Od kiedy trener Leszek Ojrzyński pojawił się w KGHM Zagłębiu Lubin, trzykrotnie poprowadził zespół w meczach przeciwko Górnikowi Zabrze i trzykrotnie mógł cieszyć się z kompletu punktów. Patent Miedziowych na rywala z Roosevelta w poprzednim sezonie przydał się w walce o utrzymanie, a w obecnym w rywalizacji o czołowe lokaty, łącznie z europejskimi pucharami. KGHM Zagłębie to dopiero druga drużyna, której Górnik nie potrafił strzelić gola w dwumeczu obecnych rozgrywek (pierwszą był Motor Lublin). Styl gry, z jakim ponownie nie potrafili poradzić sobie Zabrzanie to dla nich ważne ostrzeżenie przed rywalizacją na arenie międzynarodowej.
Górnik oddala się od mistrzostwa Polski
KGHM Zagłębie Lubin pod wodzą trenera Ojrzyńskiego nie tylko upodobało sobie wygrywanie z Górnikiem, ale za każdym razem znacząco wpływa też na jego dalsze losy w skali całego sezonu. Kiedy w rundzie wiosennej poprzedniego sezonu wygrało 2:1, pracę na ławce Zabrzan stracił obecny selekcjoner reprezentacji Polski Jan Urban. Pół roku temu domowa wygrana 2:0 przerwała wielomiesięczną serię Górnika bez porażki i wpędziła go w poważny kryzys na koniec rundy jesiennej. Sobotnie zwycięstwo KGHM Zagłębia przy Roosevelta oznacza natomiast, że drużyna Michala Gašparika praktycznie straciła już szanse na wymarzone mistrzostwo Polski, bo w koncertowy sposób zmarnowała szansę zbliżenia się do liderującego Lecha Poznań po jego piątkowej wpadce przeciwko Arce Gdynia (1:1).
W Lubinie z kolei mogą żałować, że w dwóch poprzednich spotkaniach, które rozgrywali przed własną publicznością, dopisali sobie tylko punkt. Gdyby nie to, KGHM Zagłębie do ligowego finiszu mogłoby przystępować nawet z pozycji na podium tabeli PKO BP Ekstraklasy. – Dzięki temu zwycięstwu wracamy do żywych. Po tym, jak byliśmy na topie, zacięliśmy się, co było spowodowane między innymi problemami kadrowymi, które tak naprawdę cały czas mamy – podsumowywał trener Ojrzyński wskazując między innymi na nieobecności wykartkowanego Igora Orlikowskiego, czy kontuzjowanych Romana Jakuby, Aleksa Ławniczaka, czy Jesusa Diaza.
Górnik Zabrze – KGHM Zagłębie Lubin 0:2 w 32. kolejce PKO BP EkstraklasyWIKTOR FARYNA/400MM.PL/NEWSPIX.PL / newspix.pl
Szabo znowu strzela dla Zagłębia
Trener KGHM Zagłębia, kiedy jego zespół przegrywa, lubi podkreślać, że Lubinianie w zimowym okienku transferowym osłabili się najmocniej spośród wszystkich drużyn PKO BP Ekstraklasy. W sobotę udowodnił jednak, że ma do dyspozycji coś więcej niż podstawową jedenastkę, bo kluczową rolę odegrali rezerwowi, na czele z wprowadzonym po godzinie gry węgierskim napastnikiem Levente Szabo. 26-latek krótko po wejściu na murawę zanotował asystę przy kapitalnym, pierwszym ligowym golu Jakuba Kolana, a kilkanaście minut później sam wpisał się na listę strzelców. Szabo był dla KGHM Zagłębia transferem ratunkowym, po tym jak w styczniu niespodziewanym brakiem porozumienia z Rakowem Częstochowa zakończyła się próba zatrzymania Leonardo Rochy. Węgier dołączył do Miedziowych już po zimowym zgrupowaniu i na razie ma tylko pojedyncze przebłyski, bo wcześniej strzelał przeciwko Koronie Kielce (2:1) w lutym oraz Arce Gdynia (1:3) dwa miesiące później.
– Pamiętajmy, że Szabo od razu wszedł do gry. Musi się też oswoić, ma na razie trzy gole, każdy chciałby, żeby to było siedem, ale tak łatwo nie jest. Nie ma też takiego serwisu, jak w niektórych drużynach, które stworzą kilka sytuacji dla napastnika w meczu, tutaj czasami ma jedną, bo nie kreujemy aż tak dużo. To dla niego na pewno niełatwe – opisywał Ojrzyński. Skuteczny strzelec w dwóch ostatnich meczach sezonu byłby dla KGHM Zagłębia na wagę złota, tym bardziej, że niespecjalną presję na Szabo wywiera Michalis Kosidis, który w sobotę ponownie zaliczył występ bez gola. Były napastnik Puszczy Niepołomice wiosną trafił jedynie w marcowym meczu przeciwko Piastowi Gliwice (3:1), a by znaleźć jego wcześniejsze ekstraklasowe bramki trzeba byłoby się cofnąć aż do przełomu sierpnia i września ubiegłego roku.
Levente SzaboFoto Tomasz Folta / PressFocus / newspix.pl
Górnik nie lubi meczów z Zagłębiem
Opromieniony zdobyciem Pucharu Polski Górnik zawiódł przed własną publicznością i poniósł… najwyższą porażkę w roli gospodarza w tym sezonie, bo wcześniej czterokrotnie przegrywał po 0:1. Właśnie domowe przegrane, w meczach, w których sama jakość gry niekoniecznie by na to wskazywała, najprawdopodobniej zadecydują, że mistrzostwo Polski w tym sezonie nie wróci na Roosevelta. Zabrzanie po piątkowym potknięciu Lecha Poznań liczyli, że to przepustka do zmniejszenia strat, jednak zamiast tego dystans dzielący ich od lidera tabeli wzrósł już do siedmiu punktów. W ostatnich kolejkach sezonu, począwszy od zaplanowanego na środę zaległego meczu przeciwko Arce w Gdyni, muszą skupić się na walce o medale, bo ścisk w ich bezpośrednim sąsiedztwie systematycznie wzrasta.
Trener Górnika Michal GašparikMateusz Sobczak / PressFocus / newspix.pl
– Nie pasuje tam ten przeciwnik, to był identyczny mecz i identyczny wynik, jak w rundzie jesiennej w Lubinie. W dwumeczu przeciwko KGHM Zagłębiu w tym sezonie spróbowaliśmy wszystkiego, a jednak piłka ani razu nie wpadła do bramki – kręcił głową z niedowierzaniem trener Gašparik. Jego zespołowi nie można zarzucić zlekceważenia ligowych obowiązków po wielkim triumfie na PGE Narodowym, jednak powtarzająca się nieumiejętność złamania rywala o charakterystyce Miedziowych to dla Górnika istotna przestroga w kontekście nadchodzącej rywalizacji o fazę ligową europejskich pucharów.