Początek tego roku przyniósł na froncie sytuację, która jeszcze pół roku temu wydawała się mało prawdopodobna. Z analizy AFP opartej na danych amerykańskiego Instytutu Studiów nad Wojną wynika, że rosyjska armia znów straciła więcej terytorium, niż zdołała zdobyć. W kwietniu rosyjskie wojska oddały ok. 120 kilometrów kwadratowych wcześniej zajmowanych terenów. Nie oznacza to przełomu, ale pokazuje, że rosyjska ofensywa wyhamowuje, a putinowska armia ma coraz więcej problemów.
Już w lutym Ukraińcom udało się odzyskać więcej terenu, niż Rosjanie zdobyli. Ci drudzy w lutym zajęli ok. 126 kilometrów kwadratowych terytorium Ukrainy, podczas gdy w styczniu było to ponad 240 km kw. W styczniu Ukraińcy odzyskali ok. 140 km kw., w lutym już 180 km kw. terenu, głównie na południowym odcinku frontu. Teraz jednak zdobycze są nieco mniejsze.
Kapitalna „obrotówka”. To jeden z najlepszych nokautów w tym roku!
Skromne zdobycze
Według danych analizowanych przez AFP i ISW, w samym kwietniu ukraińskie siły odzyskały około 120 km kw. Głównie w Donbasie i na Zaporożu. W tym samym czasie Rosjanie zajęli ok. 80 km kw. Oznacza to, że netto odzyskali ok. 40 km kw. W lutym netto odzyskali ok. 60 km kw.
Udane ataki Ukrainy. Takiego sukcesu nie było od blisko 3 lat
Łącznie od początku pełnoskalowej wojny Ukraina odzyskała ok. 75-76 tys. km kw. terytorium zajętego wcześniej przez Rosję. Największe sukcesy odnosili w lecie i jesienią 2022 r., kiedy prowadzono szybkie kontruderzenia. W efekcie po 12 latach wojny Moskwa kontroluje obecnie ok. 108-110 tys. km kw. ukraińskiego terytorium, czyli mniej więcej 18 proc. powierzchni państwa. Z czego ok. połowę zdobyła jeszcze przed pełnoskalową inwazją. Mimo lokalnych sukcesów Ukraińcy teraz odzyskali niewiele terenu. Kwietniowe walki pozwoliły im odzyskać zaledwie ok. 0,02 proc. powierzchni państwa. O większe sukcesy będzie trudno.
Front utknął w okopach głęboko urzutowanych linii obrony, w których przesunięcie linii styku nawet o kilka kilometrów wymaga wielotygodniowych działań, ogromnych nakładów amunicji i wysokich strat po obu stronach. Mało jest miejsca do prowadzenia operacji manewrowych. Choć miejscami się to udaje, jak na południowym odcinku frontu przy granicy Obwodu Dniepropietrowskiego.
Agent w Achmacie. Elita Kadyrowa skompromitowana od środka
Rosyjskie problemy?
Ostatnie cztery miesiące pokazują, że problemy Rosjan są coraz większe. Pierwszym z nich są rosnące straty. Rosja nadal jest w stanie uzupełniać stany osobowe dzięki kontraktom i ukrytej mobilizacji. Dowódca Sił Systemów Bezzałogowych Ukrainy Robert „Madziar” Browdi poinformował, że już piąty miesiąc z rzędu rosyjska armia traci więcej żołnierzy, niż jest w stanie pozyskać poprzez ukrytą mobilizację i kontrakty. Według danych przedstawionych przez Ukraińców od grudnia do końca kwietnia Rosja miała zmobilizować tylko ok. 148 tys. ludzi, tracąc w tym samym czasie blisko 157 tys. żołnierzy.
To ważna informacja, ponieważ jeszcze rok temu Kreml był w stanie utrzymywać dodatni bilans uzupełnień. Dziś sytuacja wygląda inaczej. Rosja nadal jednak dysponuje dużymi rezerwami ludzkimi.
Koszt utrzymania obecnego tempa ofensywy wyraźnie rośnie. W dodatku w samej Federacji jest znacznie mniej chętnych na ochotniczy zaciąg niż jeszcze rok temu. Armii coraz trudniej jest zbilansować straty. Dlatego na froncie nie wiedzie się Rosjanom najlepiej.
Drugim czynnikiem są warunki pogodowe. Wiosenne roztopy tradycyjnie utrudniają prowadzenie działań ofensywnych na Ukrainie. Rasputica od ponad stu lat wpływa na przebieg kampanii wojennych w Europie Wschodniej. Rozmokły grunt ogranicza mobilność ciężkiego sprzętu, utrudnia logistykę i zmniejsza tempo natarć. A to stało się już rekordowo niskie. W poprzednim roku Rosjanie zdobywali teren rzędu kilkuset metrów dziennie, lokalnie do 1-2 kilometrów, ale bez ciągłości i z częstym cofaniem się linii frontu. Średnia więc wynosiła ok. 150 metrów dziennie na odcinkach, gdzie toczyły się walki. Trzeba bowiem pamiętać, że działania bojowe toczą się na kilku odcinkach, które łącznie liczą nie więcej niż 150 km szerokości, przy całej długości frontu liczącej ok. 1,5 tys. km.
Obecnie średnia spadła do 30-70 metrów dziennie w zależności od rejonu działań, a na froncie południowym Rosjanie nadal są na minusie. Podczas I wojny światowej na froncie zachodnim podczas bitwy pod Verdun średnie tempo wynosiło ok. 100 m dziennie. Podobnie nad Sommą.
Wyjątkiem był rok 1918, kiedy niemiecka ofensywa wiosenna w pierwszych dniach rozpędziła tempo nawet do 5-10 km dziennie, choć średnie tempo całej operacji wyniosło 1-2 km dziennie. Było to jednak tempo krótkotrwałe. Po kilku tygodniach ofensywa załamała się z powodu strat i problemów logistycznych. Czyli tak samo, jak u Rosjan w zeszłym roku.
Siewcy strachu. Nowy patent trolli Putina
Bez przełomu
Mimo że Rosja nadal posiada przewagę liczebną i materiałową, osiąganie kolejnych zdobyczy terenowych wymaga coraz większego wysiłku. Kreml jeszcze na ten wysiłek stać. Choć już jest okupiony coraz większymi wyrzeczeniami. Podobnie zresztą jak w przypadku Ukraińców.
Ukraińska armia nadal zmaga się z niedoborami ludzi, problemami mobilizacyjnymi i brakami sprzętowymi. Efekt jest taki, że walczą przeciwko sobie dwie bardzo wyczerpane armie. Znaczenie lutowych i kwietniowych wydarzeń jest więc przede wszystkim polityczne i psychologiczne. Po wielu miesiącach rosyjskich postępów pojawiły się pierwsze sygnały, że Ukraińcy mają zdolności do uzyskania inicjatywy. Przynajmniej na poziomie taktycznym.
Najbliższe miesiące pokażą, czy sytuacja z początku roku jest jedynie krótkotrwałym efektem pogody, rosyjskiego wyczerpania i rotacji jednostek, czy też początkiem powolnego wyhamowania rosyjskich zdolności ofensywnych. Na razie sytuacja na froncie pozostaje stabilna, ale kolejny miesiąc Ukraińcy utrzymali inicjatywę i zdobyli więcej terenu niż stracili.