Do niedawna wydawało się, że partia Donalda Tuska chce budować swój wizerunek jako ugrupowania progresywnego obyczajowo. Tymczasem w koalicji brakowało zgody nawet w sprawie związków partnerskich. Książka Karoliny Olejak dobrze pokazuje, dlaczego w wielu obszarach Donald Tusk prowadzi dziś politykę „PiS bez PiS-u”.

Tekst został pierwotnie opublikowany w obszerniejszej wersji na łamach „Gościa Niedzielnego”. Dziękujemy redakcji za możliwość przedruku!

Książka Karoliny Olejak Nienawidzę ich. Co Polacy mówią na terapiach. Reportaż z podzielonego kraju to rzadki przykład literatury politycznej, która odsłania przed czytelnikiem dotąd słabo opisany obraz polskiego społeczeństwa.

Autorka, szefowa newsroomu Polsat News, od dekady związana ze środowiskiem Klubu Jagiellońskiego, przeprowadziła kilkadziesiąt rozmów z wyborcami najważniejszych polskich partii, by przyjrzeć się źródłom polaryzacji.

Wybrała przy tym specyficzną metodę: nie pyta wprost o poglądy polityczne, lecz o ich źródła oraz napięcia, jakie rodzą się w zderzeniu z codziennym doświadczeniem.

Trudna codzienność liberała

Kasia ma 32 lata i pracuje w branży IT, deklaruje lewicowe poglądy. W czasie kryzysu na granicy z Białorusią angażowała się w pomoc uchodźcom, nienawidziła PiS-u i Konfederacji. Tymczasowo mieszka w prestiżowym mieszkaniu w centrum Warszawy , które pomaga sprzedać. Pewnego dnia pojawia się około 30-letnia Ukrainka – zdecydowana i gotowa zapłacić gotówką. Kasia odmawia.

Jak przyznaje: „Myślałam o tym długo. Pomaganie uchodźcom było miłe, gdy chodziło o osoby niemające nic, całkowicie zdane na moją łaskę. Wiem, że to źle brzmi, ale czułam się dzięki temu bohaterką”.

Ala od dwóch lat korzysta z Tindera i deklaruje się jako feministka. Przez kilka miesięcy spotykała się z Krzyśkiem, który w chwilach napięcia porównywał ją do swojej byłej partnerki z Ukrainy, która mniejsze znaczenie przywiązyła do kariery, a większe do dbania o dom.

Ala narzeka na młodych mężczyzn. Czuje konkurencję. Irytuje ją, że „część tych Ukrainek się panoszy”, przyznaje też, że „to naturalne, że Polki mają ich dość”.

Tolerancja, otwartość i wrażliwość były stosunkowo łatwe, miały charakter akcyjny. Codzienne i długotrwale doświadczenie życia z obcokrajowcami okazuje się jednak czymś innym. 

W tym sensie pęka mit liberalnej Polski jako bardziej otwartej i wyrozumiałej. Liberałów miało do takich postaw skłaniać także doświadczenie – częstsze kontakty z Zachodem, wyjazdy zawodowe i biznesowe. Rzeczywistość zweryfikowała część progresywnych deklaracji.

Wojna w Ukrainie i kryzys migracyjny uruchomiły lęki o bezpieczeństwo – obecne nie tylko wśród wyborców prawicy, lecz także lewicy i Koalicji Obywatelskiej.

Cynizm poprawności

To, że o tych lękach rzadko słyszymy publicznie, jest w dużej mierze efektem poprawności politycznej. Liberałowie zazdroszczą prawicy, że może mówić o swoich obawach wprost.

Pod wpływem sytuacji międzynarodowej debata publiczna wyraźnie przesunęła się na prawo. Także liberałowie w sprawach światopoglądowych mówią ostrożniej niż jeszcze kilka lat temu. W wielu z tych kwestii rządzący przejmują dziś część agendy prawicy, pozostając jednak mniej wiarygodni.

Jeszcze w styczniu 2025 r. aż 88% respondentów popierało rozwiązanie, by świadczenie 800+ przysługiwało jedynie tym Ukraińcom, którzy pracują i płacą podatki w Polsce. Jako pierwszy politycznie wykorzystał ten wątek Rafał Trzaskowski. Obciążony jednak wizerunkiem liberalnego „pięknoducha” nie brzmiał w tej sprawie w pełni wiarygodnie.

Do niedawna wydawało się, że partia Donalda Tuska chce budować swój wizerunek jako ugrupowania progresywnego obyczajowo. Tymczasem w koalicji brakowało zgody nawet w sprawie związków partnerskich. Po wypracowaniu kompromisu rządowego projekt utkwił w zamrażarce sejmowej. 

Nie wynika to wyłącznie z politycznego cynizmu Donalda Tuska, który rozgrywa koalicjantów, ale także z dostosowania się do cichych zmian światopoglądowych wśród własnych wyborców. Ulegli oni zmianom i stali się bardziej konserwatywni, choć rzadko mówią o tym wprost.

Poglądy na pokaz

Dlaczego liberalni i lewicowi wyborcy boją się przyznać, że zmieniają zdanie w kwestii imigracji i światopoglądu? Karolina Olejak przekonuje, że poglądy otwarte, tolerancyjne i „europejskie” bywają dla części progresywnych wyborców źródłem poczucia moralnej wyższości.

W rozdziale „Liberałowie się boją” poznajemy historię 25-letniego mężczyżny o skłonnościach homoseksualnych, syna warszawskiej, zamożnej rodziny prawniczej. Mimo to informacja o jego relacji homoseksualnej nie spotyka się z ich akceptacją.

Zapytany, czy rodzice mają liberalne poglądy, 25-latek odpowiada: „Tak wypada, więc mają. Jak przychodzą znajomi, słyszałem, jak nieraz szczują na tych prostaków z prawicy”. 

W pewnych środowiskach po prostu wypada mieć określone poglądy – kiwać głową na przekaz dnia Donalda Tuska i wściekać się na polski ciemnogród. Liberałowie często postrzegają siebie jako elitę. Ich polityczne sympatie mają nierzadko charakter bardziej estetyczny niż racjonalny.

Kajdany liberalnego języka

Jednocześnie język poprawności politycznej ogranicza swobodę wypowiedzi i przesuwa uwagę z problemów większości na wrażliwość mniejszości. W pewnym liceum wybuchło poruszenie. Warsztaty zaczęła prowadzić organizacja zajmująca się promocją tolerancji i równego traktowania.

Część rodziców uznała po zapoznaniu się z treściami zajęć, że młodzież jest na nich deprawowana. Zwrócili się w tej sprawie do radnego Prawa i Sprawiedliwości. Radny zebrał materiały i przedstawił na sesji rady miasta treści, które – jego zdaniem – były tam wykładane. Rozpoczęła się dyskusja, która – co zaskakujące – miała momentami merytoryczny charakter.

Radni Koalicji Obywatelskiej opowiedzieli się za usunięciem z zajęć treści dotyczących transpłciowości, natomiast radni PiS zgodzili się, by organizacja mogła mówić o homoseksualności.

Ustalono, że przedstawiciel PiS, który podniósł sprawę, przedstawi rodzicom ustalenia kompromisu. Zamiast tego podczas spotkania z nimi rozpoczął od ostrej krytyki, twierdząc, że Barbara Nowacka „wprowadza do polskich szkół zło, deprawację i moralną zgniliznę”. Autorka książki pyta przedstawiciela Koalicji Obywatelskiej, jak odebrał to wystąpienie i czy czuł się nim oszukany.

„Skąd! […] Chciałbym mieć tyle bezczelności. My, liberałowie, zawsze musimy się krygować – zaraz pojawi się ktoś, kto poczuje się urażony albo wykluczony” – stwierdził. 

Przykład ten pokazuje, że choć realne różnice światopoglądowe nie zawsze są tak duże, jak się wydaje, to jednocześnie obie strony są silnie uwikłane w partyjne narracje. O ile wyborcy prawicy również mierzą się z własnymi napięciami i kompleksami, o tyle wydaje się, że większy dysonans poznawczy dotyczy wyborców progresywnych.

Książka Karoliny Olejak dobrze pokazuje, dlaczego w wielu obszarach Donald Tusk prowadzi dziś politykę „PiS bez PiS-u”.