Uczestnicy konferencji, na której poinformowano o chęci współpracy ElectroMobility Poland z Foxconnem, podzielili się kolejnymi szczegółami kooperacji. Powstaną trzy modele samochodów, produkcja ma się rozpocząć dwa lata po wyborach parlamentarnych, w 2029 roku, my kupujemy technologię i ponosimy ryzyko biznesowe, a cała inicjatywa zostanie rozpoczęta od tak kluczowego zagadnienia, jak… zmiana nazwy. I to nie wróży dobrze.
Polski Samochód Elektryczny „Miś”
Skoro są pieniądze, to trzeba je wydać?
Jak wynika z relacji mediów, minister aktywów państwowych Wojciech Balczun zapowiedział, że niedługo zostanie ogłoszony konkurs na nową nazwę. Teoretycznie ma to sens, będzie można odciąć się od historycznego bagażu. W praktyce jest to działanie pozorowane, żeby wykazać, że „coś” się robi, żeby móc zwołać konferencję prasową, żeby móc rozdzielić parę złotych zaangażowanym firmom. ElectroMobility Poland zostało w grudniu 2025 roku dofinansowane kwotą 800 milionów złotych i pierwsze, co chce zrobić, to wydać pieniądze na inną nazwę.
To jakby przejąć Saaba, zmienić mu nazwę na NEVS i liczyć na to, że od teraz wszystko będzie lepiej.
Nadwozie marki Bria należącej do marki Foxtron (c) Foxtron / Foxconn
Rozumiemy, że proces tworzenia fabryk jest żmudny i nudny, że będzie długotrwały, że będzie celem ataków przeciwników politycznych, że może w rządzie objawi się kolejny paskudny szkodnik pokroju Zbigniewa Z., który będzie torpedował prace dla własnych celów – i zmiana nazwy nie przygotowuje do rozwiązania żadnego z tych problemów. A generuje wydatki. Marnuje pieniądze, których jest o dobre 4 miliardy za mało na wprowadzenie na rynek zapowiadanej liczby samochodów.
Dwa SUV-y, jeden hatchback, baterie LFP
ElectroMobility Poland ma zostać dofinansowane kwotą 4,5 miliarda złotych (~120 zł od każdego z nas), jednak żeby produkowane w Polsce auta nie zostały obłożone cłem, ich podzespoły muszą w 60-70 procent powstawać na terenie Europy (MAP mówi wprost o 70 proc.). EMP chce mieć pierwszy model w 2029 roku, dwa auta z nadwoziami typu SUV i jeden hatchback, wszystkie na wspólnej platformie. Zbudowanie fabryki i przygotowanie jej do wytwarzania aż trzech różnych samochodów to duży koszt. Większy niż 4,5 miliarda złotych.
Foxtron Model B, dziś: Bria. Dane techniczne samochodu
Ma być też polska fabryka baterii. Dla porównania: restrukturyzacja fabryki samochodów dostawczych Mercedesa pod Jaworem w taki sposób, by uruchomić tam fabrykę baterii, kosztowała 1,5 miliarda złotych. Owszem, część pieniędzy wydano na modernizację linii montażowych, ale w tym zakresie zmiany były stosunkowo małe, bo opierały się na istniejących rozwiązaniach. I nie mówimy tu o zakładzie wytwarzającym ogniwa, lecz jedynie o składającym gotowe pakiety z dostarczonych ogniw Li-ion. Nawiasem: Foxtron (spółka-córka Foxonna) specjalizuje się w pakietach LFP:
Polska bierze wszystko: koszty, ryzyka, problemy
ElectroMobility Poland będzie większościowym udziałowcem inicjatywy w Jaworznie. Bierzemy na siebie wszystkie ryzyka i ponosimy wszelkie koszty (źródło):
(…) my staniemy się centrum produkcji i dystrybucji tych samochodów na całą Europę i nikt inny nie będzie tego robił. Oznacza to, że będziemy odpowiedzialni nie tylko za samą produkcję pojazdu, lecz także za strategię marketingową i sprzedażową na rynek europejski.
Z opisu wynika, że Foxconn będzie dla nas partnerem technologicznym. Sprzedaje nam swoje rozwiązania, więc musi mu się to opłacać. Firma na pewno szacuje, czy woli przydusić nas zwrotem ze swoich inwestycji (badania i rozwój) zmniejszając szanse na sukces długofalowy, czy może zechce uwierzyć w nasze kompetencje do wprowadzania nowych marek samochodowych na rynek. Dodajmy, że tych ostatnich nie mamy. Żadnych umów jeszcze nie podpisano, warunki są negocjowane, zatem otrąbiony sukces albo stawia nas w słabszej pozycji negocjacyjnej, albo też… wszystko jest już wiadome.
Ocena Czytelników
[Suma: 6 głosów Średnia: 3.2]Nie przegap nowych treści, KLIKNIJ i OBSERWUJ Elektrowoz.pl w Google News. Mogą Cię też zainteresować poniższe reklamy:



