Reprezentant Polski przeżył w Portugalii okropne chwile. W piątkowy wieczór padł ofiarą napadu. Po powrocie z restauracji wraz z rodziną zastał w domu grupę włamywaczy mówiących w języku hiszpańskim. Jeden z nich miał grozić mu nożem. Bednarek najbardziej bał się o żonę i małą córeczkę. Media podały, co stracił piłkarz. Dalszy ciąg artykułu pod materiałem wideo Trener ujawnia po napadzie na Jana Bednarka. FC Porto grało bez Polaka
Złodzieje ukradli biżuterię wartą ok. 150 tys. euro – dwa zegarki, dwie obrączki ślubne i bransoletkę. Zawodnik FC Porto prosił włamywaczy, by nie robili krzywdy jego rodzinie, a po całym zdarzeniu klub miał wesprzeć go i dać swobodę decyzji.
Stoper nie znalazł się w kadrze meczowej na ligowe starcie z AFS. Ostatni zespół ligi portugalskiej wygrał z Porto 3:1, a w pierwszym składzie nie było ani jednego Polaka. W drugiej połowie z ławki wszedł Oskar Pietuszewski, a po końcowym gwizdku szkoleniowiec ujawnił, jak wyglądała sytuacja Bednarka.
— To były dla niego i dla nas bardzo szczególne 24 godziny, ze względu na to, co się wydarzyło. Wczoraj wieczorem postanowiliśmy z zawodnikami, że damy mu ten dzień, aby mógł spędzić go z rodziną i dziećmi — mówi Francesco Farioli cytowany przez „O Jogo”.
— Dobrze, że go nie było w szatni — śmieje się Włoch, przechodząc do tego, jak zespół wyglądał w niedzielny wieczór.
— Powiem mu, żeby był z drużyną, jaką widzieliśmy przez wiele meczów. Rozumiem, że nieczęsto widzi się FC Porto przegrywające i tracące trzy gole. W zeszłym tygodniu wziąłem zimny prysznic [nawiązanie do mistrzowskiej fety], a dziś zmokliśmy, ale nie z takim samym uczuciem, i to musi być ostrzeżenie, że gramy na poziomie, z którego nie można spaść — przestrzega szkoleniowiec.