec piłkarzy, trenerów i pracowników klubu zostały niemal w całości spłacone. Niemal, bowiem kapitanowie drużyny — Alan Uryga i Angel Rodado, zgodnie z wynegocjowanym przed sezonem porozumieniem, otrzymali teraz część (choć wcale niemałą) z należnych im pieniędzy. Ten ruch bardzo pozytywnie wpłynął na nastroje w klubie.

Z dalszej części tekstu dowiesz się co oznacza ruch Królewskiego w kwestii ewentualnego wejścia Wojciecha Kwietnia do Wisły, kto pracuje nad transferami do „Białej Gwiazdy” i jakie pozycje są priorytetowe.

Większościowy akcjonariusz przygotował w ten sposób grunt pod rozmowy z inwestorami, do których ma dojść po zakończeniu sezonu. Dzięki dofinansowaniu wzmocnił swoją wiarygodność jako właściciela wypłacalnego i z tego względu rozważane wejście do klubu Wojciecha Kwietnia przestało być postrzegane jako konieczność. Pojawia się nawet coraz więcej głosów, by tego scenariusza nie realizować.

Wieczysta już sponsora nie bawi

— Zwiększam swoje zaangażowanie w Wisłę, bo po prostu ten projekt się świetnie rozwija. Nie ma tu wielkiej filozofii — kosztowało to wiele pracy i przejście trudnych momentów, ale uważam, że jesteśmy na dobrej drodze do realizacji kolejnych ciekawych wyzwań — wyjaśnia Królewski.

Tymczasem sponsor Wieczystej stanął na rozdrożu i wciąż trzyma swoich piłkarzy w niepewności. Pytanie, po co miałby nadal brnąć w wielki projekt, który z uwagi na brak infrastruktury i bazy kibicowskiej nigdy nie miał przed sobą przyszłości, staje się coraz bardziej zasadne. Sam Kwiecień ma coraz większe wątpliwości, podobnie jak wiceprezes klubu Sławomir Peszko, który przekazuje drużynie hiobowe wieści.

Na razie zawodnicy Kazimierza Moskala reagują na sprzeczne doniesienia walecznością na boisku. Udział w barażach o Ekstraklasę już sobie de facto zapewnili, a w interesie tych, którzy mają w umowach zapisane premie za awans, jest walka do końca, bez względu na to, co się stanie z klubem po sezonie.

Piłkarze Wieczystej Kraków łapią się za głowy, bo nie wiedzą, co ich czekaRadoslaw Makuch / PressFocus /NEWSPIX.PL / newspix.pl

Piłkarze Wieczystej Kraków łapią się za głowy, bo nie wiedzą, co ich czeka

Wysokie notowania Vullneta Bashy

Przed rokiem to Królewski zabiegał o ściągnięcie Kwietnia do Wisły, dziś role się odwróciły. Właściciel Białej Gwiazdy wysyła coraz więcej sygnałów, że nadal wolałby prowadzić klub wyłącznie na własnych zasadach. Teraz, gdy po czterech latach drużyna wreszcie wraca do Ekstraklasy, chciałby się nacieszyć sukcesem i zobaczyć, jak bardzo wiślacki biznes może wzlecieć. Rosnące zainteresowanie sponsorów zmienia jego optykę (na pytanie o Red Bulla odpowiada „pomidor”) i pozwala mu na większą swobodę w układaniu budżetu na przyszły sezon.

W pionie sportowym nadal ma go realizować dyrektor Vullnet Basha, a nie Peszko. O Albańczyku ze szwajcarskim paszportem w samych superlatywach wypowiada się także Kwiecień, licząc na owocną współpracę. Wejście zamożnego akcjonariusza, który szasta pieniędzmi, oznaczałoby jednak rewolucję, tymczasem prezes Wisły skłania się ku wzrostowi ewolucyjnemu.

Basha pracuje więc nad transferami, zakładając brak wzmocnień z Wieczystej, w której zarobki piłkarzy są horrendalne, i obracając się w ramach finansowych ściśle nakreślonych przez Królewskiego. Oznacza to utrzymanie trzonu zespołu, który wywalczył awans i punktowe wzmocnienie na newralgicznych pozycjach. Chodzi głównie o bramkarza i stopera, ale także środkowego napastnika, gdyż Angel Rodado przeszedł operację barku i proces przywracania go do pełnej dyspozycji może się przeciągnąć do jesieni.

Dyrektor sportowy Wisły Kraków Vullnet Basha i napastnik Angel RodadoICHAL TRZPIS/400MM.PL/NEWSPIX.PL / newspix.pl

Dyrektor sportowy Wisły Kraków Vullnet Basha i napastnik Angel Rodado

Frekwencyjne szaleństwo w Krakowie

Powiedzieć, że w Krakowie zapanowała moda na Wisłę, to nic nie powiedzieć. Jeszcze zanim Biała Gwiazda wygrała niedzielny mecz ze Stalą Rzeszów (2:1), który de facto pozbawił złudzeń trzecią w tabeli Wieczystą na dogonienie lokalnego rywala, wszystkie bilety na mecz z Pogonią Siedlce zostały wyprzedane. Tak, to nie błąd. Mowa o spotkaniu zaplanowanym na… 24 maja, po którym odbędzie się wielka feta na Rynku Głównym. Tak jak przed dwoma laty, gdy Wisła świętowała zdobycie Pucharu Polski, tak i teraz drużyna będzie bawić się, prezentując się fanom z tarasu Sukiennic. Być może tego dnia w Krakowie pojawi się także mniejszościowy akcjonariusz Peter Moore, który podczas ostatniego pobytu zapowiedział, że przyleci do Polski jeszcze przed lipcowym meczem z walijskim Wrexham, organizowanym w ramach obchodów jubileuszu 120-lecia istnienia klubu.

Pod Wawelem wszyscy już żyją Ekstraklasą, ale przecież wyścig w I lidze się nie skończył. Królewski postawił ekipie Mariusza Jopa zadanie utrzymania pierwszego miejsca w tabeli, a klub w oficjalnym przekazie nazywa nadchodzące mecze „trzema finałami”. Z tego względu rozmowy na temat nowego kontraktu trenera, który wygasa z końcem sezonu, mają się rozpocząć dopiero po uzyskaniu satysfakcjonującego wyniku.

Na piątkowym (8 maja) spotkaniu I ligi z Chrobrym frekwencja przekroczy 30 tys. osób, bo każdy emocjonalnie związany z Wisłą chce być świadkiem postawienia pieczęci na awansie i wziąć udział we wspólnym świętowaniu sukcesu na trybunach. Przy takim obłożeniu stadionu, które wiosną stało się niemal normą, przychód z biletów wynosi ponad milion złotych brutto. I pomyśleć, że przed startem sezonu klub w prognozie licencyjnej zakładał średnią frekwencję na poziomie 17 tysięcy widzów…

To wszystko sprawia, że najbliższa przyszłość Białej Gwiazdy — zarówno sportowa, jak i finansowa — jawi się w jasnych barwach.