Na początku maja ukraińska jednostka „Ptaki Madziara” opublikowała zaktualizowaną ocenę strat wśród rosyjskich wojskowych. Według wyliczeń strony ukraińskiej liczba strat zaczęła przewyższać tempo rekrutacji ochotników do rosyjskiej armii. Od grudnia 2025 r. do kwietnia 2026 r. do armii rosyjskiej zwerbowano 148 tys. 400 ochotników, podczas gdy liczba zabitych i rannych w tym samym okresie wyniosła 156 tys. 700 ludzi.
Ukraińskie siły zbrojne uznają to za potwierdzenie skuteczności strategii „mielenia” siły żywej przeciwnika przy pomocy systemów bezzałogowych.
Na razie nie da się tych twierdzeń niezależnie zweryfikować: szacunki strat oparte na dokumentach analizowanych przez Meduzę (partnera Onetu) wspólnie z Mediazoną i rosyjską redakcją BBC są opóźnione względem danych podawanych na bieżąco przez strony walczące.
Z czasem jednak „mgła wojny” zaczyna się rozwiewać. Dziś wiemy już praktycznie wszystko o rosyjskich stratach z 2022 r.:
I wszystkie te źródła wzajemnie się potwierdzają.
Wynika z nich, że do końca 2022 r. zginęło ok. 19–20 tys. rosyjskich żołnierzy.
W tamtym czasie ukraińska armia informowała o 106 tys. 700 zabitych, rannych i zaginionych rosyjskich wojskowych. Obecnie liczba ta wzrosła w raportach strony ukraińskiej ponad dziesięciokrotnie i na koniec 2025 r. wynosi już 1 mln 207 tys. osób.
A jak wygląda prawdziwa liczba zabitych, potwierdzona dokumentami i twardymi danymi, a nie wojenną propagandą? Ujawniamy brutalny bilans czterech lat wojny i skalę strat, jakie rosyjska armia poniosła na froncie.
Łączna liczba rosyjskich żołnierzy zabitych od początku pełnoskalowej wojny do końca 2025 r. wynosi 352 tys. osób. Po raz pierwszy w historii wspólnego projektu Meduzy i Mediazony do tej liczby włączono również tych, którzy zostali oficjalnie uznani przez sąd za zmarłych lub zaginionych — czyli ludzi, których ciał nigdy nie odnaleziono.
Tak jak wcześniej, badanie nie obejmuje obywateli innych państw walczących po stronie Rosji. Szacunek ma charakter statystyczny, co oznacza, że zawiera pewien margines niepewności. Podana liczba oznacza najbardziej prawdopodobny środkowy wariant.
261 tys. to „zwykli” polegli — ich liczba została obliczona tą samą metodą co wcześniejsze szacunki. Kolejne ok. 90 tys. to osoby uznane przez sądy za zmarłe lub zaginione. W obu przypadkach chodzi o ludzi, którzy zginęli podczas działań wojennych, a nie trafili do niewoli czy uciekli z pola walki. Różnica polega wyłącznie na sposobie oficjalnego zarejestrowania śmierci.
O „zwykłych” poległych wiadomo znacznie więcej, dlatego tę kategorię łatwiej analizować. Znacznie mniej wiadomo o strukturze społecznej drugiej grupy. Najważniejsze jest jednak to, że nadal nie wiadomo, ilu żołnierzy zaginęło bez wieści w ostatnich sześciu miesiącach badanego okresu — od lipca do grudnia 2025 r.
Groby żołnierzy poległych w Ukrainie, Petersburg, 21 września 2023 r.Artem Priakhin/SOPA Images/LightRocket via Getty Images / Getty Images
Do oszacowania liczby zaginionych uznanych przez sądy za zmarłych wykorzystano dwie różne metody:
- pierwsza opiera się na analizie spraw spadkowych,
- druga — na analizie pozwów o uznanie za zmarłego lub zaginionego.
Oba podejścia doprowadziły do bardzo podobnych wyników: najbardziej prawdopodobna liczba takich strat do połowy 2025 r. wynosi ok. 90 tys. ludzi.
Według najbardziej ostrożnych obliczeń nie mogło ich być mniej niż 52 tys., ale autorzy badania podkreślają, że byłaby to wyraźnie niepełna statystyka.
Badacze nie próbowali przewidywać liczby zaginionych w drugiej połowie 2025 r. — na temat tych ludzi wciąż praktycznie nic nie wiadomo. Ponieważ proporcje między zabitymi a zaginionymi wielokrotnie zmieniały się w trakcie wojny, autorzy uznali, że prognozowanie tej liczby na podstawie wcześniejszych danych byłoby niewiarygodne.
Do analizy dynamiki wojny najlepiej nadaje się liczba poległych, a nie łączny szacunek wszystkich strat. Metoda liczenia zabitych pozostaje bowiem stabilna w czasie i pozwala porównywać poszczególne etapy wojny.
Wśród poległych mogą znajdować się również osoby, które formalnie nadal uznawane są za żywe — ani rodziny, ani jednostki wojskowe mogły jeszcze nie wystąpić o oficjalne uznanie ich za zmarłych. Ponieważ analiza opiera się wyłącznie na dokumentach, autorzy nie próbują szacować liczby takich przypadków. Ich zdaniem jednak — o ile nie chodzi o osoby zabite w ciągu ostatnich roku lub dwóch lat — skala tego zjawiska raczej nie jest znacząca.
Rejestr śmierci wojny
Teraz szczegółowo o metodologii i powodach, dla których autorzy uważają ją za wiarygodną. Najłatwiej wyjaśnić to na konkretnych przykładach.
Obliczenia opierają się na dwóch głównych źródłach:
- imiennych listach poległych tworzonych przez Mediazonę wspólnie z rosyjską redakcją BBC;
- Rejestrze Spraw Spadkowych prowadzonym przez Federalną Izbę Notarialną Rosji.
Rejestr służy do przechowywania informacji o postępowaniach spadkowych i nie zawiera danych o przyczynach śmierci ani zawodzie zmarłego. Badacze opierają się na datach zapisanych w rejestrze: dacie śmierci, dacie aktu zgonu oraz dacie otwarcia sprawy spadkowej. Znane są także nazwiska zmarłych.
To wystarcza, by po pierwsze stworzyć szeregi czasowe liczby zgonów wśród osób figurujących w rejestrze, a po drugie połączyć dane rejestru z imiennymi listami poległych na wojnie.
Dzięki temu można ustalić na przykład, dla jakiej części imiennie potwierdzonych poległych otwarto sprawy spadkowe oraz jak wyglądają opóźnienia między śmiercią a jej rejestracją — zarówno wśród zwykłych cywilów, jak i uczestników wojny.
Na tej podstawie badacze najpierw obliczają nadwyżkę spraw spadkowych otwieranych dla młodych mężczyzn od początku wojny, a następnie przeliczają tę nadwyżkę na rzeczywistą liczbę poległych.
Nawet jeśli nie każdy posiada majątek i nie dla każdego otwierana jest sprawa spadkowa u notariusza, sam wzrost liczby spraw jest oczywisty. Można więc wykonać prostą operację: od liczby spraw po rozpoczęciu wojny odjąć średnią liczbę spraw sprzed wojny. Otrzymana różnica daje liczbę „nadmiarowych” spraw spadkowych. To minimalny szacunek liczby poległych w danej grupie wiekowej i płciowej.
Aby oszacować rzeczywistą liczbę zgonów — także tych niewidocznych w rejestrze z powodu braku postępowania spadkowego — trzeba zastosować odpowiednią poprawkę. Innymi słowy: ustalić współczynnik przeliczenia liczby spraw na liczbę śmierci.
Najprostszym sposobem jest porównanie imiennych list poległych z rejestrem spadkowym. Dzięki temu wiadomo, że sprawy spadkowe zostały otwarte jedynie dla 72,7 proc. pewnych ofiar wojny w konkretnej grupie wiekowej. Oznacza to, że tylko tę część wszystkich poległych widać w rejestrze.
Następnie pojawia się kwestia czasu
Im więcej czasu minęło od śmierci, tym większe prawdopodobieństwo, że poległy trafi do rejestru, ponieważ postępowania spadkowe nie są otwierane od razu. Krewni muszą zgłosić się do notariusza i dopełnić formalności.
Kluczowe jest pierwsze pół roku: zgodnie z rosyjskim prawem rodzina ma 180 dni na otwarcie sprawy spadkowej bez udziału sądu. Dane historyczne pokazują, że w praktyce właśnie tak to działa — ok. 90 proc. spraw po osobach zmarłych w 2014 r. otwarto w ciągu pierwszych sześciu miesięcy, a tylko 10 proc. doszło później, często po decyzjach sądowych.
To, że sprawy spadkowe nie pojawiają się natychmiast, oznacza konieczność uwzględnienia czasu w obliczeniach. Dlatego współczynniki przeliczeniowe wylicza się na podstawie wcześniejszych zgonów — takich, przy których rodziny miały już wystarczająco dużo czasu na załatwienie formalności.
Jeżeli okaże się na przykład, że po kilku latach sprawa spadkowa została otwarta tylko dla jednej trzeciej poległych, oznaczałoby to konieczność potrojenia liczby nadmiarowych spraw, aby uzyskać rzeczywistą liczbę śmierci.
W praktyce sprawy spadkowe po osobach znajdujących się na imiennych listach poległych otwierano znacznie częściej — od 70 do 80 proc. przypadków, zależnie od wieku. Dlatego końcowa korekta jest znacząca, ale nie aż tak ogromna.
Można by tu zarzucić, że taki sposób liczenia upraszcza rzeczywistość. Branie współczynników przeliczania spraw spadkowych na zgony, wyliczonych na wcześniejszej próbie, i stosowanie ich do wszystkich poległych w całej wojnie nie jest w pełni idealne. Przede wszystkim dlatego, że skład społeczny walczących wielokrotnie się zmieniał.
Kto naprawdę ginął na froncie?Na początku wojny zdecydowaną większość rosyjskich sił zbrojnych stanowili żołnierze zawodowi. Jesienią 2022 r. dołączyli do nich zmobilizowani, a jeszcze wcześniej — więźniowie zwerbowani przez Grupę Wagnera, którzy w pewnym momencie stanowili znaczną część wszystkich zabitych. Później trzon armii zaczęli tworzyć „ochotnicy”, wyjeżdżający do Ukrainy za pieniądze. Sytuacja majątkowa tych grup jest różna, a więc różne jest też prawdopodobieństwo, że po ich śmierci zostanie otwarta sprawa spadkowa.
Wszystkie te zmiany zostały jednak uwzględnione w obliczeniach. Współczynniki przeliczania spraw spadkowych na zgony wyliczono na podstawie najbardziej stabilnej i jednolitej grupy wojskowych — zawodowych oficerów. Ich skład oraz sytuacja majątkowa nie zmieniały się istotnie w trakcie wojny, choć ogólny udział oficerów wśród zabitych jest niewielki i z czasem maleje.
Znając współczynniki dla oficerów, badacze obliczyli ich udział wśród wszystkich osób trafiających na imienne listy poległych. Dodatkowo oszacowali względne prawdopodobieństwo pojawienia się w Rejestrze Spraw Spadkowych zmarłych z innych grup. Tak powstała tabela udziałów i prawdopodobieństw, którą wykorzystano do uwzględnienia zmieniającego się składu rosyjskich wojskowych.
Jak oddzielić wojnę od zwykłej śmiertelności?
Skoro wiadomo już, jak przeliczać sprawy spadkowe na zgony, wróćmy do pytania, jak prawidłowo policzyć nadwyżkę spraw spadkowych. Można po prostu odjąć od całkowitej liczby spraw po rozpoczęciu wojny średnią liczbę spraw z okresu przedwojennego za ten sam czas. To dobry, ale dość zgrubny sposób.
Sprawdza się bardzo dobrze w przypadku najmłodszych mężczyzn, ponieważ zwykła, niezwiązana z wojną śmiertelność jest w tej grupie niezwykle niska — w całej Rosji umiera tygodniowo nieco ponad 200 mężczyzn w wieku od 20 do 24 lat.
Jednak wraz z wiekiem ogólna śmiertelność w każdej populacji gwałtownie, wręcz wykładniczo rośnie, a udział zgonów wojennych na tym tle szybko maleje. W rezultacie wraz z wiekiem „sygnał” śmierci wojennych zaczyna ginąć w „szumie” zwykłych, cywilnych zgonów.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
Mogłoby się więc wydawać, że trzeba ograniczyć się do liczenia poległych tylko wśród młodych mężczyzn i pominąć tych, którzy mają ponad 30–35 lat. W zastosowanej metodzie rozwiązano jednak również ten problem — tak, by dało się policzyć poległych niemal we wszystkich grupach wiekowych, aż do 59. roku życia.
Zanim wyjaśnimy dokładnie, jak to zrobiono, spójrzmy na te same sprawy spadkowe po młodych mężczyznach, ale rozłożone nie według daty otwarcia sprawy, tylko według daty śmierci spadkodawcy. Obraz od razu się zmienia. Widać gwałtowny skok na początku wojny, potem spadek latem 2022 r., po wycofaniu wojsk spod Kijowa, a następnie kolejny wzrost, osiągający szczyt w latach 2024 i 2025.
Jeśli do tych danych dodać sprawy spadkowe po kobietach w tym samym wieku, widać, że u nich w tym czasie nic podobnego się nie dzieje — liczba zgonów widocznych w rejestrze pozostaje bardzo stabilna. To kolejny mocny dowód na to, że zjawisko obserwowane wśród młodych mężczyzn jest anomalią bezpośrednio związaną z wojną.
Na imiennych listach poległych kobiet prawie nie ma — zaledwie 20 na 200 tys. osób — ponieważ po stronie rosyjskiej w wojnie uczestniczą niemal wyłącznie mężczyźni. W Rejestrze Spraw Spadkowych u kobiet zauważalne wahania występują głównie w okresie pandemii COVID-19 i tylko w starszych grupach wiekowych, co jest całkowicie spodziewane.
Kluczowe okazały się opóźnienia
Teraz kolejny krok: wszystkich spadkodawców podzielono na dwie grupy. Pierwsza to osoby, u których między śmiercią a wystawieniem aktu zgonu minęły mniej niż dwa tygodnie — tak zwane wczesne rejestracje. Druga to osoby, u których opóźnienie było znaczne: od dwóch tygodni do pół roku.
Spadkodawców z opóźnieniem przekraczającym pół roku, którzy nawet po rozpoczęciu wojny stanowią mniej niż pół procenta wszystkich młodych mężczyzn, na razie wyłączono z analizy. W normalnych warunkach przytłaczająca większość zgonów rejestrowana jest w ciągu pierwszych dwóch–trzech dni, a późniejsze rejestracje zdarzają się głównie po świętach i weekendach.
Jeśli podzielić sprawy po młodych mężczyznach według tego kryterium, okazuje się, że niemal cały gwałtowny wzrost z okresu wojny przypada na późne rejestracje. Wśród wczesnych rejestracji wzrost jest albo niewielki, albo nie ma go wcale.
Oznacza to, że opóźnienie między śmiercią a wystawieniem aktu zgonu jest dobrym sygnałem prognostycznym. Pomaga odróżnić zwykłych cywilnych zmarłych od wojskowych, których zgony zwykle rejestrowane są po wielu tygodniach, a czasem nawet miesiącach od śmierci.
Aby dokładnie policzyć liczbę nadmiarowych spraw spadkowych również w starszych grupach wiekowych, gdzie „szum” cywilnej śmiertelności jest bardzo wysoki, zastosowano dwa zabiegi.
Po pierwsze, liczono nadmiarowe sprawy wyłącznie wśród późnych rejestracji, bo tam najlepiej widać „sygnał” śmierci wojennych. Następnie, aby uzyskać całkowitą liczbę poległych, ustalano udział takich późnych rejestracji już wewnątrz imiennych list poległych. Udział ten ma pewną sezonowość, ale ogólnie pozostaje dość stabilny z tygodnia na tydzień.
Po drugie, w modelu statystycznym przewidującym oczekiwaną liczbę spraw spadkowych po mężczyznach wykorzystano bieżącą liczbę spraw w Rejestrze Spraw Spadkowych otwartych po kobietach w tym samym wieku, które zmarły w tym samym tygodniu. Pozwala to modelowi odfiltrować wahania śmiertelności dotykające obie płcie w podobny sposób i wyłowić tylko te nadmiarowe sprawy, które wynikają z nadwyżkowej śmiertelności mężczyzn.
Tak wygląda nadwyżka „sprawowości” — czyli nie sama śmiertelność, lecz liczba spraw w rejestrze — wyliczona w ten sposób dla najstarszej analizowanej grupy wiekowej, czyli mężczyzn w wieku 55–59 lat. Widać, że liczba nadmiarowych spraw jest znaczna, mimo ogromnej ogólnej śmiertelności w tej grupie.
Dalsze obliczenia można pokazać na przykładzie jednej grupy wiekowej w jednym tygodniu wojny.
Znając już wszystkie te założenia, można obliczyć nadwyżkową śmiertelność mężczyzn w wieku 20–24 lata w dziesiątym tygodniu pierwszego roku wojny.
Weźmy 10 tydzień 2022 r. i mężczyzn w wieku 20–24 lata
Według Rejestru Spraw Spadkowych przed wojną w tym okresie umierało średnio 41,3 mężczyzny i 12,8 kobiety — chodzi o osoby widoczne w rejestrze, nie o wszystkich zmarłych w Rosji.
Spośród nich późnymi rejestracjami było 2,6 mężczyzny i 0,37 kobiety.
W pierwszym roku wojny liczba ta wśród mężczyzn gwałtownie wzrosła: zamiast trzech takich przypadków w 2021 r., w 2022 r. nagle było ich 55, w 2023 r. — 20, w 2024 r. — 31, a w 2025 r. aż 67.
Prawie wszystkie te przypadki można uznać za nadmiarowe. W najprostszym ujęciu można po prostu odjąć średnią: 55 minus 2,6 daje 52,4. Jeśli jednak uwzględnić sezonowość oraz wieloletni trend spadku śmiertelności mężczyzn w tej grupie, dokładna liczba nadmiarowych spraw z późną rejestracją zgonu wynosi 53,6.
Z imiennych list wiadomo, że w tych tygodniach zgony były rejestrowane z opóźnieniem tylko u 63 proc. wszystkich poległych. Pozostałe 37 proc. stanowiły wczesne rejestracje.
Wiadomo też, że jedynie 69 proc. imiennie znanych poległych w tym wieku, mających stopień oficerski, w ogóle trafia do Rejestru Spraw Spadkowych.
Rosyjscy żołnierze (zdj. ilustracyjne)Stringer/Anadolu Agency via Getty Images / Getty Images
Wreszcie wiadomo, że pod względem prawdopodobieństwa trafienia do rejestru zwykli wojskowi niemal nie różnili się wtedy od oficerów. Współczynnik, który pozwala uwzględnić tę różnicę, w analizowanym tygodniu był bliski jedności i wynosił 1,05.
Nadwyżkowa śmiertelność = (55 − 1,5) × (1 / 0,63) × (1 / 0,69) × 1,052 = 129,2 osoby.
Jeśli przeprowadzić analogiczne obliczenia dla wszystkich tygodni wojny i wszystkich kohort wiekowych, otrzymujemy pełny obraz dynamiki strat.
Pojawia się jednak pytanie: co z zaginionymi bez wieści?
Do tej pory mowa była wyłącznie o „zwykłych” wojskowych, czyli tych, których uznano za poległych według standardowej procedury, przez urząd stanu cywilnego. Poprzednie szacunki publikowane od lipca 2023 roku również dotyczyły tylko tej podstawowej grupy strat bezpowrotnych.
Jasne jest jednak, że w tej wojnie — jak w każdej wojnie — znaczną część strat bezpowrotnych muszą stanowić zaginieni bez wieści. To ludzie, którzy niemal na pewno zginęli, ale nie ma na to bezpośrednich dowodów, przede wszystkim ciała.
Przez długi czas nie dało się o nich powiedzieć nic pewnego. Jedynym punktem zaczepienia był przypadek 1. Armii Pancernej, której dokumenty znaleziono po odwrocie spod Kijowa i opublikowano w maju 2022 r. przez Główny Zarząd Wywiadu Ukrainy.
W pierwszym badaniu ustalono, że wojskowi figurujący w tych dokumentach jako zaginieni bez wieści z czasem trafiali na listy poległych, ale z dwukrotnie mniejszym prawdopodobieństwem niż ci, którzy już w dokumentach byli oznaczeni jako zabici.
Ponieważ w ogólnych rosyjskich statystykach sądowych nie było wtedy wyraźnego wzrostu liczby spraw o uznanie za zaginionego lub zmarłego bez odnalezienia ciała, badacze sądzili, że zaginieni bez wieści stanowią bardzo niewielką część ogólnych strat rosyjskich sił zbrojnych.
Okazało się jednak, że tak nie jest.
Od drugiej połowy 2024 r. w rosyjskich statystykach sądowych zaczyna się gwałtowny wzrost liczby spraw o uznanie kogoś za zmarłego lub zaginionego bez wieści — wzrost nieporównywalny z tym, co obserwowano przed wojną.
Ten wzrost stał się później widoczny także w Rejestrze Spraw Spadkowych: zaczęła się tam pojawiać ogromna liczba spraw zakładanych po osobach, u których data śmierci różni się od daty jej zarejestrowania o wiele miesięcy. Wcześniej było to rzadkim wyjątkiem, natomiast od 2024 r. takich spraw spadkowych zebrało się już ponad 52 tys. A przecież, jak już wspomniano, nie po każdym poległym otwierana jest sprawa spadkowa.
Niestety z takimi skrajnie późnymi rejestracjami nie da się postępować dokładnie tak samo jak ze „zwykłymi” wojskowymi: nie można w prosty sposób wyliczyć współczynników przeliczenia spraw na zgony, dokonać poprawek na skład społeczny walczących i tak dalej.
Tę kategorię można jednak uwzględnić na jeden z trzech alternatywnych sposobów
1.
Pierwszy sposób polega na tym, by nie próbować szacować prawdziwej liczby zaginionych bez wieści, lecz po prostu policzyć łączną liczbę nadmiarowych spraw spadkowych w tej specyficznej grupie „skrajnie późnych” spadkodawców. Nadmiarowe okażą się niemal wszystkie takie sprawy, bo przed wojną tego typu zgony praktycznie się nie zdarzały. W ten sposób otrzymujemy minimalny szacunek liczby zaginionych bez wieści — 52 tys. osób do końca 2025 r.
2.
Drugi sposób zakłada, że zaginieni bez wieści niczym nie różnią się od „zwykłych” poległych: ich krewni z takim samym prawdopodobieństwem i w takim samym tempie idą do notariusza, aby załatwić sprawy spadkowe; liczba oficerów wśród nich nie odbiega od średniej na imiennych listach; a na te listy trafiają oni z takim samym prawdopodobieństwem jak polegli. Takie podejście powinno dać najbardziej oczekiwaną liczbę zaginionych. Nie ma jednak możliwości sprawdzenia tych założeń. Szczególnie wątpliwe jest ostatnie z nich: na imienne listy trafiają przede wszystkim osoby, o których pisze się nekrologi — a kto będzie pisał nekrolog o człowieku, który dawno temu zaginął na wojnie i dopiero po czasie został formalnie uznany za zmarłego? Tak czy inaczej, ta metoda daje ok. 90 tys. osób.
3.
Trzeci sposób polega na rozdzieleniu źródeł informacji o tych dwóch grupach wojskowych. „Zwykłych” poległych można policzyć opisaną wcześniej metodą, po prostu wyłączając z niej skrajnie późne rejestracje — zanim sądy zaczęły masowo uznawać zaginionych za zmarłych, takich przypadków było nie więcej niż 2,5 proc. Następnie do otrzymanej liczby można dodać zaginionych bez wieści, których da się oszacować na podstawie analizy decyzji sądów. Metoda ta opiera się na obserwacji, że skrajnie późna rejestracja prawie zawsze oznacza, iż człowiek został uznany za zmarłego przez sąd, a nie przez urząd stanu cywilnego. I odwrotnie: osoby uznane przez sąd za zmarłe niemal zawsze mają skrajnie późną rejestrację. Te dwa zbiory są bardzo zbliżone, choć nie identyczne.
Ile więc takich osób było? O tym mówi analiza orzeczeń sądowych
Pozwy o uznanie wojskowych za zaginionych lub zmarłych zaczęły masowo trafiać do rosyjskich sądów od lipca 2024 r. Wcześniej nie było takiej aktywności ani ze strony rodzin wojskowych, ani ze strony rosyjskiego Ministerstwa Obrony.
Nie wiadomo, dlaczego pozwy w całym kraju zaczęły napływać właśnie od tej daty. Ustawa upraszczająca procedurę uznania wojskowego za zaginionego lub zmarłego została przyjęta jeszcze wiosną 2023 r. Zgodnie z nią uczestnik wojny może otrzymać taki status po upływie pół roku od momentu, gdy po raz ostatni widziano go żywego. Jeżeli jednostka wojskowa może przygotować dokument potwierdzający, że człowiek zaginął w okolicznościach zagrażających życiu — czyli zginął, ale ciała nie udało się wydobyć — można uznać go za zmarłego bez wcześniejszego etapu formalnego uznania za zaginionego.
Dla Ministerstwa Obrony nie ma większego znaczenia, czy dana osoba zostanie uznana za zaginioną, czy za zmarłą. Ze strony resortu pozwy składane są po to, by oczyścić listy osobowe z „martwych dusz” — taka motywacja pojawia się w niektórych treściach orzeczeń sądowych. Oba statusy pozwalają usunąć człowieka z list osób formalnie żywych.
Rozróżnienie pozwów dotyczących zaginionych i zmarłych jest możliwe właściwie tylko na podstawie pełnych tekstów orzeczeń, których prawie nie ma w otwartym dostępie.
- Od 2020 do 2023 r. liczba pozwów o uznanie za zaginionego lub zmarłego w rosyjskich sądach nie zmieniała się i wynosiła średnio 8 tys. rocznie;
- w 2024 r. do sądów trafiło już 23 tys. takich spraw,
- a w 2025 r. — 80 tys.
O tym, że te pozwy dotyczą wojskowych, a nie na przykład cywilów zaginionych na terenach przyfrontowych, świadczą przede wszystkim dane o wnioskodawcach w takich sprawach.
Liczba wniosków składanych przez osoby fizyczne praktycznie się nie zmieniła. Wzrost zapewniły sprawy, w których pojawiali się dowódcy jednostek wojskowych, struktury Ministerstwa Obrony albo sprawy z ukrytymi danymi powodów — co także wskazuje na wojskowych.
Każdy pozew odpowiada jednej osobie; orzeczenia sądowe uznające śmierć kilku osób naraz nie są przewidziane.
Jak sądy odsłoniły prawdziwe straty?
Znając podstawową, przedwojenną liczbę wniosków o uznanie za zaginionego oraz liczbę spraw, które trafiły do sądów w 2024 i 2025 r., można obliczyć wzrost spowodowany wojną. Wynosi on około 86 tys. pozwów do grudnia 2025 r. — to ostatnia data, dla której dostępne są wystarczająco kompletne dane sądowe. Liczba ta stanowi górną granicę szacunku.
Aby policzyć dolną granicę, trzeba zastosować ostrożną metodę, która wyklucza wszystkie możliwe duplikaty, ponieważ ta sama osoba może pojawiać się w pozwach więcej niż raz.
Po pierwsze, część pozwów jest oddalana — z powodu błędów, nieścisłych danych albo sprzeciwów ze strony rodzin — a część z nich potem składana jest ponownie. Oznacza to, że wśród 86,5 tysiąca spraw sądowych znajdują się duplikaty, czyli dla jednej osoby mogły zostać złożone dwa lub więcej wnioski.
W kartach spraw na stronach sądów — obecnie te sprawy są niedostępne, ale Mediazona zachowała ich archiwum — podany był status każdej sprawy. Z 87 tys. nadmiarowych pozwów o uznanie za zaginionego można więc odjąć wszystkie sprawy, które oddalono, zwrócono, umorzono albo pozostawiono bez rozpoznania. Daje to 73 tys. „rzeczywistych” spraw.
Nie oznacza to, że wszystkie 14 tys. pozwów odjętych od ogólnej liczby były duplikatami. Takie sprawy można umarzać na przykład wtedy, gdy w trakcie postępowania śmierć człowieka zostanie potwierdzona w inny sposób — odnaleziono i zidentyfikowano ciało. Człowiek nadal zginął i w sądach pojawi się tylko raz. Mimo to, zgodnie z ostrożnym podejściem, wykluczane są wszystkie grupy pozwów, które choćby teoretycznie mogą tworzyć duplikaty.
Drugim możliwym źródłem duplikatów w zbiorze orzeczeń sądowych jest zmiana statusu człowieka z zaginionego na zmarłego. Jak wspomniano wcześniej, dla Ministerstwa Obrony nie ma większego znaczenia, jaki status otrzyma konkretna osoba. Dlatego resort składa oba typy pozwów — zależnie od praktyki administracyjnej w danej jednostce wojskowej.
Rodzinom natomiast zależy na tym, aby człowieka od razu uznano za zmarłego, a nie tylko za zaginionego, ponieważ wtedy mogą otrzymać świadczenia przysługujące po śmierci żołnierza.
Oznacza to, że część wnioskodawców, których bliscy zostali uznani przez sąd za zaginionych z inicjatywy Ministerstwa Obrony, może później złożyć kolejny pozew dotyczący tej samej osoby — tym razem o uznanie jej za zmarłą.
Zaginieni, których nigdy nie odnaleziono
Aby rozdzielić pozwy dotyczące zaginionych i zmarłych, Mediazona przeanalizowała ok. 4 tys. tekstów orzeczeń w sprawach o zaginięcie wojskowych. Dokumenty te koledzy z redakcji otrzymali od źródła w rosyjskim systemie sądownictwa. Sprawy obejmują około jedną trzecią regionów, więc próbę można uznać za wystarczająco reprezentatywną, aby odnieść wnioski z tej analizy do całego zbioru spraw sądowych.
Mediazona ustaliła, że w prawie 3 tys. pozwów, czyli w 68 proc. spraw, chodziło o uznanie wojskowego za zmarłego.
W 480 sprawach, czyli w 13 proc., chodziło o uznanie za zaginionego.
Pozostałe 700 spraw, czyli 18 proc., dotyczyło decyzji proceduralnych — sprostowań błędów, odmów, ponownych zgłoszeń.
Oznacza to, że w 85 proc. uwzględnionych pozwów chodziło o uznanie człowieka od razu za zmarłego, z pominięciem etapu ogłaszania go zaginionym.
Jeśli przenieść tę proporcję na wszystkie karty spraw oczyszczone z ponownych zgłoszeń i odmów, czyli na ok. 73 tys. spraw, otrzymujemy następujący szacunek: w latach 2024–2025 rosyjskie sądy uznały za zmarłe prawie 62 tys. osób, których ciał nigdy nie odnaleziono.
To minimalna liczba, oczyszczona ze wszystkich możliwych duplikatów. Precyzyjniej należałoby powiedzieć tak: liczba zaginionych i zmarłych, którzy w ciągu dwóch lat wojny przeszli przez system sądowy, wynosi od 62 tys. do 87 tys. osób.
Oczywiste jest jednak, że pozwy sądowe nie obejmują całego zbioru skrajnie późnych rejestracji widocznych w Rejestrze Spraw Spadkowych. Choć przed rozpoczęciem kampanii masowego uznawania poległych za zmarłych takich spraw prawie nie było — we wczesnych wersjach imiennych list poległych tacy spadkodawcy stanowili zaledwie 2,4 proc. — ich liczba mogła wzrosnąć także niezależnie od sądów, na przykład wskutek częstszej wymiany ciał poległych.
Ponadto pozwy sądowe pokazują obraz najwyżej do połowy 2025 r. Mimo że same wnioski są dostępne do grudnia, dotyczą osób, które zaginęły co najmniej 180 dni przed datą złożenia wniosku — wcześniej prawo nie pozwala na złożenie takiej sprawy.
Biorąc to pod uwagę, a także fakt, że zastosowanie współczynnika dla „zwykłych” poległych do spraw spadkowych ze skrajnie późną rejestracją daje niemal tę samą liczbę co niekonserwatywne liczenie pozwów — 90 tys. według współczynnika i 87 tys. według pozwów — autorzy zdecydowali się oszacować tę grupę według górnej granicy, czyli na 90 tys. osób.
Ostateczny rachunek strat
Na koniec pokażmy, jak obliczono łączną liczbę zabitych rosyjskich wojskowych do 2026 r.
Na wykresie poniżej przedstawiono dynamikę łącznej liczby zabitych i zaginionych bez wieści do końca 2025 r. Dla zaginionych bez wieści pokazano dwa warianty obliczeń:
- minimalny, ograniczony analizą spraw sądowych,
- oraz drugi — wynikający z hipotezy, że zabici i zaginieni bez wieści nie różnią się od siebie pod względem prawdopodobieństwa trafienia do Rejestru Spraw Spadkowych.
Wykres pokazuje dynamikę postępów terytorialnych rosyjskiej i ukraińskiej armii od początku 2023 roku do wiosny 2026 roku. Czerwona linia oznacza tygodniowe zdobycze rosyjskich sił zbrojnych wyrażone w kilometrach kwadratowych, niebieska — postępy Ukrainy, a przerywana linia przedstawia ogólny bilans zmian na fronciemeduza.io
Jak widać, oba wykresy kończą się w połowie 2025 r. Niestety, na razie nic nie wiadomo o tych, którzy zaginęli później. Nie wszczęto jeszcze wobec nich spraw sądowych, ponieważ nie minął wymagany prawem termin, po którym sąd może rozpatrzyć taki wniosek. Nie ma ich też w Rejestrze Spraw Spadkowych — z tego samego powodu.
Jeśli chodzi o „zwykłych” poległych, ostatnie pół roku również stanowi osobny problem przy ocenie dynamiki. Liczba spraw w tym okresie spada z dwóch różnych powodów:
- wielu poległym w ostatnich miesiącach nie wystawiono jeszcze aktów zgonu, bo informacja o ich śmierci nie dotarła jeszcze do urzędów stanu cywilnego;
- po tych, którzy już formalnie zostali uznani za zmarłych, nie otwarto jeszcze sprawy spadkowej, ponieważ nie minęło 180 dni, jakie krewni mają na zgłoszenie się do notariusza.
Oba te problemy rozwiązywane są przy pomocy modelu statystycznego, który wykorzystuje wczesne sygnały w Rejestrze Spraw Spadkowych dotyczące liczby poległych, aby przewidzieć ich łączną liczbę — taką, jaka będzie widoczna po upływie czasu.
Co ciekawe, ani zmiany powierzchni okupowanych terytoriów, ani liczba publikowanych przez rodziny ogłoszeń o poszukiwaniu bliskich zaginionych na wojnie nie okazały się dobrymi wskaźnikami pozwalającymi przewidzieć końcową liczbę poległych. Oba te czynniki słabo oddają rzeczywistą intensywność strat w tej wojnie.
Zastosowanie prognostycznego modelu statystycznego nie daje wprawdzie takiej samej dokładności jak podstawowa metoda oceny strat, ale pozwala oszacować ogólną dynamikę śmierci na froncie.
Podsumowując: z uwzględnieniem wszystkich opisanych ograniczeń metodologicznych łączną liczbę rosyjskich wojskowych zabitych od początku pełnoskalowej wojny do końca 2025 r. oszacowano na 352 tys. osób. Oczywiste jest, że na początku maja 2026 r. liczba ta była już jeszcze wyższa.
Na razie rosyjskie siły zbrojne nie odczuwają ostrego braku żołnierzy. Jednak wraz ze wzrostem tempa strat sytuacja może się zmienić.