10 sezonów GKS Tychy rywalizował nieprzerwanie na zapleczu PKO Ekstraklasy. W tym czasie miewał wzloty i upadki, walczył o awans do elity, ale także musiał bronić się przed spadkiem. Tyszanie rywalizowali w barażach o Ekstraklasę i choć kilka razy byli blisko spełnienia marzeń, to dekada gry w Betclic I lidze zakończyła się spadkiem w kompromitujących okolicznościach.

Miała być mała Bundesliga

GKS rundę jesienną zakończył w strefie spadkowej i już wtedy los klubu wydawał się być przesądzony. Jeszcze przed jej zakończeniem zwolniono Artura Skowronka, któremu dano duży kredyt zaufania. Szkoleniowiec nie potrafił jednak wyprowadzić drużyny z kryzysu. Tyszanie przegrywali mecz za meczem i ich sytuacja była coraz gorsza.

ZOBACZ WIDEO: Takie dostali wiadomości. Przerażające. Życzą Polakom najgorszego

W listopadzie ogłoszono, że Skowronka zastąpi Łukasz Piszczek, dla którego to był debiut na szczeblu centralnym. Wcześniej pracował jako asystent w Borussii Dortmund, a także w III-ligowym LKS-ie Goczałkowice-Zdrój. W Tychach wierzono, że zatrudnienie Piszczka będzie prawdziwym gamechangerem, który pozwoli w ciągu kilku lat zawojować Ekstraklasę.

– Łukasz to jeden z największych talentów trenerskich w Polsce, w przeszłości zawodnik z wielkim międzynarodowym doświadczeniem. Pomoże nam budować to, co zaczęliśmy 2,5 roku temu – komentował Max Kothny, najważniejsza osoba w tyskim klubie. Słowa te szybko się brzydko zestarzały. Piszczek nie przepracował w GKS-ie nawet czterech miesięcy. Prowadził zespół w ośmiu meczach, w których zdobył dwa punkty. Bilans bramek to 6 strzelonych i aż 20 straconych. W Tychach miała być mała Bundesliga, a zakończyło się czerwoną latarnią Betclic I ligi.

Ale to już było

Każdy, kto mierzył się z GKS-em mógł sobie z automatu dopisywać punkty. Zespół był w ogromnym kryzysie. Tyszanie przeżyli prawdziwy powrót do przeszłości lub powtórkę z rozrywki, a w zasadzie z horroru. W sobotę (9 maja) jasne stało się, że w nowym sezonie GKS-u nie zobaczymy na zapleczu PKO Ekstraklasy.

W 2015 roku GKS też zaliczył spadek w kompromitujących okolicznościach. Trenerem był wówczas Tomasz Hajto, dla którego była to ostatnia praca w tej roli. Później został telewizyjnym ekspertem i komentatorem, a nawet zawodnikiem freak figtów. Jego kadencję w Tychach wspomina się jako koszmar.

Wtedy Tyszanie na rok opuścili szeregi I-ligowców. Przenieśli się na nowy stadion i mieli najwyższą frekwencję w II lidze. Awansowali, ale nie bez problemów. Zajęli trzecie miejsce w tabeli, ustępując Stali Mielec i Zniczowi Pruszków oraz do końca walcząc o awans z Wisłą Puławy. Teraz zadanie będzie dużo trudniejsze niż dekadę temu.

W Tychach czuć głód wielkiej piłki

Spadek może być zarówno oczyszczeniem dla tyskiej piłki, jak i gwoździem do trumny. Pokazuje to przykład Zagłębia Sosnowiec, który też miał szybko wrócić do I ligi, a dziś jest w strefie spadkowej i realny jest scenariusz gry w przyszłym sezonie w III lidze.

W Tychach czuć głód wielkiej piłki. Gdy w Pucharze Polski Tyszanom przyszło rywalizować z Legią Warszawa, stadion wypełnił się niemal po brzegi. Kiedy w lidze dochodzi do rywalizacji z wielka firmą, na trybunach jest sporo kibiców. W starciach z mniej utytułowanymi i znanymi rywalami obiekt świeci pustkami i jest pośmiewiskiem w kraju.

Działacze mają sporo pracy, by wyprowadzić zespół z kryzysu, do jakiego doprowadzili swoimi decyzjami. Kibice – choć w tym sezonie byli łaskawi i unikali „rozmów wychowawczych” – szybko im tego nie zapomną.

Łukasz Witczyk, dziennikarz WP SportoweFakty