Karol Bugajski (Przegląd Sportowy): Po rozbiciu Bruk-Betu Termaliki Nieciecza 5:1 i awansie na 3. miejsce w tabeli, w szatni GieKSy trzeba studzić nastroje, czy mówimy raczej o pozytywnym nakręceniu?

Sebastian Milewski (Pomocnik GKS Katowice): Wydaje mi się, że żadne studzenie nie jest potrzebne, bo każdy ma świadomość sytuacji. Podchodzimy do tego z pokorą, ale oczywiście wynik meczu i pozycja w tabeli nas cieszą, bo każdy jest głodny sukcesu. Chcielibyśmy zrobić coś wyjątkowego w Katowicach, coś, na co kibice czekają już przecież dłuższy czas. Wiadomo jednak, że to szalony sezon i jeszcze dużo może się wydarzyć na górze tabeli, tym bardziej, że są jeszcze zaległe mecze po finale STS Pucharu Polski.

GKS Katowice walczy o europejskie puchary

„Coś wyjątkowego”, czyli europejskie puchary. Nie nazywa pan tego głośno, bo przyjęliście metodę małych kroków, czy o tym celu realnie rozmawia się w GKS Katowice?

Mam wrażenie, że każdy chciałby do tych pucharów awansować. Widzimy, ile udało nam się zrobić w tej rundzie i fajnie byłoby to zwieńczyć miejscem premiowanym grą w Europie. Czujemy się mocni, co chyba widać z boku, tak że mówimy o tym otwarcie.

I mało kto już pamięta, że zimowaliście w strefie spadkowej.

Wydaje mi się, że okres przygotowawczy był bardzo wymagający i to odegrało kluczową rolę dla tej poprawy wyników względem poprzedniej rundy. Do tego większa stabilizacja składu oraz zgranie, o którym powtarza trener Rafał Górak. To ma znaczenie, bo czujemy się dobrze w swoim towarzystwie, znamy wzajemne automatyzmy i to oczywiście jedynie pomaga drużynie.

Szkoleniowiec GieKSy często powtarza też komplementy pod pańskim adresem, bo jeszcze w poprzedniej rundzie wcale nie był pan pewniakiem do miejsca w składzie. To pański najlepszy czas w karierze?

Wydaje mi się, że tak. Zdaję sobie sprawę, że liczbowo nie mam może wybitnych wyników (jedna bramka w jesiennym meczu przeciwko Koronie Kielce; 1:0 – przyp. red.), ale pod względem gry, czy pewności siebie, na pewno mogę być zadowolony. Śmiejemy się, bo nawet Borja Galan często chodzi i powtarza, że jestem w swoim primie. Cieszę się z tego i chcę to kontynuować.

Sebastian Milewski

Sebastian MilewskiDARIUSZ HERMIERSZ / NEWSPIX.PL / newspix.pl

Milewski rozwija się w GKS Katowice

Opinie z boku to jedno, ale czy pan również czuje, jak urósł w ciągu dwóch lat gry w Katowicach?

Zdecydowanie. Dzięki pobytowi w GieKSie dużo się nauczyłem, w co ogromny wkład miał cały nasz sztab. Fajnie, że tutaj trafiłem, bo to był duży krok do przodu w mojej karierze, szczególnie pod względem taktycznym, ponieważ wiemy, jak duży nacisk kładzie na to trener Górak. Teraz zbieram owoce swojej pracy i cierpliwości, bo poprzedni, pierwszy sezon po transferze z Arki Gdynia, nie był dla mnie łatwy.

A u czyjego boku gra się panu lepiej w środku pola, Mateusza Kowalczyka, czy Damiana Rasaka? Runda wiosenna dostarcza różnorodnych doświadczeń.

Trudno powiedzieć, bo obaj są dobrymi zawodnikami, ale z Mateuszem jednak jestem tutaj już dwa lata, pamiętam, jak dołączał do drużyny w podobnym czasie, co ja. Z nim jestem dłużej, więcej meczów z nim zagrałem i te automatyzmy znamy bardzo dobrze. Fajnie się dogadujemy, więc postawię na niego, ale to wynika przede wszystkim z tego, że Damian trafił do nas dopiero niedawno.

Sebastian Milewski w meczu poprzedniej kolejki PKO BP Ekstraklasy przeciwko Bruk-Betowi Termalice Nieciecza (5:1)

Sebastian Milewski w meczu poprzedniej kolejki PKO BP Ekstraklasy przeciwko Bruk-Betowi Termalice Nieciecza (5:1)Krzysztof Porebski / PressFocus / NEWSPIX.PL / newspix.pl

Postawi pan tezę, że to środek pola jest największą siłą GKS Katowice?

Wydaje mi się, że jednością i siłą jest drużyna. Nie ma formacji, która by odstawała. Nawet nasi obrońcy wykręcają przecież niesamowite liczby. Wahadłowi, potem linia pomocy Bartek Nowak, Eman Marković. Oczywiście, tak się mówi, że środek pola jest zawsze sercem drużyny i w moim odczuciu u nas bardzo dobrze funkcjonuje, ale przede wszystkim cechuje nas ta jedność.

Sebastian Milewski

Sebastian MilewskiMateusz Sobczak / PressFocus / newspix.pl

Milewski w przeszłości grał w Piaście

Niedzielny powrót na stadion w Gliwicach wywołuje u pana dodatkowe emocje, czy minęło już zbyt wiele czasu?

Odchodziłem z Piasta w 2021 roku, a w poprzednim sezonie zagrałem już tam w barwach GieKSy (2:2), tak że te największe emocje już raczej opadły. Generalnie lubię jednak podchodzić sentymentalnie do miejsc, w których byłem, więc na pewno będzie to fajny moment. Cieszę się na wizytę w Gliwicach, bo zawsze fajnie będzie zobaczyć dawnych kolegów i inne osoby, z którymi się współpracowało.

Sebastian Milewski w barwach Piasta

Sebastian Milewski w barwach PiastaMichal Nowak / Newspix.pl / newspix.pl

Po Piaście i wcześniejszej przygodzie z Zagłębiem Sosnowiec, zszedł pan na trzy lata do pierwszoligowej Arki Gdynia. Z perspektywy czasu uważa pan, że tamten krok był potrzebny?

Tak do tego podchodziłem, bo Arka to duży klub, z aspiracjami i uznałem, że w tamtym czasie to będzie dla mnie najlepszy krok. Mieliśmy nadzieję, że przez te trzy lata uda się zrobić awans, finalnie tak się nie stało, ale chciałem wrócić do gry na środku pomocy, bo w Piaście częściej byłem skrzydłowym, co pewnie wynikało też z poszukiwania miejsca dla mnie, gdy obowiązywał przepis o młodzieżowcu. Wiadomo, że jak już się pogra w PKO BP Ekstraklasie, to chciałoby się zostać na tym szczeblu na możliwie najdłuższy czas, ale życie i kariera piłkarska to sztuka wyborów.

W końcówce swojej przygody z Arką grał pan między innymi w historycznym dla GKS Katowice meczu, który przegraliście u siebie 0:1, tracąc awans właśnie na rzecz drużyny Góraka.

W tamtym momencie liczyła się tylko Arka, nie było żadnego tematu przyjścia do GieKSy i robiłem wszystko, by wywalczyć awans ze swoją ówczesną drużyną. To był trudny bardzo trudny okres dla mnie zarówno pod względem piłkarskim, jak i osobistym, bo to wszystko się łączy. Nawet z perspektywy czasu trudno mi znaleźć jedną przyczynę, dlaczego wtedy nie udało nam się awansować ani bezpośrednio, chociaż mieliśmy na to ogromną szansę, ani poprzez baraże. To było bardzo przykre. Życie w Gdyni było piękne, nie miałem daleko do miasta rodzinnego, to był jeden z trudniejszych momentów w mojej karierze. Po sezonie odezwała się GieKSa, uznałem i uznałem, że chcę jeszcze raz spróbować swoich sił w PKO BP Ekstraklasie. Nie muszę chyba dodawać, że początkowo w katowickiej szatni było dużo szyderki, w zasadzie nie było tygodnia wolnego od szpileczek w tym temacie.

Jaka będzie pańska przyszłość? Czy na niespełna dwa miesiące przed wygaśnięciem kontraktu wie pan już, czy dalej będzie grał dla GKS Katowice w nowym sezonie?

Rok temu byłem w podobnej sytuacji pod koniec rozgrywek, ale wtedy klub miał możliwość przedłużenia kontraktu i z niej skorzystał. Teraz umowa faktycznie mi się kończy, ale rozmawiamy. Chciałbym się dogadać i zostać w Katowicach, ale jakie decyzje ostatecznie zapadną, nie wiem, mam nadzieję, że będzie pozytywnie. Dobrze się tutaj czuję, to nie przypadek, że każdy mój ekstraklasowy klub był z województwa śląskiego.