9 maja za rządów Putina stał się jednym z centralnych mitów Federacji Rosyjskiej i jednym z głównych narzędzi kremlowskiej propagandy. Towarzyszy temu odpowiednia oprawa: czołgi sunące po bruku Placu Czerwonego, ujęcia głowic nuklearnych w państwowej telewizji. Wszystko po to, by co roku demonstrować, że Rosja jest silna i zawsze gotowa do nowej wojny. Jednak tegoroczna parada, która przez lata miała symbolizować „absolutną siłę”, po raz pierwszy od dawna nie jest już w stanie spełnić tej funkcji.

[REKLAMA]

Ten tekst pochodzi z serwisu Sestry.eu

Dzięki Twojemu wsparciu możemy tworzyć więcej wartościowych treści i rozwijać naszą społeczność. Dołącz do nas na Patronite! ❤️

Jak zmienia się główny narracja rosyjskiego „pabiedobiesija”? Czy naprawdę wszystko spłonęło w wojnie z Ukrainą i Rosjanom naprawdę nie mają już czego pokazać podczas parady? Czy pod Putinem naprawdę chwieje się fotel władzy, czy może to kolejna operacja rosyjskich służb specjalnych? Sestry zebrały opinie ekspertów.

Od kultu zwycięstwa do kultu wojny

9 maja już dawno stało się świętem rosyjskiego nacjonalizmu i swego rodzaju antidotum po rozpadzie Związku Radzieckiego — mówi Peter Dickinson, pracownik naukowy Atlantic Council. W latach 90. Rosjanie wstydzili się swojej przeszłości, przypomina analityk, a samą epokę uważali w pewnym sensie za katastrofę. Putin wykorzystał jednak zwycięstwo nad nazistowskimi Niemcami jako fundament do odbudowy rosyjskiej dumy narodowej i uczynił ten dzień najważniejszym świętem roku, w którym wszystko kręci się wokół parady.

— Znaczenia tego dnia w rosyjskiej świadomości zbiorowej nie sposób przecenić. Dla Putina ma on jednak również wymiar osobisty i polityczny.

To właśnie Putin przekształcił 9 maja z dnia pamięci w narzędzie propagandy państwowej. Dziś widzimy, że w propagandowym arsenale Kremla praktycznie nie zostało już żadnych świąt, które — w przekonaniu władz — mogłyby jednoczyć rosyjskie społeczeństwo — podkreśla dziennikarz i deputowany Rady Najwyższej Ukrainy Mykoła Kniażycki.

— Przez dekady 9 maja pozostawał najważniejszym rytuałem kremlowskich emerytów, któremu nie zaszkodziła nawet pandemia i lockdown w 2020 r.

Poza wymiarem ideologicznym parada miała także prezentować najnowsze osiągnięcia rosyjskiego przemysłu zbrojeniowego. Istotny był również aspekt międzynarodowy — rosyjski dyktator co roku zapraszał na uroczystości przywódców innych państw, próbując wykorzystać ich obecność jako dowód swojej politycznej pozycji i wpływów.

— Dziś jednak Putin, aby w ogóle przeprowadzić paradę, dzwoni do Donalda Trumpa z prośbą, by ten został gwarantem bezpieczeństwa i dopilnował, aby Ukraina nie przeprowadzała ataków na Rosję w czasie obchodów.

Jednocześnie Putin po raz kolejny straszy Ukrainę uderzeniami w centrum Kijowa, jeśli nad Kremlem pojawią się ukraińskie drony.

Zdaniem dyrektora Agencji Reformy Sektora Bezpieczeństwa, generała majora rezerwy SBU Wiktora Jahuna, funkcja rosyjskiego Dnia Zwycięstwa wyraźnie się zmienia. Jeśli wcześniej 9 maja służył legitymizowaniu Rosji jako „państwa zwycięzcy”, dziś stał się narzędziem usprawiedliwiania kolejnej wojny.

— Kreml próbuje zastąpić pamięć o II wojnie światowej kultem „wiecznej wojny”, w której Rosja rzekomo znów walczy z „nazizmem”.

Tyle że dziś nie chodzi już o historię, lecz o mobilizowanie społeczeństwa wokół agresji przeciwko Ukrainie.

Władimir Putin i prezydent Chin Xi Jinping podczas parady wojskowej w Moskwie z okazji Dnia Zwycięstwa, 9 maja 2025 roku. Zdjęcie: Sergei Bobylev/Associated Press/East NewsPartner Sestry

Władimir Putin i prezydent Chin Xi Jinping podczas parady wojskowej w Moskwie z okazji Dnia Zwycięstwa, 9 maja 2025 roku. Zdjęcie: Sergei Bobylev/Associated Press/East News

Parada bez sprzętu — Moskwa bez spokoju

Mimo wszystko w tym roku front zaczyna przeważać nad show — kontynuuje Wiktor Jahun. Jeśli parada odbywa się bez ciężkiego sprzętu, nie jest to tylko decyzja symboliczna.

— To oznaka, że Kreml jest zmuszony liczyć się zarówno z zasobami, jak i ryzykiem oraz siłą przekazu telewizyjnego. Sprzęt wojskowy jest potrzebny na froncie, straty są znaczne, a wyprowadzenie go na Plac Czerwony stwarza dodatkowe zagrożenie dla bezpieczeństwa i wizerunku.

Na froncie rzeczywiście zaangażowano mnóstwo jednostek, a od czasu inwazji Rosji na Ukrainę parady w Moskwie z roku na rok stawały się coraz skromniejsze — zauważa Mykoła Kniażycki.

— Jednak dla Putina na pierwszym miejscu wciąż pozostaje show. Według informacji ukraińskiego wywiadu okupanci są przerzucani z frontu na tyły tylko po to, by brać udział w próbach i przygotowaniach do parady.

Przyczyną drastycznego okrojenia parady jest przede wszystkim strach Rosji przed ukraińskimi dronami. Choć Moskwa uchodzi za najlepiej chronione miasto w Rosji, Putin boi się, że sprzęt, który ma demonstrować potęgę armii, zacznie symbolicznie płonąć w samym centrum stolicy. W związku z tym w Moskwie znacznie zaostrzono środki bezpieczeństwa: ustawiono punkty kontrolne i rozmieszczono sieć snajperów.

Jesteśmy świadkami logicznego końca kolejnej rosyjskiej iluzji historycznej.

Kraj, który przez stulecia budował swoją tożsamość na kulcie militarnej wszechmocy, stał się zakładnikiem lęków jednego leningradzkiego emeryta.

Twierdza w oblężeniu

Kreml już teraz wygląda na bezbronny — kontynuuje Kniażycki — bo jeśli jesteś pewny własnej obrony przeciwlotniczej i siły, to nie skracasz programu, nie zabierasz sprzętu z parady i nie dzwonisz do Trumpa z prośbą o naciski na Ukrainę, by ta nie atakowała.

— Tak zachowują się tylko ci, którzy czują paranoiczny strach o własne bezpieczeństwo i nie są pewni swojej armii, a w szczególności obrony przeciwlotniczej. Putin rozumie to już od dawna. Na przykład w zeszłym roku budował „osłonę” parady, tworząc „żywą tarczę” z liderów innych państw. W tym roku to się nie udało.

Obserwujemy więc gorączkowe ściąganie systemów przeciwlotniczych do Moskwy z każdego zakątka Rosji. Putina nie obchodzi, że obnażając inne regiony, wystawia na uderzenia rafinerie czy zakłady zbrojeniowe — podkreśla Kniażycki. Najważniejsze, by Moskwa była bezpieczna.

— W praktyce widzimy, jak koncepcja „twierdzy w oblężeniu”, która dotyczyła całej Rosji, skurczyła się do „Moskwy w oblężeniu”. Reszta kraju mało interesuje kremlowską elitę.

To bardzo ważny sygnał, że Rosja nie może już zagwarantować bezpieczeństwa Moskwy — zaznacza Peter Dickinson. Jego zdaniem to potężny cios dla Putina.

— Wiedzą, że zasięg uderzeń ukraińskich dronów rozszerza się obecnie tak bardzo, że nie są w stanie im zapobiec. To kluczowy moment dla tej wojny, ponieważ podkreśla, jak Putin traci kontrolę nad narracją i jest zmuszony milcząco przyznać, że nie potrafi już zapewnić bezpieczeństwa swojej stolicy.

A parada, która niegdyś miała demonstrować rosyjską siłę, teraz obnaża rosyjską słabość.

Ukraińskie drony zniszczyły jeden z kluczowych mitów psychologicznych państwa rosyjskiego, mit o tym, że Moskwa jest nieosiągalna — dodaje Wiktor Jahun. Dla Kremla groźne jest nie tylko samo uderzenie, ale i obraz: dron nad Moskwą lub w pobliżu symbolicznych obiektów. To on rujnuje wizerunek wszechpotężnego państwa.

Parada zniszczonego rosyjskiego sprzętu na Chreszczatyku, Kijów, 2022 r. Zdjęcie: Dmytro Larin, UPPartner Sestry

Parada zniszczonego rosyjskiego sprzętu na Chreszczatyku, Kijów, 2022 r. Zdjęcie: Dmytro Larin, UP

Putin w bunkrze

W ostatnich miesiącach Federalna Służba Ochrony Rosji (FSO) drastycznie zaostrzyła środki bezpieczeństwa wokół Putina. Jak donosi „Financial Times”, prezydent spędza coraz więcej czasu w podziemnych bunkrach i zdystansował się od spraw cywilnych. Według gazety, pracownikom z najbliższego otoczenia prezydenta, w tym kucharzom i ochroniarzom, zabroniono korzystania z transportu publicznego oraz telefonów komórkowych i urządzeń z dostępem do internetu w jego pobliżu. W ich mieszkaniach zainstalowano systemy monitoringu.

Międzynarodowy zespół śledczy z projektu OCCRP, powołując się na źródła w wywiadzie, informuje, że działania te wynikają z lęku Putina przed zamachem oraz przewrotem. Prezydent ma nie ufać nawet swojemu najbliższemu otoczeniu.

– Putin zawsze był paranoikiem, niezwykle ostrożnym w kwestiach osobistego bezpieczeństwa — mówi Peter Dickinson. – Krążą plotki o używaniu przez niego sobowtórów; wszyscy widzieli te absurdalnie długie stoły, przy których zasiada podczas spotkań. W czasie pandemii COVID głośno było o zmuszaniu ludzi do wielotygodniowej kwarantanny przed osobistym spotkaniem z prezydentem. Zdaniem Dickinsona w tym zachowaniu nie ma nic fundamentalnie nowego.

— Jednocześnie Putin wie, że nie jest tak popularny, jak chciałby to przedstawiać za pomocą niedorzecznych danych o 90-procentowym poparciu. Zdaje sobie sprawę, że jego pozycja jest znacznie bardziej chwiejna, niż się wydaje, i że rządzi ogromnym imperium, które samo w sobie jest dość niestabilne.

Fakt, że Putin ukrywa się w bunkrach w obawie przed zamachem, nie dziwi Mykoły Kniażyckiego. Przypomina on, jak podczas tzw. buntu Prigożyna aparat państwowy został sparaliżowany w oczekiwaniu na wynik wydarzeń.

— Jedynie brak realnego celu obalenia władzy u Prigożyna uratował Putina w 2023 r. On jednak doskonale rozumie, jak wygląda jego system i kim jest jego otoczenie. Historia Rosji to w dużej mierze historia spisków i zdrad wymierzonych w panujących.

Dlatego nawet hipotetyczne zagrożenie przewrotem, spotęgowane przez jego własne, wyolbrzymione lęki, rodzi potrzebę stosowania tych wszystkich środków bezpieczeństwa. Tyle że jeśli rosyjska elita faktycznie zdecyduje się pozbyć Putina, żadne zasady ochrony go nie uratują.

Putin ma podstawy, by bać się o swoje życie — uważa Wiktor Jahun — ale nie należy też wyolbrzymiać paniki na Kremlu.

— Właściwszym byłoby stwierdzenie, że zachowanie Kremla świadczy o strachu przed scenariuszami, które wcześniej w Moskwie uważano za niemożliwe.