Chelsea przystępowała do meczu z Liverpoolem po sześciu porażkach z rzędu w Premier League, przez co spadła na dziewiąte miejsce w tabeli, które nie daje awansu do europejskich pucharów. Liverpool też zawodzi, choć nie aż tak bardzo, ale czwarte miejsce, które zajmował przed meczem i brak realnych szans na poprawę tej pozycji, to również zawód.

Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo

Liverpool objął prowadzenie po strzale Ryana Gravenbercha już w szóstej minucie.

W 35. wyrównał strzałem z wolnego Enzo Fernandez.

W 49. minucie przez chwilę zanosiło się na niespodziankę, bo pomocnik Chelsea Cole Palmer trafił do siatki, ale VAR gola nie uznał z powodu spalonego.

Po niespełna godzinie gry najpierw Andrei Santos dotknął piłki ręką w polu karnym, ale sędzia nie przyznał jedenastki Liverpoolu, a po chwili bardzo groźnie strzelał Dominik Szoboszlai.

W końcówce najpierw Joao Pedro został sfaulowany przez Jeremiego Frimponga w polu karnym, piłkarze Chelsea domagali się jedenastki, ale VAR wychwycił, że wcześniej Moises Caicedo zagrał piłkę ręką, karnego nie było, a Ekwadorczyk obejrzał żółtą kartkę.

Mecz zakończył się zasłużonym, patrząc na przebieg gry i statystyki, remisem 1:1.

Chelsea o krok od miejsca poza pucharami

Sprawił on, że The Reds pozostali na tej pozycji, mają siedem punktów przewagi nad szóstym Bournemouth i mecz więcej, czyli są blisko miejsca w pierwszej piątce, które daje prawo gry w Lidze Mistrzów. Chelsea przerwała złą serię, ale też nie ma się z czego cieszyć, bo pozostała na dziewiątej pozycji z dorobkiem 49 punktów. Straciła nawet teoretyczne szanse na grę w Lidze Mistrzów, a do siódmej pozycji, która da prawo gry w Lidze Europy w przypadku triumfu Manchesteru City w Pucharze Anglii, traci dwa punkty, a punkt do ósmego miejsca, dającego prawo gry w eliminacjach Ligi Konferencji. Ma jeszcze szansę awansować do LE, jeśli pokona MC w finale FA Cup.