WELT: Czy jesteś gotowa na kolejny wyjazd kamperem?

Bettina Tietjen: Już wszystko jest zaplanowane! Najpierw wyciągamy naszego kampera ze stodoły, to zawsze ekscytujący moment.

Czy po zimowej przerwie wszystko nadal działa?

Odpukać, nasz Fiat Ducato jest niezawodny i w świetnej kondycji, ale ma już na liczniku pewnie z 360 tysięcy kilometrów. Mój mąż sam przerobił to auto dostawcze jakieś 27 lat temu: wyposażył je we wszystko, co potrzebne w trasie. Jest składana kanapa, mała lodówka, zlew, dwupalnikowa kuchenka do awaryjnego gotowania w środku, markiza zewnętrzna i nawet uchwyt na mój hamak. Samochód nie ma wprawdzie imienia, ale bardzo go kochamy! Jego poprzednikiem był VW, z którym trudno było się pożegnać.

Czyli lubicie mieć wokół siebie znaną przestrzeń?

Myślę, że to też kwestia pięknych wspomnień. To tutaj kiedyś spały nasze dzieci i działy się inne miłe rzeczy. To zapewne taki kawałek domowej atmosfery w drodze. Wiadomo, gdzie co jest — gdzie schowane są kable, zapasy, naczynia — wszystko ma swoje miejsce. To nasze mobilne mieszkanie. I do tego zaliczał sie też mój praktyczny ekspres do kawy!

Bettina Tietjen w swoim przerobionym Fiacie Ducato z przebiegiem 360 000 kilometrów – nad Morzem Śródziemnym

Bettina Tietjen w swoim przerobionym Fiacie Ducato z przebiegiem 360 000 kilometrów – nad Morzem ŚródziemnymWelt

Co się z nim stało?

Zepsuł się, nie znalazłam jeszcze zastępstwa — po prostu już ich nie produkują. Wspaniale wieszało się go na ścianie, nie zajmował miejsca, wkładało się kapsułkę, wlewało trochę wody, podstawiało specjalną filiżankę, wciskało przycisk — i już można było pić kawę na słońcu. Teraz musimy wymyślić jakąś alternatywę. Albo wrócić do klasycznej Bialetti, ale taki zaparzacz do espresso jest bardziej kłopotliwy.

Dokąd tym razem się wybieracie?

Chcemy na dłużej pojechać do Francji, na Zielone Świątki jesteśmy zaproszeni na wesele.

Rezerwujesz miejsca z wyprzedzeniem?

Spontaniczność jest najpiękniejsza. Niestety, to się trochę zmieniło. Dziś wszystko zależy od tego, jak dobrze radzi sobie człowiek z improwizacją. Najczęściej teraz szukam miejsc dopiero w trasie, sprawdzam, czy są wolne miejsca i rezerwuję nocleg online. To mniej stresujące niż szukanie czegoś na ostatnią chwilę. Ten sposób świetnie sprawdził się w Toskanii, nad Lago Maggiore czy w Prowansji.

Czyli to takie pół-spontaniczne wyjazdy?

Są miejsca, jak na Lazurowym Wybrzeżu, gdzie dziś nawet jesienią trzeba rezerwować miejsce rok wcześniej, jeśli chce się stanąć w pierwszym rzędzie. Czasem się na to decyduję, ale poza tym — nie. Często wolimy proste, spokojne kempingi, których testerzy kempingów nawet nie zauważają. Nie potrzebujemy animacji, sklepiku, zjeżdżalni ani nikogo, kto będzie nam śpiewał drugorzędne piosenki. Najważniejsze są sanitariaty — czy wszystko jest tam w porządku. Czytam sporo recenzji i wszędzie to kwestia numer jeden. Czy na podłodze leżą włosy, czy w prysznicu jest pleśń… Szczerze mówiąc, ja na to w ogóle nie zwracam uwagi: klapki na nogi, ręcznik do suszenia i tyle. Nie można być takim pedantem i przesadnie dbać o czystość. Ja patrzę na zupełnie inne rzeczy.

Na jakie?

Liczy się dla mnie piękny widok i duże drzewa, na których można zawiesić hamak. I jeśli się da — brak wydzielonych parceli. To nam najbardziej odpowiada: swoboda i prostota.

Czyli bez przedsionka?

Niepotrzebny nam. Zawsze zauważam, że osoby z najnowszym i najliczniejszym sprzętem kempingowym to często te, które dopiero zaczynają przygodę z kempingiem. Wszystko mają idealnie. Składane garnki — ale nie mają sznurka do prania. Brak czołówki, gdy trzeba wyjść nocą, za to lampki choinkowe migają…

Ta działka najwyraźniej nie nadawała się na hamak… Następnego dnia Bettina Tietjen znów była w drodze

Ta działka najwyraźniej nie nadawała się na hamak… Następnego dnia Bettina Tietjen znów była w drodzeWelt

Jak wygląda więc twoje stanowisko na kempingu?

Tylko dwa składane krzesła, składany stolik, mały grill i hamak. Przed drzwiami leży mata plażowa. To jest właśnie świetne na kempingu: rzeczy, których już nie potrzebujemy i nie chcemy ze sobą zabierać, zostawiamy przy śmietniku. To stary trik. Dzięki temu raz wyciągnęliśmy sobie parasol na kilka dni, innym razem matę przed auto — bo naprawdę nie ma znaczenia, czy ktoś już na niej stał. To bardzo praktyczne!

Bez czego nie wyobrażasz sobie kempingu?

Leatherman, czyli wielofunkcyjne narzędzie. Czołówka. Moskitiera na drzwiach przesuwnych. I miotła z wikliny, taka staromodna, do zamiatania mrówek i piasku.

Kto zamiata?

Mój mąż! Sprawia mu to przyjemność.

Macie ustalony podział obowiązków?

Oczywiście! Każde z nas od razu wie, co trzeba zrobić. Moim zdaniem na kempingu wciąż panują archaiczne zasady. Wiem, że dostawałam już wiadomości od kobiet, które uważają inaczej, że robią to samo, co mężczyźni. Ale u nas jest tak — dla wygody. Na przykład przy przyjeździe: on zdejmuje rowery elektryczne, wyjmuje rzeczy z boksu dachowego, podłącza prąd. Ja rozstawiam meble, rozwieszam hamak. I jeszcze sprawa toalety: w 90 proc. przypadków to mężczyźni ciągną małą toaletę na kółkach przez kemping. Ja na kempingu nie muszę się emancypować — mam na to mnóstwo innych okazji w życiu. Wolę iść zmywać naczynia. Wspólne zmywalnie to miejsce spotkań. Stoi się obok innych, rozmawia — to jest właśnie klimat kampingu!

Masz jakieś rytuały kempingowe?

Bardzo lubię obserwować ludzi i patrzeć, co robią. Przykład: para z naprzeciwka z trzema dalmatyńczykami, to było w zeszłym roku we Francji. Wyprowadzali psy. I słyszę, jak mężczyzna mówi do żony: — Ta kupka nie jest od naszych, jest całkiem zimna. — A żona cały czas do psów: — Chodźcie do mamy! Chodźcie do mamy! — To było przezabawne.

Czy sąsiedzi nie wchodzą czasem zbyt blisko na głowę?

Większość to naprawdę w porządku ludzie, wyluzowani i życzliwi. Każdy daje innym spokój, jest uprzejmy, ale bez narzucania się. A jak obok stoją tacy, o których myślisz: o nie, tylko awantury i krzyki, to po prostu jedziemy dalej. Na kempingu dużo łatwiej zmienić miejsce niż w hotelu. I tak zostajemy w jednym miejscu najwyżej kilka nocy.

Jakie są twoje ulubione kierunki?

Korsyka! Cudowna, różnorodna i piękna wyspa. Odkryliśmy ją prawie 30 lat temu. Idealna do kempingowania, bo prawie nie jest zabudowana. To się właściwie nie zmieniło. Korsykanie nie są zbyt przyjaźni dla turystów i nie chcą wielu hoteli. Kempingi mają tam fantastyczne położenie. Jeździmy tam co kilka lat, żeby się nie znudziła. Czasem Francja, czasem północna Hiszpania, Chorwacja — tyle, ile da się objechać w cztery tygodnie pod rząd. Bo inaczej to tylko siedzi się w aucie. Ale mamy postanowienie, że jak już nie będę pracować, wybierzemy się na kilka miesięcy pod rząd. Wtedy pojedziemy kamperem do Portugalii albo do Grecji.

A Skandynawia?

Norwegia wydaje nam się ciekawa, ale pogoda jest tam nieprzewidywalna. Siedzieć tygodniami w deszczu i co wieczór odpalać grzejnik w aucie… Nie brzmi to zachęcająco. Kemping to dla mnie głównie lato. Ważne, by być na zewnątrz, w klapkach, a nie w puchowej kurtce.

Czy kempingujecie też na innych kontynentach?

W 2019 r. byliśmy w Australii. To było ponad 5 000 km wzdłuż wschodniego wybrzeża. Najmocniejsze przeżycie z dziką przyrodą: siedzimy sobie w ciepłą letnią noc romantycznie pod eukaliptusami, świeczka na stole kempingowym. Nagle czuję, że na moich stopach siada coś dużego i miękkiego. — Przesuń nogi — mówię do męża. — To nie ja! — odpowiada. Zaglądam pod stół, a tam naprawdę siedzą dwa oposy — mama i dziecko. Krzyknęłam jak opętana, zerwałam się z miejsca, tak się przestraszyłam. A te dwa urwisy? Wlazły na mój fotel, potem na stół, narobiły wszędzie i zjadły całą paczkę chipsów!

***

Wyjazd na kemping w wieku 18 lat przesądził o tym, że Bettina Tietjen do dziś nie wyobraża sobie nic zabawniejszego niż wakacje na kempingu. Urodzona w Wuppertalu, studiowała germanistykę, romanistykę i historię sztuki w Münster i Paryżu. Potem poznała Udo, inżyniera lotnictwa z Hamburga, entuzjastę kempingu. Od 35 lat wspólnie podróżują. Tietjen ma dwoje dorosłych dzieci, które — jakżeby inaczej — też uwielbiają kemping. Od 1993 r. prowadzi w telewizji NDR kilka talk-show, a od 2020 r. jeździ z gwiazdami w programie „Tietjen campt” na łono natury. Jest autorką kilku bestsellerowych książek.