Przypadek? Nie sądzę. Jedna kwestia jest taka, że Mbappe i Vinicius Junior po prostu nie mogą grać razem w jednej drużynie. Nie chodzi tu tylko o ego obu gwiazd, ale także o zaangażowanie w defensywę i współpracę, która pomiędzy nimi po prostu nie istnieje. To w takim razie bez kogo wygląda to lepiej? Statystyki są nieubłagane dla Francuza i wydawało się, że problemy w klubie po prostu rozwiąże odejście jednego ze wspomnianych piłkarzy. Wydawało się, bo to tylko wierzchołek góry lodowej.

Co można zrobić dzień po drużynowej kolacji, na której pokazuje się zjednoczenie i zapowiada walkę o trofea? Antonio Ruediger uznał, że idealnym rozwiązaniem będzie uderzenie kolegi z drużyny. A inni zawodnicy po czasie poszli jego przykładem.

Jeszcze kilka dni temu rozwiązaniem problemów Realu Madryt miało być pozbycie się jednej z gwiazd i ewentualna wymiana trenera. A teraz aż trudno zliczyć kolejne skandale związane z Królewskimi. Sześciu piłkarzy, którzy w ogóle nie rozmawiają z Alvaro Arbeloą? Zawodnicy regularnie przekazujący zakulisowe informacje do dziennikarzy? To tylko te delikatniejsze sprawy.

W ostatnich dniach Aurelien Tchoumeni i Federico Valverde pokłócili się do tego stopnia, że na treningach postanowili wzajemnie się sobie „meldować”, czyli decydowali się na agresywne ataki na nogi drugiego piłkarza. Sytuacja, jakich tak naprawdę wiele w piłkarskich klubach, ale obaj poszli krok dalej. Pierwszego dnia konfliktu nie udało się wyjaśnić, więc drugiego… obserwowaliśmy powtórkę, a potem nokaut i rozbicie głowy Urugwajczyka.

A to, że jeden z kapitanów wypada z gry z niedzielnego El Clasico z Barceloną, to tak naprawdę żaden problem. Gdy w szatni dochodzi nie tylko do bójki, ale też do rzekomej awantury pomiędzy Mbappe a Viniciusem, wynik tego spotkania jest i tak z góry przesądzony. A to samo można już powiedzieć o mistrzowskiej rywalizacji w kolejnym sezonie. A powodów jest kilka.

W Madrycie muszą teraz rozwiązać wielki konflikt. Klub poinformował już, że przygląda się sprawie, ale trudno ocenić, w jaki sposób zostaną ukarani piłkarze. Tak naprawdę Królewskim zależy na tym, by załagodzić sytuację. No bo przecież nie będą chcieli stracić ani niezwykle uniwersalnego, oddanego klubowi Urugwajczyka, ani jednego z najlepszych defensywnych pomocników na świecie. Tym bardziej że na tej pozycji po prostu nie ma zbyt wielu dobrych opcji.

W takim razie co dalej? Coraz więcej wskazuje na to, że sprawa może zostać zamieciona pod dywan. A to mogłoby być najgorsze rozwiązanie. Kolejne zmiany trenerów, piłkarze, którzy nie zamierzają dostosowywać się do ich poleceń, a do tego niezwykle napięta atmosfera w szatni? Przecież bez wielkich czystek i rewolucji w tym klubie nic nie ma prawa działać na dłuższą metę. A sprawy nie rozwiąże nawet trener z mocnym charakterem, czyli Jose Mourinho.

Po informacjach o bójce, o odwiezieniu Federico Valverde do szpitala i wielkiej kłótni innych gwiazd wydawało mi się, że gorsze i bardziej żenujące informacje z obozu Królewskich nie wypłyną na światło dzienne. A przynajmniej nie od razu. Urugwajczyk postanowił jednak pójść jeszcze krok dalej. Jak wytłumaczył stratę przytomności i ranę na głowie? Oddaję głos kapitanowi.

„Podczas dyskusji przypadkowo uderzyłem w stół, robiąc sobie małe rozcięcie na czole, które wymagało rutynowej wizyty w szpitalu” — napisał Valverde w oświadczeniu, a ja zastanawiam się tylko, czy 27-latek naprawdę był w stanie zapoznać się z filmami Stanisława Barei?

„I nie jest prawdą, że nad łóżkami dach przeciekał! Szczególnie że prawie nie padało!” — usłyszeliśmy w filmie „Miś”, a teraz mamy powtórkę z rozrywki. Śmieją się wszyscy, tylko nie kibice Realu.