Czasem do ustalenia, jak i czym zadano obrażenia, najlepsza jest metoda prób i błędów. W 1987 roku w stodole w jednej z małopolskich wsi odnaleziono kobietę, której zwłoki leżały na ściółce w pobliżu przednich nóg stojącej na uwięzi krowy. Pierwsza sekcja nie wykazała narzędzia, którym zadano śmiertelny cios. Jako przyczynę zgonu przyjęto liczne rany tłuczone powłok miękkich głowy. Po jakimś czasie do krakowskiego zakładu trafiły różne przedmioty znalezione na miejscu. Pytano, czy któryś z nich pasuje do ran. Były to okucia ze żłobu, siekiery, wiadra, stołki, a także odcięte rogi i końcówki kopyt krowy. Po dokładnie przeprowadzonym porównaniu stwierdzono cztery obrażenia, z których dwa, zlokalizowane po prawej stronie czaszki, były na tyle charakterystyczne, że umożliwiły identyfikację narzędzia. Do ran idealnie pasowały krowie kopyta. Przy brzegu włamań kości brakowało obserwowanych w podobnych przypadkach koncentrycznych wielofragmentowych włamań blaszek kostnych. To uzasadniało wniosek o bardziej statycznej dynamice uszkodzeń, a więc zadawanych raczej przez bardzo silny nacisk niż gwałtowne uderzenie. A to z kolei potwierdzało wniosek z wykonanych porównań.