Marka Xbox kończy w tym roku aż 25 lat. Dla Microsoftu był to bardzo ekscytujący czas, w którym pokazano, że nowy gracz na rynku ma szansę pokonać wielkiego giganta, jakim było Sony. Jedną z zasług takiego wyczynu były oczywiście gry na wyłączność. 

Od zarania dziejów, od dosłownie początków naszej branży. Słowo exclusive znaczyło więcej niż jakiejkolwiek inne biznesowe fikołki wyczyniane przez różnych prezesów. Atari, Sega, Nintendo Sony mieli tego świadomość i zawsze w pocie czoła pracowali nad świetnymi tytułami na wyłączność, a gdy nie mieli odpowiednio dużo ludzi, pozyskiwali partnerów 2nd i 3rd party. Cała potęga tych producentów zbudowana została właśnie przez produkcje ekskluzywne. Microsoft na początku swojej drogi w tej branży też o tym wiedział i to rozumiał, dlatego przez długi okres otrzymaliśmy sporo takich tytułów. 

Dalsza część tekstu pod wideo

Gdy na pudełku z kupowaną grą widniał napis Only on Xbox, Only on PlayStation czy Only for Nintendo Gamecube, pewniakiem było to, że nabywamy naprawdę mocarny hicior. Trafność takiego stwierdzenia była oczywiście prawie 100%, bo zdarzały się crapiszony. Dziś marka Xbox stoi pod wielkim znakiem zapytania – czy powrócić do gier na wyłączność? Odpowiedź w mojej ocenie jest prosta, jednak warto sobie tutaj przypomnieć, dla jakich produkcji kupowaliśmy konsole „zielonych”. Zasady są proste – jedna gra na serię oraz debiut co najmniej z konsolową ekskluzywnoscią dla Xboksów. 

Advertisement

Halo: Combat Evolved

Startowy tytuł pierwszego Xboksa i od razu hicior na miarę późniejszego The Legend of Zelda: Breath of the Wild. Praktycznie same oceny 10 na 10, fantastyczne wrażenia z rozgrywki, epicki soundtrack i klimat, który z miejsca zrobił z nowej gry Bungie absolutnego klasyka. Niektórzy powiedzą, że Halo 2 czy Halo 3 są znacznie lepsze i być może mają rację. Ale tego jak „jedynka” wpłynęła na rozwój branży, nie da się ocenić.

Mass Effect

W czasach, w których BioWare było jeszcze jednym z najbardziej cenionych studiów na świecie, nadejście Mass Effecta było naprawdę przełomowym wydarzeniem, zwłaszcza, że produkcja ta zmierzała wyłącznie na konsolę Xbox 360. Komandor Shepard na stałe wpisał się w sercach graczy jako wojownik jakich mało, a jego przygody dały początek uniwersum, które jak równy z równym mogłoby rywalizować ze Star Warsami czy Star Trekiem, a i byłoby od nich obu lepsze o parę klas. 

Gears of War

Epic Games też pracowało kiedyś nad czymś więcej niż Fortnite i praktycznie każda ich produkcja była na swój sposób przełomowa. „Girsy” były nie tylko tytułem, który wprowadził chowanie się za osłonami, ale także mroczną i dojrzałą opowieścią o poczuciu braterstwa jakie żołnierze kreują podczas toczonych wspólnie walk. Było krwisto, brutalnie, epicko i co jak co, ale posiadacze PlayStation do dziś nie dostali równie dobrego shootera.

Forza Motorsport

Może uznacie to za herezję, ale jak dla mnie Forza Motorsport zdeklasowała Gran Turismo 4, pokazując całemu światu i całej branży gier wideo, że Polyphony Digital tak naprawdę nie ma bladego pojęcia o robieniu wyścigów. Forza miała lepszy model jazdy, fajniejszy system progresji oraz dużo lepszą grafikę, dzięki czemu Turn 10 na praktycznie 2 generacje zepchnęło Japończyków z fotela lidera. 

Forza Horizon 4

Pierwsza Forza Horizon była spoko i ma naprawdę wiele elementów, które robi lepiej niż późniejsze odsłony. Ale jeśli już wybieramy najlepszą z najlepszych, stawiam na „czwórkę”. Spędziłem z grą dobre kilkadziesiąt godzin i powiadam wam, Forza Horizon 5 może się schować. Playground Games stworzyło piękną wizję Wielkiej Brytanii, doszlifowało model jazdy do perfekcji, a i z dodatkami polecieli w fajną stronę. 

Oddworld: Stranger’s Wrath

Oddworld: Munch’s Odyssey wystartowało razem z Xboksem, szokując branżę faktem, iż mocno powiązana z PlayStation marka, przechodzi do nowego obozu. Dziś jest co coś absolutnie nie do pomyślenia, ale ówcześnie tak właśnie walczyło się o klienta. Jednak z obu odsłon cyklu, osobiście preferuję samotnego łowcę nagród, którego styl, humor i świeżość w ramach marki, powalały na łopatki. Doskonała przygoda w westernowym klimacie, która mam nadzieję, otrzyma kiedyś godnego następcę.

Fable

Peter Molyneux nie jest już dziś tak ceniony jak kiedyś, a jego designerski zmysł mocno się dziś zestarzał, ale powiedzmy sobie szczerze – Fable to była rewolucja. Nigdy wcześniej ani w sumie nawet później, nie powstała marka, która tak dobrze oddałaby ducha przygody fantasy z prawdziwą wolnością wyboru. Chcesz być zły? Bądź najgorszą łajzą jaką widziało Albion. Wolisz być aniołkiem w ludzkiej skórze? Też spoko. Żaden TES, Baldur czy inne gry nie mają w sobie „tego czegoś”.

Kinect Adventures

Rare znane jest nam przede wszystkim z tworzenia świetnych gier dla Nintendo i najlepszego pirackiego dzieła wszech czasów, Sea of Thieves. Jednakże, największym hiciorem jaki wydali na konsolach Xbox jest Kinect Adventures. Idealny pokaz tego, jak powinno robić się gry ruchowe i jeden z wielu powodów, dla których pragnęliśmy zakupić bajerancki kontroler od Microsoftu.

Ninja Gaiden Black

Współpraca Team Ninja z Microsoftem była naprawdę piękna i udowadniała, że Japończycy naprawdę mogą dogadywać się z amerykańskimi partnerami, na długo zanim Phil Spencer błagał deweloperów o jakiekolwiek wsparcie swojej platformy. PS2 miało Devil May Cry, Xbox dostał równie epicką, wymagającą jak diabli i przepiękną produkcję, przy której połamaliśmy niejednego pada. Nic dziwnego, że to jedna z najlepiej ocenianych produkcji tamtych lat.

The Chronicles of Riddick: Escape From Butcher Bay

Czasami grając na pierwszym Xboksie można było mieć wrażenie, że, że obcuje się z iście next-genową platformą. Żadna gra z PS2 nie miała nawet szans wyglądać tak dobrze jak przygody Riddicka czy Doom 3. Ucieczka z Butcher Bay stanowiła doskonały przykład tego, że gra bazująca na kinowym przeboju nie musi być paździerzem ani platformówką klepaną od linijki. A jako fabularny prequel filmowej sagi, gra sprawiła się wręcz idealnie. 

Dead or Alive 3

Ekskluzywność Tekkena sprawiła, że Tecmo pragnęło jakiejś przeciwwagi dla raczkującej hegemonii Sony, dlatego też na premierę Xbox otrzymał Dead or Alive 3, czyli chyba najlepszą odsłonę kultowej już serii. Niestety o ile technologicznie i gameplayowo była to absolutnie przegenialna produkcja, tak sprzedażowo nie podbiła świata. Sprzedaż na poziomie 2 milionów kopii to dobry wynik, ale niestety nijak się ma do tego co osiągał w tym samym czasie Tekken 5. Niemniej jednak naprawdę marzy mi się, aby Asha Sharma znów dogadała się z Team Ninja, aby Dead or Alive 7, dostępne było jako exclusive Project Helix.

Blue Dragon

Mawia się, że PlayStation i Nintendo to najlepsze platformy dla miłośników anime i jRPG-ów, ale obu platformom naprawdę brakuje jednego z najlepszych dzieł z tego gatunku w historii. Blue Dragon był duchowym następcą Dragon Questa, w którego włożono ducha Final Fantasy oraz niepowtarzalny sznyt muzycznego geniuszu Nobuo Uematsu. Do dziś cudowna gra, która trzyma w napięciu i dostarcza dziesiątki godzin świetnej zabawy.

Lost Odyssey

Prawdziwe Final Fantasy XIII. Tak o Lost Odyssey mawia dosłownie każdy, kto grał w cudowne dzieło samego ojca serii Square. Hironobu Sakaguchi włożył w ten tytuł całe serce i mimo, iż dalej wciąż tworzy gry, tak naprawdę to właśnie Lost Odyssey było jego ostatnim wielkim dziełem. Pięknym wizualnie, fabularnie uderzającym w serce równie mocno co złote czasy „fajnala” i porywającym gameplayowo. Jeśli jeszcze nie graliście, koniecznie musicie to nadrobić.

Sunset Overdrive

Nawet nie macie pojęcia w jakim byłem szoku, gdy okazało się, iż Insomniac Games pracuje na grą ekskluzywną dla konsol Xbox. To był mój odpowiednik zdziwienia, jakie ludzie przeżyli w momencie zapowiedzi Final Fantasy XIII na konsolach Xbox 360. Znajdziemy tu wszystko za co kochamy ojców Ratcheta i Spyro. Świetny humor, genialna akcja, zmyślnie przygotowane bronie, piękny świat i ścieżka dźwiękowa, przy której można się bawić nie tylko podczas rozgrywki. Szkoda tylko, że firma wyszła na tym projekcie dosłownie na zero. 

Dead Rising

Capcom jest dziś flagowym przykładem idealnego wydawcy multiplatformowego, który perfekcyjnie dba o jakość swoich gier na absolutnie każdym sprzęcie na rynku. W czasach Xboksa 360 dostaliśmy sporo niespodzianek od producentów third-party, a Dead Rising był właśnie jednym z nich. Japończycy postanowili stworzyć coś świeżego i innego niż typowa mroczna zombie eskapada, dlatego zdecydowano się na iście komediowy charakter tego projektu. Czysta frajda i absurd w najlepszej możliwej postaci – no nie ma i nie będzie na rynku marki, która zrobi to w równie fajny sposób. 

Alan Wake

Sony ma swoje wielkie narracyjne hity, dlatego też i Xbox 360 musiał dostać coś, co wyrwie nas z kapci. Alan Wake był, i nadal w sumie jest, najlepszym pisarzem jakiego widział świat – przynajmniej ten cyfrowy. Ekipa Remedy Entertainment stworzyła naprawdę wiekopomne, niesamowicie emocjonujące dzieło, obok którego nie sposób przejść obojętnie. Mroczna, dołująca, momentami przerażająca opowieść, dała początek naprawdę pięknej marce.

Project Gotham Racing

Dziś Forza Motorsport, jako seria, została spisana na straty, dlatego też pora na to, aby Microsoft powrócił do PGR-a. A jak ktoś grał na pierwszym Xboksie w „jedynkę”, na pewno wie dlaczego cykl ten był tak dobry. Młodszym graczom za rekomendację wystarczyć może, że to w sumie trochę takie połączenie Forzy z Driveclubem, dzięki czemu każdy wyścig był czymś ekscytującym. W moim odczuciu pierwsza odsłona do dziś pozostaje tą najlepszą.

Viva Piñata

Rare dało nam jeszcze jedną, naprawdę wyjątkową produkcję. Być może nie przebiła ona Spore, nie zdobyła konsoli Xbox 360 milionów nowych graczy, ale była i na zawsze będzie, absolutnie wyjątkowa. Wyobraźcie sobie, że hodujecie zwierzątka, ale są one tytułowymi napchanymi cukierkami maskotkami. No coś wprost przepięknego. Swego czasu zagrywałem się godzinami i ubolewam nad tym, że nie dostaliśmy porządnej kontynuacji. 

Quantum Break

Po przygodach Alana Wake’a, Microsoft i Remedy zaserwowali nam kolejny super hicior. Quantum Break trzyma poziom fabuły i narracji godny Remedy, ale pod kątem rozgrywki idzie o krok dalej, łącząc w sobie zabawę czasem z porządnym strzelaniem. Bardzo dobra i bardzo niedoceniona pozycja, której należy się godna druga młodość i ważniejsza pozycja w ramach Remedy Universe.  

Saints Row

Dziś z Grand Theft Auto rywalizować się po prostu nie da. Nikt nie wyrzuci 500 mln na grę, która i tak przegra z GTA VI. Te 20 lat temu było inaczej, dzięki czemu Xbox 360 dostał bardzo dobrą propozycję dla fanów gangsterskich klimatów, czyli Saints Row. Mieliśmy tu wszystko za co kochaliśmy GTA wraz z pierwszym kontaktem z next-genowymi grami z otwartym światem. Do czasu pojawienia się GTA 4, najlepszy konsolowy open-world.