Piotr Wołosik: Zdziwiłby się pan, gdyby na najbliższe mecze reprezentacji selekcjoner Jan Urban powołał Juliana Zakrzewskiego Halla?
Radosław Kałużny: Zdziwiłbym się, bo nie bardzo wiem, o kogo chodzi. (śmiech) To znaczy coś obiło mi się o uszy, ale nie jestem pewien, czy akurat jego mam na myśli. To ten młody piłkarz z USA, o którym ostatnio dużo się mówi?
Wołosik: Dokładnie, 18-letni napastnik nowojorskiego klubu Red Bulls. Już zrobiło się o nim głośno. Na tyle, że zainteresowali się nim szefowie amerykańskiej federacji, ale tematu nie zlekceważył też Polski Związek Piłki Nożnej, ponieważ mama Juliana jest Polką. Pytanie, którą reprezentację wybiorą, bo z pewnością nie obejdzie się bez konsultacji rodziny.
Kałużny: Z dystansem podchodzę do utalentowanych nastolatków. Nie kwestionuję umiejętności tego chłopaka. Pytanie, czy na dziś reprezentuje on poziom reprezentacyjny? Czy bardziej chodzi o przechwycenie go i ewentualne zaklepanie do gry w naszych barwach?
Wołosik: Żeby tak się stało, musiałby zagrać w więcej niż trzech oficjalnych spotkaniach reprezentacji Polski. Cezary Kulesza, prezes PZPN, oraz Łukasz Wachowski nie odłożyli sprawy na później i odwiedzili w Nowym Jorku Juliana oraz jego mamę. Julian i pani Agnieszka przyznali, że są zaszczyceni zainteresowaniem ze strony Polski. Szef naszego związku bardzo sensownie przekonywał, że wielka piłkarska gra toczy się w Europie i niemal każdy występujący w USA piłkarz marzy, by tutaj trafić. Dodał, że interesująca i frapująca może być perspektywa gry Juliana u boku Roberta Lewandowskiego. Jak inspirującą postacią, szczególnie dla młodych chłopaków, jest „Lewy” — nie trzeba wyjaśniać.
Kałużny: Wychodzi na to, że nie zaszkodziłoby, gdyby Jan Urban powołał Zakrzewskiego na najbliższe towarzyskie mecze z Ukrainą oraz Nigerią na przełomie maja i czerwca.
Wołosik: Wiem jednak, że Cezary Kulesza oczekuje, by najpierw sam zawodnik zdecydowanie określił, że chce przylecieć i zagrać dla Polski. Prezes słusznie zauważył, że gdyby selekcjoner wyszedł z założenia, iż warto sprawdzić Zakrzewskiego, wysłać mu powołanie, PZPN musi najpierw usłyszeć konkretną deklarację chłopaka: „Tak, chcę grać dla Polski!” lub taką: „Jeśli otrzymam powołanie, chętnie przyjadę”. W przeciwnym razie wysłanie powołania byłoby niepoważne.
Kałużny: I dobrze, bo jeśli najpierw wysłalibyśmy powołanie, a Zakrzewski by odmówił, wówczas PZPN i Kulesza zostaliby wyśmiani, że ich zlekceważono, olano i tak dalej. Trzeba się szanować, Cezary Kulesza o tym wie i działa dyplomatycznie, a nie na łapu-capu.
Wołosik: Poza tym nie zaszkodziłoby, gdyby Zakrzewski przybył do ojczyzny swojej mamy na rekonesans, „dotknął” naszej reprezentacji, poznał naszych kadrowiczów. I nawet jeżeli zagrałby w jednym czy drugim towarzyskim meczu i — powiedzmy — rozczarował się, nie zamknąłby sobie drzwi do gry w reprezentacji USA.
Kałużny: I pomyśleć, że kiedyś, gdy gdzieś na świecie pojawiał się talent związany z Polską, PZPN miał go w d***e. No, chyba że jakiś działacz był na wakacjach, to przy okazji spotkał się na chwilę z piłkarzem, wręczył mu stary proporczyk, a zdarzyło się ponoć, że otwieracz do piwa z logo PZPN. (śmiech)
Wołosik: Stare czasy, teraz w Nowym Jorku wszystko odbyło się z klasą. Szef PZPN wręczył mamie Juliana biało-czerwoną koszulkę z nazwiskiem Zakrzewski i elegancko skomplementował ją, przyznając, że imponująco wspiera syna w piłkarskiej drodze. „Nazwisko Zakrzewski pięknie prezentuje się na biało-czerwonej koszulce” — dodał prezes. W piłkarskim programie w USA chłopak nie wykluczył polskiej opcji.
„Jestem gotowy na wszystko” — zapowiedział. Na co prowadzący, były piłkarz, natychmiast zareagował: „Amerykańska reprezentacjo, słyszysz to? Bierzcie go szybko!”. Mama nastolatka poprosiła, by polska strona kontaktowała się z menedżerem syna, ponieważ ona chce odpocząć od przyjemnego, ale jednak zamieszania i nabrać do wszystkiego dystansu.
Kałużny: Ma rację, może w głowie się zakręcić, szczególnie młodemu chłopakowi.