Prawdziwe dziennikarstwo. Niezależna redakcja. ZA DARMO.

Tekst powstał w ramach projektu WP Opinie. Przedstawiamy w nim zróżnicowane spojrzenia komentatorów i liderów opinii publicznej na kluczowe sprawy społeczne i polityczne.

Papież jedzie niebawem do Hiszpanii, choć tam też w przyszłym roku wybory. W tym roku zajrzy też nad Sekwanę pomimo wyborów prezydenckich w 2027 roku, które zapowiadają się na dramatycznie polaryzujące tak społecznie, jak i politycznie. Ze względu na politykę nie jedzie tylko do USA, choć jubileusz 250-lecia Deklaracji Niepodległości USA brzmi za Wielką Wodą niemal jak okrągła rocznica chrztu Polski.

Kobieta nagrana. Skandal, co wyprawiała. Powinna się wstydzić

O czym to świadczy? Być może tylko o tym, że wzięliśmy w Polsce Kościół i nawet papieża na zakładników polityki bardziej niż gdziekolwiek indziej. Może tylko odrobinę mniej niż u Trumpa, bo jednak nad Wisłą nikt papieża nie oskarża za to, że szkodzi…katolikom. A może lepiej napisać, dopóki polska prawica za głównego wroga obrała kard. Rysia, jeszcze nikt papieża nie oskarża.

Symboliczny jest fakt, że polski premier i amerykański sekretarz stanu spotkali się z papieżem dokładnie tego samego dnia, w przededniu rocznicy wyboru Leona XIV. Czy to jedyne, co łączy Polskę i USA z amerykańskim papieżem? Niekoniecznie. Zarówno nad Wisłą, jak i nad Potomakiem nie brakuje polityków, którzy chętnie wykorzystaliby papieża nie tyle ze względu na rolę i znaczenie duchowego przywództwa Głowy Kościoła, ale raczej dla własnych, politycznych celów.

W Ameryce, szykującej się do świętowania rocznicy 250-lecia Deklaracji Niepodległości, wizyta pierwszego amerykańskiego papieża byłaby nie tylko symbolicznym podkreśleniem znaczenia katolików w życiu Stanów Zjednoczonych, gdzie napływ emigrantów z krajów Ameryki Łacińskiej wzmocnił siłę (także wyborczą) Kościoła katolickiego. Jednocześnie pojawienie się papieża Leona w otoczeniu Trumpa mogłoby zostać odebrane jako osłabienie pacyfistycznej i proimigranckiej oraz społecznie zaangażowanej linii tego pontyfikatu. Oczywiście katolicy amerykańscy w niedługim czasie doczekają się na swojej ojczystej ziemi spotkania z papieżem rodem z Chicago, ale dojdzie do tego raczej na warunkach Watykanu niż Białego Domu.

Kultura na rzecz pokoju i sprawiedliwości. Leon XIV przeciw polityce Trumpa [OPINIA]

Kultura na rzecz pokoju i sprawiedliwości. Leon XIV przeciw polityce Trumpa [OPINIA]

Dlaczego nie teraz

W Polsce sytuacja od strony politycznej jest podobna – papież został zaproszony do odwiedzin naszego kraju zarówno przez biskupów, prezydenta, jak i ostatnio przez premiera. Każda ze stron – rząd i opozycja, premier i prezydent – chciałaby pokazać, że papież przybywa głównie do nich. Opozycja, ale i część Episkopatu, najchętniej widziałyby odwiedziny połączone ze świętowaniem 150. rocznicy objawień maryjnych w Gietrzwałdzie, gdzie – jak lubią podkreślać niektórzy politycy – „Maryja mówiła po polsku”. Temu ma służyć nawet postulat zgłoszonej przez PSL uchwały sejmowej ustanawiającej rok 2027 „Rokiem Objawień w Gietrzwałdzie”.

Spotkania, żonglowanie wyjętymi z kontekstu fragmentami przemówień czy choćby granie „zdjęciem z papieżem” dla wielu polityków byłyby pokusą nie do odparcia. Z kolei dla rządzącej koalicji papieska wizyta przykryłaby trudne relacje z Kościołem, w tym spór o naukę religii w szkołach (co notabene było przedmiotem rozmowy Tuska z Leonem i -jak zauważył premier – „mamy tu nieco odmienne zdanie”), a w konsekwencji pozwoliła uniknąć oskarżania KO o kulturową wojnę i przysłowiowe „piłowanie katolików”.

Kiedy ostatnio miałem okazję rozmawiać z jednym z watykańskich duchownych, powiedział mi wprost, że Watykan jest wyczulony, aby nie stać się zakładnikiem żadnej ze stron. Dodatkowo za późniejszą datą papieskiej pielgrzymki nad Wisłę przemawiają także rocznice – w roku 2028 przypada pół wieku od wyboru Karola Wojtyły na papieża, co mogłoby podkreślić rolę tego wydarzenia tak dla historii Polski, jak i całego Kościoła.

Z kolei pielgrzymka w roku 2029 zbiegnie się z równie okrągłą, 50. rocznicą powrotu Zakonu Augustianów do Polski, a z tego zakonu wywodzi się przecież papież Leon, który zarówno podczas swoich środowych katechez, jak i podróży apostolskich lubi podkreślać znaczenie augustiańskiej duchowości dla współczesnego Kościoła.

Tusk wyszedł ze spotkania z papieżem. "Jestem poruszony"

Tusk wyszedł ze spotkania z papieżem. „Jestem poruszony”

Jedno jest pewne – Watykan będzie przyglądał się temu, co w Polsce się dzieje i jak są rozkładane akcenty we wzajemnych relacjach. Nie tylko dlatego temat wojny kulturowej czy konfrontacji z Kościołem nie będzie wiodącym motywem wyborczych programów. Podobnie jak po drugiej stronie akcentowanie podległości i sojuszu ołtarza z tronem. Oba modele relacji zwyczajnie przynoszą politykom więcej szkody niż pożytku. Będziemy za to wiele słyszeli o znaczeniu Kościoła w polskiej historii i jego roli oraz autonomii obu instytucji.

Oczywiście co jakiś czas będziemy świadkami potyczek na gesty i symbole. Widać ją nawet z perspektywy Watykanu – swoją wręcz ostentacyjną religijność prezydent Nawrocki podkreślił przekazaniem papieżowi repliki obrazu Matki Bożej z Gietrzwałdu. Premier Tusk ofiarował kaszubskie tłumaczenie Tory.

Czasem takie prezenty bardziej adresowane są do krajowego odbiorcy niż do gospodarza Pałacu Apostolskiego.

Dla Wirtualnej Polski ks. Kazimierz Sowa