Drużynowe mistrzostwa Europy to stosunkowo nowa formuła, która w świecie żużla istnieje dopiero od 2022 roku. Przed sobotnim turniejem odbyły się tylko cztery edycje, a reprezentacja Polski była jak dotąd niepokonana, za każdym razem sięgając po złote medale.
Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo
Wydawać się mogło, że w Rzeszowie biało-czerwoni po raz kolejny będą faworytem do zdobycia tytułu. Pierwsze problemy pojawiły się jednak już na etapie ustalania składu, ponieważ w zawodach mógł wystąpić tylko jeden stały uczestnik cyklu Speedway Grand Prix.
Z tego powodu selekcjoner nie mógł skorzystać z Patryka Dudka i Kacpra Woryny. Na domiar złego, tuż przed zawodami kontuzji nabawił się Piotr Pawlicki, który imponuje formą na początku sezonu. Zawodnik Unii Leszno zaliczył fatalny upadek podczas piątkowego meczu PGE Ekstraligi w Grudziądzu, który wykluczył go z rywalizacji w Rzeszowie.
To właśnie nieobecność 31-latka jest głównym powodem porażki według selekcjonera kadry. Pod nieobecność Pawlickiego Chomski powołał Wiktora Przyjemskiego, który jednak nie spisał się na miarę oczekiwań. Młodzieżowiec zdobył zaledwie dwa punkty w trzech występach, a pod koniec zawodów zastąpił go Bartosz Bańbor.
— Dla nas finał rozpoczął się już w piątek, gdy późnym wieczorem ze składu wypadł jeden z naszych filarów. Liczyliśmy na obronę złota, ale każda seria się kiedyś kończy. Gratuluję Duńczykom. Trzeba szukać pozytywów, a przecież srebro chluby nam nie ujmuje. Bardzo cieszy też występ Bartka Bańbora — podsumował Stanisław Chomski.
Dania ze złotem
Ostatecznie reprezentacja Polski uzbierała 39 punktów i przegrała z Duńczykami o trzy oczka. Najlepszym zawodnikiem kadry prowadzonej przez Nickiego Pedersena był Rasmus Jensen, a więc zawodnik, który na co dzień reprezentuje barwy miejscowej ZKS Stali. 32-latek zakończył imprezę z dorobkiem dwunastu punktów.
— Świetnie funkcjonowaliśmy dzisiaj jako drużyna. To przesądziło o naszym sukcesie nad bardzo silnym zespołem Polski, z czego bardzo się cieszymy. Myślę, że od pierwszej serii staraliśmy się pokazać, że przyjechaliśmy do Rzeszowa po zwycięstwo. Warunki torowe nam pasowały, jesteśmy bardzo szczęśliwi z ostatecznego rezultatu — przyznał Nicki Pedersen, menedżer duńskiej reprezentacji.