Widzew Łódź ma obecnie 39 punktów i jest na 12. miejscu w tabeli. Do końca sezonu pozostają jeszcze dwie kolejki, więc oczywiście nie można mówić, że robota została wykonana i teraz już będzie sielanka. Co to, to nie. Łodzianie w dalszym ciągu są w sytuacji trudnej, ale nie beznadziejnej.
Źle lub nawet tragicznie wygląda natomiast Lechia Gdańsk – w pięciu ostatnich kolejkach drużyna znad morza zdobyła zaledwie jeden punkt i jeśli nie zapunktuje w spotkaniach z Legią Warszawa i Bruk-Betem Termalicą Nieciecza, to za moment pożegna się z Ekstraklasą.
W sobotę widzieliśmy, ile daje stabilna defensywa. Widzew nie popełniał błędów w tyłach lub robił ich mało. Lechia? Totalny dramat. Boczni obrońcy byli łatwo ogrywani przez skrzydłowych, a Matej Rodin okazał się sabotażystą, zawalił dwa gole (choć należy docenić też kunszt Sebastiana Bergiera) i gościom grało się znacznie trudniej.
A Widzew nakręcał się z minuty na minutę przy żywiołowym dopingu publiczności. I czuć było ten luz w ich grze. Po przerwie gospodarze trochę spuścili z tonu, skupili się na pilnowaniu wyniku. I choć stracili gola, to nie miało to większego znaczenia.
ZOBACZ WIDEO: Tak cieszyli się piłkarze Górnika. Legenda wzniosła Puchar Polski
Oczywiście, można mówić o tym, że na początku spotkania czerwoną kartkę mógł ujrzeć Carlos Isaac Munoz za brutalny na Aleksandarze Ćirkoviciu. Tylko czy to by coś zmieniło? Patrząc na ostatnią grę Lechii 11 na 10 – mamy uzasadnione wątpliwości.
A co do Ćirkovicia – to on miał pierwszą dobrą szansę w meczu, jednak spudłował. Było też minimalnie niecelne uderzenie Bartłomieja Kłudki zza pola karnego.
I to by było na tyle. Później do konkretów przeszedł Widzew. Jedno dośrodkowanie górą – główka Bergiera – 1:0. Drugie dośrodkowanie dołem – świetne zachowanie Bergiera – 2:0. A po raz trzeci trafił Steve Kapuadi po stałym fragmencie i dużym chaosie w polu bramkowym.
Trzy ciosy i Lechii nie było.
Po przerwie niby oglądaliśmy próby gonienia wyniku. Ładnego gola z dystansu strzelił Iwan Żelizko, było jeszcze parę okazji, jednak goście nie potrafili zachować zimnej krwi pod bramką. A kiedy kapitalny strzał z dystansu oddał Tomasz Neugebauer, to wybitną interwencją popisał się Bartłomiej Drągowski i w tylko sobie znany sposób odbił piłkę na poprzeczkę. Tak czy inaczej – Widzew zasłużył na tę wygraną.
Widzew Łódź – Lechia Gdańsk 3:1 (3:0)
1:0 Sebastian Bergier 10′
2:0 Sebastian Bergier 28′
3:0 Steve Kapuadi 37′
3:1 Iwan Żelizko 66′
Składy:
Widzew: Bartłomiej Drągowski – Carlos Isaac Munoz (46′ Marcel Krajewski), Przemysław Wiśniewski, Steve Kapuadi, Samuel Kozlovsky – Angel Baena (78′ Stelios Andreou), Juljan Shehu, Emil Kornvig, Fran Alvarez (83′ Bartłomiej Pawłowski), Mariusz Fornalczyk (83′ Lindon Selahi) – Sebastian Bergier (87′ Andi Zeqiri).
Lechia: Alex Paulsen – Bartłomiej Kłudka, Maksym Diaczuk (90′ Michał Głogowski), Matej Rodin, Matus Vojtko – Camilo Mena, Rifet Kapić (65′ Anton Carenko), Iwan Żelizko, Kacper Sezonienko (46′ Tomasz Neugebauer), Aleksandar Ćirković – Tomas Bobcek.
Żółte kartki: Isaac Munoz, Shehu, Pawłowski (Widzew) oraz Żelizko, Kłudka (Lechia).
Czerwona kartka: Shehu 89′ (Widzew, za drugą żółtą).
Sędzia: Jarosław Przybył (Kluczbork).