To, co wydarzyło się w jednym z domów pod Warszawą, na razie jest jedną wielką zagadką. Śledczy cały czas pracują nad tym, aby dowiedzieć się, dlaczego mężczyzna zabił swoją byłą partnerkę, a potem sam odebrał sobie życie.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
Wszystko wydarzyło się 7 maja po południu. Do Centrum Powiadamiania Ratunkowego wpłynęło zgłoszenie o zagrożeniu życia w Raszynie. Na miejsce natychmiast wysłano policyjny patrol. Gdy funkcjonariusze dotarli na miejsce, na posesji zastali dwójkę dzieci, a po wejściu do domu ciało kobiety. Szybko ustalono, kim jest zabójca. W całym regionie rozpoczęła się policyjna obława za sprawcą. Do akcji włączyli się policjanci z Komendy Stołecznej Policji, Oddział Prewencji oraz funkcjonariusze Samodzielnego Pododdziału Kontrterrorystycznego Policji w Warszawie. Po intensywnych poszukiwaniach ciało mężczyzny odnaleziono na cmentarzu w Prażmowie.
Znęcał się nad Anną, a potem ją zastrzelił. Chciała rozwodu
W czwartek 67-latek, z którym Anna już nie mieszkała, przyjechał do jej domu. Poprosił, żeby udała się z nim do jednego z pomieszczeń, aby dzieci nie słyszały, o czym będą rozmawiać. Chwilę później wyciągnął broń, wycelował w jej głowę i oddał strzał. Anna padła bezwładnie na podłogę. Po wszystkim wyszedł bez słowa, wsiadł do samochodu i odjechał.
11-letni Albert, gdy zobaczył, co się stało, zadzwonił na numer alarmowy 112 i wezwał na miejsce służby. Policjanci błyskawicznie pojawili się pod wskazanym adresem. Na posesji zastali dwójkę małych dzieci, a w środku domu ciało ich mamy. Szybko ustalono, kim jest sprawca zabójstwa. Rozpoczęto za nim szeroko zakrojoną obławę. W akcję zaangażowano policjantów stołecznej komendy, oddziały prewencji oraz kontrterrorystów. Kiedy funkcjonariusze intensywnie przeczesywali region, zabójca udał się na cmentarz w Prażmowie i tam strzelił sobie w głowę. Gdy policjanci odnaleźli jego ciało, leżało ono pod drzewem w pobliżu grobów.
Nieoficjalnie wiemy, że mężczyzna już wcześniej miał stosować przemoc wobec Anny. To dlatego nie mieszkali razem, a kobieta chciała się z nim rozwieść.
Sąsiedzi w szoku po zabójstwie
Sąsiedzi wciąż nie mogą uwierzyć w to, co się wydarzyło. — Normalni zwyczajni ludzie. Co mu odbiło, tego nie wiem — mówi jeden z sąsiadów.
Bogusław i Anna żyli razem od wielu lat. Doczekali się dwójki dzieci: syna Alberta i córki Marysi. Jak nieoficjalnie dowiedział się reporter „Faktu”, poznali się w Wietnamie. Początki ich związku wyglądały dobrze — dom, dzieci i plany na przyszłość. Po przyjeździe do Polski ich relacja zaczęła się psuć. Mężczyzna miał być agresywny i stosować wobec żony przemoc.
Para rozstała się i nie mieszkała razem, choć utrzymywali kontakt ze względu na dzieci. Sprawowali też nad nimi opiekę naprzemienną, dlatego też mężczyzna pojawiał się często w domu Anny. Nieoficjalnie wiemy, że od jakiegoś czasu kobieta starała się o rozwód. Dzieci posiadają obywatelstwo polskie i obecnie znajdują się pod opieką specjalistów.
Najbliżsi Anny po tym, co się stało nie mogą się otrząsnąć. Msza w intencji zmarłej ma odbyć się w piątek, 8 maja, o godz. 17.00 w kościele św. Kostki w Mrokowie.
Zbrodnia na Mazowszu. Nie żyje kobieta, mężczyzna znaleziony na cmentarzu
„Łomiarz” znów budzi strach. Sąsiedzi Henryka R. przerwali milczenie
Dwaj bracia z Żoliborza nie żyją. Sąsiedzi mówią o niepokojącym zapachu
/8

Archiwum prywatne
Anna była zaradną kobietą i dbała o dzieci.
/8

Damian Ryndak / –
Do tragedii doszło w czwartek po południu w Raszynie.