W Drużynowych Mistrzostwach Europy niezmienne jest to, że odkąd są one organizowane (czyli od 2022 roku – przyp. red.), wygrywa je Polska. Złośliwi powiedzą, że to też dlatego, że większość finałów odbywała się na jej terenie. Był Poznań, Grudziądz, Gdańsk, a teraz będzie Rzeszów. Tylko przed trzema laty rywalizacja o medale odbyła się w niemieckim Stralsund.

Nie zmienia jednak faktu to, że nasza reprezentacja na swoim kontynencie jest bardzo mocna i DME traktuje zawsze, jako istotny element przygotowań do głównej imprezy roku. A tą jest Speedway of Nations albo Drużynowy Puchar Świata. Szczególnie że w tym drugim formacie formuła rywalizacji jest zbliżona do tej w europejskiej.

ZOBACZ WIDEO: „Klub to nie jest Adam Goliński”. Dowhan mówi o konflikcie

Niemniej zgodnie z regulaminem DME w składzie każdej z drużyn może znaleźć się tylko jeden stały uczestnik cyklu Grand Prix, a pozycję rezerwowego musi obsadzić zawodnik do lat 21. Tym ostatnim zagwarantowano po dwa starty w swoim gronie (w pozostałych wyścigach mogą zastępować swoich kolegów z zespołu na dotychczasowych zasadach), co oznacza, że kibice podczas wydarzenia w Rzeszowie zobaczą aż 22 wyścigi.

Jak wiadomo, w tym sezonie w sobotę 29 sierpnia na PGE Narodowym w Warszawie odbędzie się finał DPŚ, na który wielu czeka z niecierpliwością. Sobotnie ściganie jest więc elementem przygotowań. Bartosz Zmarzlik to rzecz jasna pewniak do jazdy w stolicy, a Piotr Pawlicki i Przemysław Pawlicki poważnymi kandydatami. Bartłomiejowi Kowalskiemu i Bartoszowi Bańborowi, którzy uzupełniają kadrę na DME, z pewnością o start w DPŚ będzie trudno.

Sam trener Stanisław Chomski przeżyje w stolicy Podkarpacia coś wyjątkowego. Nie tylko walka o piąty z rzędu złoty medal dla Polski w europejskim czempionacie to dla niego ważna rzecz. Po dwudziestu latach powraca on oficjalnie do prowadzenia narodowej reprezentacji. Jesienią ubiegłego roku został następcą Rafała Dobruckiego.

Najpoważniejszym konkurentem „Biało-Czerwonych” na rzeszowskim owalu będzie Dania prowadzona przez Nickiego Pedersena. Tutaj ta drużyna – podobnie zresztą jak Szwecja i Łotwa – tym bardziej może traktować finał jako przygotowania do DPŚ. Wszystkie trzy ekipy 7 sierpnia spotkają się bowiem ze sobą w półfinale w Rydze, skąd tylko zwycięzca dołączy do Polski, Australii i Wielkiej Brytanii, które są już pewne występu w Warszawie.

Droga do finału DME wiodła przez tzw. ETSC Challenge Day, jaki miał miejsce 18 kwietnia w Pardubicach. To tam rywale Polski jechali w eliminacjach do rzeszowskiego turnieju.

Awizowane składy:

Polska
1. Bartosz Zmarzlik
2. Przemysław Pawlicki
3. Piotr Pawlicki
4. Bartłomiej Kowalski
17. Bartosz Bańbor
Menadżer: Stanisław Chomski

Szwecja
5. Oliver Berntzon
6. Fredrik Lindgren
7. Kim Nilsson
8. Jacob Thorssell
19. Erik Persson
Menadżer: Linus Sundstroem

Łotwa
9. Andrzej Lebiediew
10. Daniił Kołodinski
11. Jewgienij Kostygow
12. Emil Rimican
Menadżer: Władimir Vagel

Dania
13. Frederik Jakobsen
14. Rasmus Jensen
15. Michael Jepsen Jensen
16. Mikkel Michelsen
20. Villads Nagel
Menadżer: Nicki Pedersen

Początek turnieju: godz. 16:15

Prognoza na sobotę (za: pogoda.wp.pl):
Temperatura: 13°C
Deszcz: 0.0 mm
Wiatr: 11 km/h

Dotychczasowe finały Drużynowych Mistrzostw Europy:

SezonMiejsce1. miejsce2. miejsce3. miejsce4. miejsce 2025 Gdańsk Polska Dania Szwecja Ukraina 2024 Grudziądz Polska Dania Szwecja Czechy 2023 Stralsund Polska Dania Wielka Brytania Niemcy 2022 Poznań Polska Dania Wielka Brytania Szwecja

Nasza relacja:

Finał Drużynowych Mistrzostw Europy w Rzeszowie