Przez długie miesiące Legia Warszawa tańczyła nad przepaścią. Rundę jesienną stołeczna drużyna zakończyła w strefie spadkowej. Przyjście Marka Papszuna nie odmieniło natychmiastowo sytuacji drużyny, jednak na początku lutego rozpoczęła się seria 10 meczów bez porażki. Pomogła ona wydostać się spod kreski.

Zobacz wideo „Biała Gwiazda” potrzebuje prezesa Wieczystej?? Kosecki: Ekstraklasa musi mieć silną Wisłę!

Zeszłotygodniowy mecz z Widzewem Łódź znaczył wiele. Wygrany zdobywał bezcenne trzy punkty w walce o utrzymanie, przegrany ugrzązłby w strefie spadkowej na zaledwie trzy kolejki przed końcem sezonu. Spotkanie o tak wysokiej stawce nie przyniosło ciekawej gry, jednak emocje związane ze zdobyciem zwycięskiej bramki przez Rafała Adamskiego wynagrodziły warszawskim kibicom słaby poziom spotkania.

Marek Papszun celuje w Europę

Marek Papszun zaznacza jednak, że nie interesuje go „jedynie” utrzymanie. Choć szanse są niewielkie, Legia ma walczyć o europejskie puchary. – Od pierwszego mojego meczu i dopóki będą matematyczne szanse, chcę dogonić tę czołówkę. Nic się pod tym kątem nie zmieniło – powiedział szkoleniowiec Legii na konferencji prasowej przed meczem z Bruk-Betem.

Trener podkreśla jednak, że cele należy realizować krok po kroku. – Jeszcze nie zapewniliśmy sobie utrzymania. Tabela jest tak płaska, że możemy się utrzymać, a za chwilę patrzeć, żeby grać w pucharach. Czy starczy? Zobaczymy, bo muszą się też korzystnie złożyć wyniki innych meczów. Dzisiaj na pewno najważniejszy jest ten następny mecz, ale póki matematyka nas nie zabije, to będziemy patrzeć do góry. Stać nas na to, żeby jeszcze powalczyć – stwierdził.

2 procent szans, 98 procent wiary

Zdaniem analityka Piotra Klimka, nawet komplet zwycięstw Legii może nie wystarczyć do zajęcia miejsca premiowanego grą w europejskich pucharach w następnym sezonie. Z jego danych wynika, że podopieczni Marka Papszuna mają zaledwie 1,9 proc. szans na osiągnięcie tego celu. Straty poniesione na wcześniejszym etapie sezonu najpewniej okażą się zbyt znaczące. Piąty Raków Częstochowa ma sześć punktów przewagi, ale też jeden mecz do rozegrania więcej.

Zobacz też: Kwiecień oszukał kibiców Wieczystej? „Pierwszej miłości się nie zapomina”

Choć zeszłotygodniowa wygrana nad Widzewem znacząco poprawiła sytuację Wojskowych, podopieczni Marka Papszuna wciąż nie mogą być pewni utrzymania. Na trzy kolejki przed końcem sezonu mają cztery punkty przewagi nad Łodzianami. Być może po następnej kolejce Legia zapewni sobie uniknięcie spadku. 10 maja zmierzy się bowiem na wyjeździe ze zdegradowanym już Bruk-Betem Termalicą Nieciecza.