Pogoń Szczecin grała w Białymstoku po dwóch meczach, w których punktowała i przybliżyła się do utrzymania w PKO Ekstraklasie. Zaczęła karygodnie, ponieważ w pierwszej połowie stanowiła tło dla przeciwnika, ale potrafiła doprowadzić do remisu. Złe zachowanie po rzucie rożnym, w doliczonym czasie, kosztowało Portowców potencjalnie ważny punkt, ponieważ to wtedy stracili gola na 2:3.
– Czujemy się okropnie. Dwa razy w jednym sezonie straciliśmy gola w końcówce meczu z Jagiellonią. Uciekł nam bardzo cenny punkt. Pierwsza połowa nie była w żaden sposób taka, jak chcieliśmy. Powiedzieliśmy to sobie w przerwie. W drugiej połowie wyszliśmy inaczej i nawet przeważaliśmy. Po wyrównaniu na 2:2 nie było dużego zagrożenia, mimo to straciliśmy gola. Bardzo długa podróż nas czeka i to czas na przemyślenia – mówi Thomas Thomasberg na konferencji prasowej.
– Strzeliliśmy gola na 2:2 w 83. minucie i powinniśmy po nim dalej cisnąć, wywierać presję na przeciwnikach, ale dopuściliśmy do stałego fragmentu gry, który kosztował nas gola. Finalnie ponownie ostatni cios należał do Jagiellonii – dodaje trener.
ZOBACZ WIDEO: Polacy o Lewandowskim. Powinien zostać w Barcelonie?
Jagiellonia Białystok podtrzymała dobre wyniki w meczach na własnym stadionie z Pogonią. Po dużej nerwówce zdobyła komplet punktów i nie zapłaciła kary za obniżenie poziomu w drugiej połowie w porównaniu z pierwszą częścią. Bohaterem ostatniego strzału został Bernardo Vital, który zrehabilitował się golem za pomyłkę przy trafieniu Filipa Cuicia.
– Czuliśmy energię trybun i dopasowaliśmy się do niej. Drużyna zagrała dobrze, choć fragmentami było trudno, a do tego powalczyła do końca. Wierzyliśmy w zwycięstwo do ostatnich minut – podsumowuje Adrian Siemieniec.
– Pierwsza połowa, pół godziny, było bardzo dobre i intensywne. Powinniśmy wtedy zamknąć spotkanie i je kontrolować. Później trochę to padło i zaczęliśmy stwarzać mniej sytuacji podbramkowych. Pogoń wróciła do meczu i to, co wydarzyło się w końcówce meczu, to już była huśtawka emocji. Na przyszłość musimy wcześniej zamykać takie mecze i zapewniać sobie bardziej komfortowy wynik. W tym przypadku było 2:1 po pierwszej połowie, a to za mało – dodaje trener Jagi.